Po cichu liczyła, że przydzielą ją do grupy z Cameronem, ale ten w ogóle nie zgłosił się na dyżurowanie w Beltane. Później miała nadzieję, że trafi pod czujne oko Bulstrode i znowu będzie miała okazję się wykazać, ale los chciał inaczej.
— Ja również. — odpowiedziała kobiecie, kiedy ta zatrzymała się obok.
Amanda Lestrange dopiero niedawno zaczęła pracować w Mungu, ale kilku stażystów już zdążyło się o niej dowiedzieć paru rzeczy. Fernah miała to do siebie, że zwykle wszyscy ją ignorowali, toteż często słyszała jakieś plotki, bo nikt nie przejmował się małomówną i wycofaną Slughornówną.
W ten sposób dowiedziała się, że Lestrange wcześniej uczyła się i pracowała w Paryżu. Nikt nie wiedział, dlaczego wróciła do Londynu, ale oddziałowe plotkary snuły najróżniejsze teorie o nieudanym związku, ucieczce od narzeczonego lub jeszcze czymś, co mogły opowiadać z zapartym tchem, niczym w czytanych romansidłach.
Fernah miała głęboko w poważaniu, czemu Amanda zjawiła się w Londynie i podjęła pracę w świętym Mungu. Skupiała się bardziej na tym, jaką wiedzę ta przywiozła ze sobą z Paryża i zawsze chętnie słuchała jakichś instrukcji czy uwag na temat konkretnych przypadków.
— Wychowała się tutaj pani? — spytała, by się upewnić i zaraz odpowiedziała na wcześniejsze pytanie. — Na pewno, co roku Ministerstwo zatrudnia Greengrassów, by zajęli się drzewami i zasadzeniem nowych. Zresztą bez ich zgody nikt by się do drzew nie zbliżył.
Słysząc kolejne pytanie, skinęła głową i wyciągnęła z kieszeni szaty notatnik. Przewertowała kartki i odpowiedziała:
— Brakuje jednej butelki Szkiele-Wzro, ale paczka była zalakowana, więc musieli pomylić się w magazynie.