20.11.2024, 19:28 ✶
Nie opierał się, niczym bezwolna lalka dał się prowadzić jej dłoniom.
Palące niczym promienie słońca oczy wpatrywały się w niego, napotykając bezkresną głębię jego brązowych tęczówek. Ziała z nich pustka i rozpacz, ale tam gdzie na dnie, czyżby tliły się jeszcze jakieś iskry nadziei, a może to odbicie jej własnych oczu, tak rozpalonych od gniewu, że aż uosabiały to czego się tak bała.
- To tak nie działa, wiesz o tym. Nie chodzi o słowa, ale kto je wypowiada - powiedział bez sił, zupełnie jakby jej żar i wybuch wypalił w nim wszystko i nie był w stanie wykrzesać z siebie woli do walki. Dotyk który czuł nie był delikatny, był szorstki i pełen gniewu jak jej słowa, ale sprawił, że jego głos w jego głowie zamilkł, nie szydził, nie był w stanie przebić się do do jego świadomości - zagłuszyła go. Ale czy to było obopólne? A może to tylko jego potrzebo akceptacji, pragnienie, aby znaleźć cel w życiu, to głęboko pogrzebane i dawno zapomniane wciąż się tliło i tamtym jednym wieczorem naiwnie wyciągnął to z głębi swojego mroku?
- To całe moje życie, stawianie potrzeb innych nad swoje własne. Bo gdzieś w trakcie drogi przekonałem samego siebie, że tylko tak mogę dowieść, że jestem czegoś wart i gdybym faktycznie był w tak mrocznym miejscu to ktoś by to zauważył, a tak nie znaczy to nic i nie jest ważne. Więc przyjmujesz mrok i stawiasz siebie na samym końcu - powoli wracały mu siły, jak kolejne fale przypłīwu, nie był już pustą skorupą. Uniósł dłonie kładąc je na dłoniach Millie w delikatnym uścisku, zupełnie jak staw wzburzony przez wrzucenie tam kolejnego kościotrupa obmywa brzegi. Tym razem jego spojrzenie było zapalczywe, skrzące się od uczucia, którego ich właściciel nie był świadom, jednak czy ona je zrozumie?
- Skoro siedzisz w mroku, skąd wiesz czy jesteś sama, czy tuż obok ciebie nie jest ktoś inny? Kto jest w stanie zrozumieć twoje uczucia. Z kim mrok nie będzie taki straszny i nie będziesz czuć się samotnie, że przestaniesz myśleć tylko o tym jak skończyć to cierpienie - nie miał pojęcia jak to wszystko się potoczy. Czy nie okaże się słońcem dla jego ikarowych skrzydeł? I wszystko skończy się jego spektakularnym upadkiem? Być może tak, ale był to ryzyko, które był w stanie podjąć. Ten jeden jedyny raz w życiu, znajdował powód do życia, zamiast odrzucania go.
Palące niczym promienie słońca oczy wpatrywały się w niego, napotykając bezkresną głębię jego brązowych tęczówek. Ziała z nich pustka i rozpacz, ale tam gdzie na dnie, czyżby tliły się jeszcze jakieś iskry nadziei, a może to odbicie jej własnych oczu, tak rozpalonych od gniewu, że aż uosabiały to czego się tak bała.
- To tak nie działa, wiesz o tym. Nie chodzi o słowa, ale kto je wypowiada - powiedział bez sił, zupełnie jakby jej żar i wybuch wypalił w nim wszystko i nie był w stanie wykrzesać z siebie woli do walki. Dotyk który czuł nie był delikatny, był szorstki i pełen gniewu jak jej słowa, ale sprawił, że jego głos w jego głowie zamilkł, nie szydził, nie był w stanie przebić się do do jego świadomości - zagłuszyła go. Ale czy to było obopólne? A może to tylko jego potrzebo akceptacji, pragnienie, aby znaleźć cel w życiu, to głęboko pogrzebane i dawno zapomniane wciąż się tliło i tamtym jednym wieczorem naiwnie wyciągnął to z głębi swojego mroku?
- To całe moje życie, stawianie potrzeb innych nad swoje własne. Bo gdzieś w trakcie drogi przekonałem samego siebie, że tylko tak mogę dowieść, że jestem czegoś wart i gdybym faktycznie był w tak mrocznym miejscu to ktoś by to zauważył, a tak nie znaczy to nic i nie jest ważne. Więc przyjmujesz mrok i stawiasz siebie na samym końcu - powoli wracały mu siły, jak kolejne fale przypłīwu, nie był już pustą skorupą. Uniósł dłonie kładąc je na dłoniach Millie w delikatnym uścisku, zupełnie jak staw wzburzony przez wrzucenie tam kolejnego kościotrupa obmywa brzegi. Tym razem jego spojrzenie było zapalczywe, skrzące się od uczucia, którego ich właściciel nie był świadom, jednak czy ona je zrozumie?
- Skoro siedzisz w mroku, skąd wiesz czy jesteś sama, czy tuż obok ciebie nie jest ktoś inny? Kto jest w stanie zrozumieć twoje uczucia. Z kim mrok nie będzie taki straszny i nie będziesz czuć się samotnie, że przestaniesz myśleć tylko o tym jak skończyć to cierpienie - nie miał pojęcia jak to wszystko się potoczy. Czy nie okaże się słońcem dla jego ikarowych skrzydeł? I wszystko skończy się jego spektakularnym upadkiem? Być może tak, ale był to ryzyko, które był w stanie podjąć. Ten jeden jedyny raz w życiu, znajdował powód do życia, zamiast odrzucania go.