21.11.2024, 03:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.11.2024, 03:43 przez Thomas Figg.)
- I jeszcze byś skończyła tak wielka jak ja, małe jest urocze. Poza tym wtedy byś mogła sama sięgać rzeczy z wysokich szafek - dodał jakby chciał jej wskazać, że nie mógłby jej pomagać, więc musiał dodać jeszcze. - Gdzie wtedy bym chować przed tobą prezenty? - dodał jeszcze żartobliwie.
- To, że ruszyłem przodem, nie znaczyło, że musiałaś na mnie nasyłać drzewa - naburmuszył się rozcierając sobie łokcie, które trochę go piekły po tym jakże epicki ślizgu po ziemi. Ale cóż, nie miał co narzekać, sam sobie zgotował ten los próbując biegać po lasie. Zapomniało się już, że nie jest nastolatkiem, który jest nawykły do płatania figli i duże aktywność i fizycznej. No i nie był to ani sad Abottów ani Knieja Godryka, gdzie spędzali dzieciństwo.
Przyjął zaoferowaną przez siostrę dłoń, choć ostrożnie, bo gdyby tylko na niej opierał się podczas wstawania to niechybnie wylądowałaby na nim jak on przed chwilą na ziemi. W końcu ważył bez mała dwa razy tyle co ona, jak nie więcej.
- Mogłabyś mi odpuścić, jestem ranny - jęknął kiedy przypomniała mu o jego przegranej, ale cóż miał zrobić słowo się rzekło. - To co, zamówimy pizzę? - zapytał niewinnie, bo wtedy nie byłoby konieczności niczego zmywać. Trochę jak zjeść ciastko i mieć ciastko i "pozmywa" po kolacji wyrzucając pudełka po pizzy i nie wywinie się od swojej przegranej. Liczył tylko, że to nie będzie dzień, kiedy Nora postanowi urządzić ucztę na kolację, bo zmywałby do białego rana potem pewnie.
Wraz za jej przykładem zaczął się rozglądać za magiczną rzepą, która mieli tu znaleźć. Trudno szukało się koloru, którego nie było się w stanie rozpoznać. Ale dzielnie szukał po kształcie liści. Problemem było to, ze nigdy wcześniej nie widział chyba tej rzepy i nie mógł jej znaleźć. Burknął pod nosem po raz kolejny znajdując jakiś przerośnięty chwast zamiast rzepy.
Nora z drugiej strony miała więcej szczęścia, między kamieniami w niewielkim zagłębieniu znalazła rzeczoną rzepę, zupełnie jakby ktoś ją tutaj posadził, jednak ani trochę nie wyglądało to na czyjś ogródek. W pobliżu brakowało jakichkolwiek zabudowań, a same kamienie były ułożone strasznie nieregularnie.
- To, że ruszyłem przodem, nie znaczyło, że musiałaś na mnie nasyłać drzewa - naburmuszył się rozcierając sobie łokcie, które trochę go piekły po tym jakże epicki ślizgu po ziemi. Ale cóż, nie miał co narzekać, sam sobie zgotował ten los próbując biegać po lasie. Zapomniało się już, że nie jest nastolatkiem, który jest nawykły do płatania figli i duże aktywność i fizycznej. No i nie był to ani sad Abottów ani Knieja Godryka, gdzie spędzali dzieciństwo.
Przyjął zaoferowaną przez siostrę dłoń, choć ostrożnie, bo gdyby tylko na niej opierał się podczas wstawania to niechybnie wylądowałaby na nim jak on przed chwilą na ziemi. W końcu ważył bez mała dwa razy tyle co ona, jak nie więcej.
- Mogłabyś mi odpuścić, jestem ranny - jęknął kiedy przypomniała mu o jego przegranej, ale cóż miał zrobić słowo się rzekło. - To co, zamówimy pizzę? - zapytał niewinnie, bo wtedy nie byłoby konieczności niczego zmywać. Trochę jak zjeść ciastko i mieć ciastko i "pozmywa" po kolacji wyrzucając pudełka po pizzy i nie wywinie się od swojej przegranej. Liczył tylko, że to nie będzie dzień, kiedy Nora postanowi urządzić ucztę na kolację, bo zmywałby do białego rana potem pewnie.
Wraz za jej przykładem zaczął się rozglądać za magiczną rzepą, która mieli tu znaleźć. Trudno szukało się koloru, którego nie było się w stanie rozpoznać. Ale dzielnie szukał po kształcie liści. Problemem było to, ze nigdy wcześniej nie widział chyba tej rzepy i nie mógł jej znaleźć. Burknął pod nosem po raz kolejny znajdując jakiś przerośnięty chwast zamiast rzepy.
Nora z drugiej strony miała więcej szczęścia, między kamieniami w niewielkim zagłębieniu znalazła rzeczoną rzepę, zupełnie jakby ktoś ją tutaj posadził, jednak ani trochę nie wyglądało to na czyjś ogródek. W pobliżu brakowało jakichkolwiek zabudowań, a same kamienie były ułożone strasznie nieregularnie.