Futro całkiem przyjemnie ogrzewało jej ciało. Musiała się skupić na tym, żeby nie zrobiło jej się zbyt przyjemnie, bo obawiała się, że gdyby tak się stało, to jeszcze zwinęłaby się w kłębek i zasnęła. Póki co nie widziała tutaj nikogo więcej, zakładała więc, że sylwetka, która mignęła jej wcześniej była jej chłopakiem. Wolała nie podchodzić bliżej, żeby przypadkiem nie zwrócić na siebie uwagi, miała być tutaj cichutko, jak skunks pod miotłą, tyle, że nie było tutaj żadnej miotły. To nie było dla niej problematyczne, zdarzało jej się już korzystać z tej swojej śmiesznej umiejętności w podobnych sytuacjach, potrafiła się skradać w swojej zwierzęcej postaci, miała szczęście, że zwierzę w które się zamieniała należało do tych drobniejszych. Inaczej nie miałaby takiej możliwości. Z drugiej strony mogłaby przybierać jakąś bardziej spektakularną formę, czegoś większego, co sprawdziłoby się w walce, może ptaka? Dzięki czemu zawsze mogłaby wszystko obserwować, szczególnie podczas pracy w terenie taka umiejętność byłaby przydatna. Cóż, musiała się pogodzić z tym, że była skunksem, zawsze mogło być gorzej, prawda? No, starała się myśleć, że tak. Zresztą animagia nie była wcale taka łatwa do opanowania, sporo ją kosztowało to, aby się jej nauczyć, musiała mieć przez miesiąc ten jebany krzak, kwiat, liść - chuj jeden wiedział co pod językiem. To naprawdę nie było łatwe do realizacji, ale jej się udało. Nie zamierzała teraz przez tę swoją zwierzęcą wersję sobie umniejszać.
W pomieszczeniu było ciemno, to nie ułatwiało jej rozeznania się w tym miejscu, bo skunksy miały wcale nie najlepszy wzrok, widziały ledwie na kilka metrów w świetle, a słabe oświetlenie powodowało, że było jeszcze gorzej. Musiała polegać więc na innych zmysłach - przede wszystkim słuchu i zapachu, te się jej wyostrzały kiedy zamieniała się w zwierzę. Nasłuchiwała więc, wibrysy poruszały się jej przy tym delikatnie, bo przy okazji starała się wyczuć jak najwięcej z powietrza. Cóż, w jej skunksie nozdrza bardzo mocno uderzał zapach stęchlizny, ryb, wody, która znajdowała się niedaleko. To nie było szczególnie przyjemne, ale jakoś się przemęczy.
Nie do końca wiedziała, co się tutaj miało wydarzyć. Ambroise nie zostawił jej żadnych szczegółów, no, ale zamierzała tutaj zostać, bo coś mówiło jej o tym, że może być potrzebna. Szósty zmysł, czy sam jeden diabeł wie co. Po prostu czuła, że powinna być tutaj, a nie w ciepłym łóżku. Swoją drogą nie zamierzała go jutro szybko opuścić po czasie spędzonym w tym miejscu. Będzie mogła to zwalić na posabatowej zmęcznie, przecież nie powie mu, że nie spędziła nocy w domu, a miała świadomość, że nie będzie w pełni sił, gdy wróci do domu, będzie musiała to odespać, cóż, może Roise sam nie zauważy, że nie obudziła się tak wcześnie jak zwykle, bo też nie miał mieć zbyt lekkiej nocy. Nie miała pojęcia, czy wspomni jej o tym, że tutaj był, gdy się obudzi, zawsze pozostawała ta opcja, że wolałby jej nie mówić o tym, że zniknął gdzieś nocą. Kartka została na poduszce, mogła zapaść się pod ziemię, czy coś.
Usłyszała zbliżające się kroki, nim ktoś kto zmierzał do magazynu pojawił się w jego wnętrzu. Wyprostowała się nieco bardziej, zrobiła się czujniejsza, jakby nie chciała, żeby cokolwiek jej teraz umknęło. Dostrzegła błysk, gdzieś w tle. Nie widziała, jak daleko mignął, bo no ten wzrok w ciemności nie był specjalnie pomocny. Wydawało jej się jednak, że była to zasługa tarczy, która została wyczarowana wokół tego miejsca. Najwyraźniej jej chłopak zdążył się przygotować, dobrze wiedzieć, że dba o swoje bezpieczeństwo. Nie, żeby kiedykolwiek w to wątpiła.
Dostrzegła sylwetkę kobiety, która zarysowała się jej wyraźniej, gdy tamta ruszyła się nieco do przodu, wtedy też Ambroise wyszedł jej na przeciw. Ciekawe. Siedziała w jednym miejscu, nie chciała się teraz poruszyć, aby nie zwrócić na siebie niepotrzebnej uwagi, to było bardzo niewskazane.
Drgnęła odrobinę, gdy ona się do niego odezwała. Bertrand, cóż - nie miała pojęcia, jakim imieniem posługuje się, kiedy załatwia swoje nokturnowe sprawy, już wiedziała. Zawsze to jakaś dodatkowa informacja, nie wróci do domu z pustymi rękoma. Nie, żeby jakoś szczególnie zamierzała się mieszać w to, co robił, ale no, dobrze było wiedzieć, cokolwiek.
Najwyraźniej kobieta nie była tym, kogo się spodziewał. Nie trzeba było być szczególnie bystrym, wywnioskowała to z rozmowy, którą odbywali. Cóż, chyba ktoś zniknął, nie pojawił się? to nie do końca było po myśli wszystkich? Nie miała pojęcia, nie wiedziała właściwie dlaczego Roise się tutaj znalazł, dlatego też siedziała sobie dalej, cichutko, jak ten skunksik pod miotłą i próbowała zrozumieć cokolwiek z tej rozmowy. To wcale nie było takie proste, szczególnie, że nic nie wiedziała o tych jego nielegalnych interesach.
Wiedziała, że Ambroise potrafi być bardzo zawzięty w negocjowaniu, wiele razy miała możliwość się o tym przekonać, nie miała pojęcia, co właściwie chciała ugrać ta kobieta, ale cóż, spodziewała się, że raczej jej się to nie uda. Nie miała szans. W sumie całkiem dobrze się to oglądało z boku, trochę jakby była w mugolskim kinie.