Nie zamierzała komentować słów kota, miał niewyparzony język i właściwie ostatnio sporo razy zastanawiała się nad tym, czy nie powinni go nieco utemperować. Dlaczego nie wszystkie koty mogły być takie słodkie i grzeczne jak jej Lady? Nie miała pojęcia. Cóż, pewnie dlatego, że jej własna, osobista kotka była dopiero pisklęciem, które jeszcze nie miało szansy za bardzo odnaleźć się w świecie. Nie to, co Salem, ten był prawdziwym kocim gwiazdorem, nadal za nim tęskniła i nie do końca pogodziła się z jego tragiczną śmiercią. Był w końcu jej przyjacielem, od dawien dawna.
Odprowadziła Karla wzrokiem do wyjścia, na szczęście miał w sobie też nieco przyzwoitości i nie zignorował jej obecności, chociaż tyle. - To zależy, prawo jest skonsturowane w pewien sposób i nie przewiduje wszystkich możliwości, które mogą się zdarzyć, wiesz? - Próbowała znaleźć sposób, w jaki mogłaby wytłumaczyć córce sytuację o której niepotrzebnie się dowiedziała, tak to nie był najlepszy dzień Norki jako matki. - Czasami zdarzają się powody, przez które można trochę nagiąć to prawo. - Nie, nie można było tego robić, miała tego świadomość, ale wolała, żeby Mabel nie myślała o niej i o Thomasie jak o kryminalistach. - Ten chłopiec znalazł się w trudnej sytuacji i bardzo chciałam mu pomóc. - Dodała jeszcze na swoje wytłumaczenie, bo czuła, że to jest potrzebne.
Usłyszała kroki, przeniosła więc wzrok w stronę framugi, pojawił się Sam. Posłała mu przepraszające spojrzenie, nie do końca spodziewała się, że ten obiad potoczy się w taki sposób, ale cóż - tak to bywa z rodzinnymi obiadami.
Mabel zaczęła zasypywać mężczyznę serią pytań, tak właściwie to może to i dobrze, dzieci potrafiły spowodować, że każdy bardzo szybko odnajdywał się w danej sytuacji, nie miały żadnych granic, nic im nie przeszkadzało. Mogły pytać o wszystko. Też dostrzegła tę niepewność w jego oczach.
Odezwała się jednak dopiero wtedy, gdy Mab przestała zadawać pytania. - Usiądziesz z nami? - Przesunęła się nawet do ściany, jakby chciała zrobić więcej miejsca na tym dosyć małym łóżku.