Ile razy można się poznawać na nowo? Dawać sobie kolejne szanse, zapisywać kolejne marginesy, zamiast pisać historię płynną i rzetelną. Spoglądasz na tu i teraz, a tu i teraz wetknięte jest we wczoraj. Ponieważ jeszcze wczoraj wydawało się, że czekanie na Flynna było męczarnią, bo jeszcze wczoraj opatrzone to było bólem, bo przecież kłótnie, bo scysje, bo sensu to nie ma i najlepiej odwrócić się plecami. Właściwie to zrobił. Wczoraj... Jeśli tylko weźmiesz poprawkę, że "wczoraj" nie wydarzyło się wale 16 sierpnia 1972 roku. "Wczoraj" działo się przez niemal dwa tygodnie, nim pokrętna noc pragnąca zdusić gwiazdy postanowiła pozwolić im zabłysnąć. Jasno. Mocno. Intensywnie. Dziś było białą kartką, więc wczoraj musiało być czarną. Dziś miało kroplę czerni, więc wczoraj nosiło kroplę bieli. Nasze tu i teraz musiało stać się szarością, na którą... obaj zasługujemy. Tak, zasługujemy. Drugie czy pięćdziesiąte szanse, kolej rzeczy nakręcona - jak pozytywka, która stała na komodzie sypialni Laurenta i kojarzyła się z przeszłością tak daleką... bardzo daleką. A jednak ta przeszłość wpływała nam na wczoraj, wpływała na dzisiaj, na tu i teraz. Będzie wpływała też na jutro. Brzydkie pręgi i plamy historii Flynna tak samo goniły go i szturchały. Można próbować się zmienić, można dać sobie szansę, ale to nie znaczy, że wszystko za plecami chciało również ci tę szansę podarować.
Tu i teraz, teraz i tam...
Czy to na pewno ten sam Flynn Bell?
Większość stawianych teraz kroków była testem. Laurent lubił testować, chyba jednak kroplę hazardu miał we krwi. Testował Astarotha myśląc o śmierci, tak testował teraz Flynna już posłaną wiadomością. Której część zawartości była niemal głupia, ale napisana z wielką dozą premedytacji. Proste pytania - czy się pojawi? Kiedy się pojawi? Jak się pojawi? Co zrobi? Co powie? Jak powie? Wróć... to w końcu nie było JEDNO pytanie. To była cała rzeka pytań. A Laurentem wiodła ciekawość, która jednocześnie rodziła ekscytację. Czyli dokładnie to, czego potrzebował w tym smutnym jak gołe drzewo po jesieni życiu.
Został przyzwyczajony do czegoś innego, niż otrzymał teraz. Nie widział tego jeszcze w pierwszym kroku, nie dostrzegał tego do końca w pierwszym geście, choć czuł dokładnie to - zmianę. Jaką? Czego? Trzeźwość? Emocjonalna, narkotyczna, alkoholowa. Czy mieli jakiekolwiek spotkanie, w którym Flynn był całkiem trzeźwy? Jeśli nawet nie był na żadnych proszkach, to otwierał z taką dozą emocjonalności, że blondynowi wszystko się zlewało. Ale to nie było to. Nawet ten pocałunek był inny, a Laurent zamieniał się pod nim w morską falę. Miękką, pragnącą dopasować się do brzegu, który dotyka i zabierającą jednocześnie dokładnie tyle, ile chciał i potrzebował. Smak papierosów. Bardzo znany. Zapach... tego miejsca? Oparł dłonie na poziomie żeber mężczyzny, przesunął nimi pod pachami na plecy. Wysnuł mały wniosek: aha! po to przyszedłeś! - jak impulsywna, wroga myśl. Ale ona się rozwiała w tej przyjemności. Słodkiej. Roztapiającej. To był ten rodzaj słodyczy, którą uwielbiał. I taką słodkość mógłby przyjmować bez końca.
Och tak, szok był bardzo trafionym odczuciem wymalowanym na twarzy blondyna, ale barwy tego uczucia przykryte były mocno czymś innym. Uwielbieniem. Malarz spoglądał tak na kobietę, którą chciał uwiecznić na płótnie w każdym szczególe, bez wstydu, bez obaw, bez granic. Poruszeniem. Bo jesteś przygotowany na jedno, a druga strona pokazuje ci coś innego. Ten przekaz był doprawdy prosty - wystarczyło się zastanowić. Przekaz: cześć, staram się. Szok tym odczuciom ustępował.
Laurent sobie przypomniał, że przydałoby się jednak oddychać. Musiał zamrugać kilka razy po tym, jak Flynn się odezwał, żeby w ogóle zanotować te słowa. Żeby zebrać rozpierzchnięte myśli. Nawet się nieco otrząsnął - ale to było ewidentnie to zdziwienie i zdezorientowanie, w jakie wpadł. Te zupełnie pozytywnego rodzaju.
Już mu było cieplej.
- Czy ja śnię? - Chyba nie? Nie, Flynn wyglądał jak... Flynn. A nie Fantazja. A może..? Na pewno..? - Obawiam się jednak, że pan nie trafił. Wszystkie wakaty już zapełnione. Szczególnie jedno miejsce. Najważniejsze. Dla bardzo, bardzo ważnej osoby... Jednego... Wyjątkowego... Kruka...