21.11.2024, 01:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.11.2024, 02:03 przez Thomas Figg.)
Kwestia rapiera przekazanego wujowi Morpheusowi nie była wcale tak czasochłonna, jednak to o czym opowiedział mu później sprawiło, ze Thomasowi zajęło nieco dotarcie do posiadłości Shafiqa. Nie miał pojęcia jak uda mu się to wszystko pogodzić, może gdyby udało mu się jakoś rozciągnąć własną dobę o dodatkowe godziny? Jedynym błogosławieństwem był fakt, że nie potrzebował dużej ilości snu, a natłok obowiązków pomoże mu nie pogrążać się w zbędnych rozmyślaniach. Dla jednych natłok zadań do wykonania mogłaby być nieznośna i uciążliwa, dla Figga była wręcz zbawienna pomagała mu ignorować swoje demony.
Po wyjściu z rezydencji swojego wuja odpalił papierosa ignorując gulę rosnącą w gardle. Chwila wytchnienia, kiedy umysł mu zwalniał i atakowały go nieznośne myśli. Znał to nieprzyjemne uczucie, dobrze wiedział, czym to jest i co oznacza. Choć cieszył się ze szczęścia ludzi wokół niego, to nie mógł pozbyć się tego ukłucia zazdrości piekącego go od środka. Każdy do czegoś dochodził, wiódł względnie szczęśliwe życie, a on? Miał pracę, która pochłaniała go od świtu do zmierzchu, kiedy to wyczerpany zasypiał gdzie popadnie albo faszerował się eliksirami nasennymi. To co trzymało go w ryzach to poczucie obowiązku, złożone zapewnieniam, że czymś się zajmie, łatwiej było stawiać potrzeby innych nad swoimi własnymi. I gdyby tylko Thomas z przyszłości mógł się do niego cofnąć i powiedzieć mu, aby poczekał jeszcze trochę, że nim skończy się lato poczuje coś co będzie mogło załatać jego bezkresną dziurę, którą miał zamiast serca. Że pojawi się w jego życiu coś czego nie szukał, że znajdzie to u kogoś kto jest nie tak daleko, że dla jednych szalona wariatka, dla niego okaże się zwiewną nimfą, która wetchnie chęć życia w jego pustą skorupę. Ale nie wiedział, a nawet gdyby mu ktoś to powiedział to wyśmiałby taki przekaz, nie wierząc w to ani na trochę. Dla innych miał niespożyte pokłady nadziei na szczęśliwe życie, dla siebie nie pozostawiał żadnej.
Zapewne, gdyby nie to że pochłonęły go rozmyślania o tym jak bardzo jego życie ssie, że nie zauważył w pierwszej chwili Anthony'ego i jego ćwiczeń w ogrodzie. Dlatego też zauważył starszego od siebie mężczyzną dosłownie na sekundy nim ten odwrócił się ku niemu. Zdążył więc zawczasu przybrać zwyczajową maskę, bo martwienie innych nie przynosiło nic dobrego, no i przecież to nie było nic z czym nie mógłby sobie poradzić, jak sobie wmawiał od zawsze.
- Tak naprawdę to zgubiłem się dwa razy po drodze i musiałem pytać o drogę, dlatego tyle zajęło - rzucił żartobliwie i odwzajemnił uśmiech. W tym względzie tak Anthony i Thomas byli podobni, stroniąc od kontaktu fizycznego od przypadkowych osób. Dłoń mężczyzny nie był nieznośnym, piekącym piętnem oceniania, wręcz przeciwnie niósł swego rodzaju ukojenie dla skołatanych nerwów, dawał poczucie akceptacji i przynależności do jakiegoś miejsca, nawet jeśli przez ulotną chwilę.
- Nie jestem głodny, ale napiłbym się herbaty. Albo nawet wina jeśli masz - zaraz też zachichotał zdając sobie sprawę do kogo skierował te słowa. Przetarł twarz dłonią. - Wybacz, zdałem sobie sprawę komu właśnie powiedziałem "jeśli masz wino" - komu jak komu ale komuś kto ma własną winnice mówić coś takiego?.
Po wyjściu z rezydencji swojego wuja odpalił papierosa ignorując gulę rosnącą w gardle. Chwila wytchnienia, kiedy umysł mu zwalniał i atakowały go nieznośne myśli. Znał to nieprzyjemne uczucie, dobrze wiedział, czym to jest i co oznacza. Choć cieszył się ze szczęścia ludzi wokół niego, to nie mógł pozbyć się tego ukłucia zazdrości piekącego go od środka. Każdy do czegoś dochodził, wiódł względnie szczęśliwe życie, a on? Miał pracę, która pochłaniała go od świtu do zmierzchu, kiedy to wyczerpany zasypiał gdzie popadnie albo faszerował się eliksirami nasennymi. To co trzymało go w ryzach to poczucie obowiązku, złożone zapewnieniam, że czymś się zajmie, łatwiej było stawiać potrzeby innych nad swoimi własnymi. I gdyby tylko Thomas z przyszłości mógł się do niego cofnąć i powiedzieć mu, aby poczekał jeszcze trochę, że nim skończy się lato poczuje coś co będzie mogło załatać jego bezkresną dziurę, którą miał zamiast serca. Że pojawi się w jego życiu coś czego nie szukał, że znajdzie to u kogoś kto jest nie tak daleko, że dla jednych szalona wariatka, dla niego okaże się zwiewną nimfą, która wetchnie chęć życia w jego pustą skorupę. Ale nie wiedział, a nawet gdyby mu ktoś to powiedział to wyśmiałby taki przekaz, nie wierząc w to ani na trochę. Dla innych miał niespożyte pokłady nadziei na szczęśliwe życie, dla siebie nie pozostawiał żadnej.
Zapewne, gdyby nie to że pochłonęły go rozmyślania o tym jak bardzo jego życie ssie, że nie zauważył w pierwszej chwili Anthony'ego i jego ćwiczeń w ogrodzie. Dlatego też zauważył starszego od siebie mężczyzną dosłownie na sekundy nim ten odwrócił się ku niemu. Zdążył więc zawczasu przybrać zwyczajową maskę, bo martwienie innych nie przynosiło nic dobrego, no i przecież to nie było nic z czym nie mógłby sobie poradzić, jak sobie wmawiał od zawsze.
- Tak naprawdę to zgubiłem się dwa razy po drodze i musiałem pytać o drogę, dlatego tyle zajęło - rzucił żartobliwie i odwzajemnił uśmiech. W tym względzie tak Anthony i Thomas byli podobni, stroniąc od kontaktu fizycznego od przypadkowych osób. Dłoń mężczyzny nie był nieznośnym, piekącym piętnem oceniania, wręcz przeciwnie niósł swego rodzaju ukojenie dla skołatanych nerwów, dawał poczucie akceptacji i przynależności do jakiegoś miejsca, nawet jeśli przez ulotną chwilę.
- Nie jestem głodny, ale napiłbym się herbaty. Albo nawet wina jeśli masz - zaraz też zachichotał zdając sobie sprawę do kogo skierował te słowa. Przetarł twarz dłonią. - Wybacz, zdałem sobie sprawę komu właśnie powiedziałem "jeśli masz wino" - komu jak komu ale komuś kto ma własną winnice mówić coś takiego?.