Robiło się nudno. Przynajmniej dla Geraldine, która siedziała nadal gdzieś w kącie pod postacią skunksa. Dyskutowali sobie zaciekle, tyle, że nic nie rozumiała z tej rozmowy, nie miała pojęcia, co chcą osiągnąć, może zupełnie niepotrzebnie tutaj przylazła? Było takie prawdopodobieństwo. Cóż, przynajmniej będzie spać spokojnie, kiedy już wróci do domu. Nie będzie musiała się niczym martwić. Na to liczyła. Usłyszała ruch, gdzieś z boku, najwyraźniej jakiś szczur postanowił do niej dołączyć. Na pewno nie zostaną przyjaciółmi, na szczeście zatrzymał się trochę dalej i nie podchodził bliżej. Jeszcze tego brakowało, żeby złapała od niego jakieś pchły, czy inne robactwo. Musiała się szanować, to, że od czasu do czasu ubierała futro wcale nie oznaczało, że była częścią tego zwierzęcego królestwa.
Nie do końca wiedziała jaką pozycję zajmuje Roise w tym całym przestępczym świecie. Nigdy jej to jakoś szczególnie nie interesowało, może nawet inaczej, interesowałoby ją to, ale on nie chciał o tym mówić. Nigdy nie pozwolił się jej w to zagłębić, trzymał ją od wszystkiego z daleka, jakby była jakimś nieporadnym stworzeniem, które nie było w stanie sobie poradzić z niebezpieczeństwem. Jasne, może nie była biegła w wielu dziedzinach magii, ale miała swoje koniki, dzięki którym czuła się całkiem bezpieczna. Umiała walczyć, czy zwyczajną siłą, czy rzucając zaklęcia, ćwiczyła to wszystko od najmłodszych lat. Nadal jej się wydawało, że jej chłopak nie doceniał jej potencjału, a szkoda. Razem mogli przecież zdziałać wiele. Nie, żeby jakoś specjalnie na to nalegała, przyzwyczaiła się do tego, że tak wygląda ich życie, trochę była z tego powodu niezadowolona, ale miała świadomość, że nie może nic z tym zrobić. Jak Roise coś sobie ujebał - to nie ma zmiłuj. Mogłaby próbować, a i tak nie udałoby się jej go nagiąć. Okropny miał ten charakter, nie to, że pod tym względem była do niego bardzo podobna, gdzie tam, na pewno nie chodziło o to.
Przeszli do tematu ksiąg, albo jej się wydawało? Nie miała pojęcia, czy oni naprawdę zajmowali się handlem książkami? To było takie interesujące. Zdawała sobie sprawę, że mogły być tam zapisane różne interesujące rzeczy, ale to nie brzmiało szczególnie porywająco. Może jeszcze je wszystkie czytali? Nie miała pojęcia. Próbowała nie ziewnąć, a może nawet delikatnie ziewnęła. Usiadła też już bliżej ziemi i po prostu czekała, aż skończą tę rozmowę. Będzie musiała się stąd wymknąć niezauważenie i dotrzeć do Whitby przed Roisem, tylko dlatego póki co nie zamknęła jeszcze oczu. Nie mogła, musiała czuwać, żeby spieprzyć stąd w odpowiednim momencie, tak, aby nikt nie zauważył jej obecności. Zdecydowanie nie chciała stawiać Roisa w takiej chujowej sytuacji, źle by wyglądało, gdyby nagle ktoś ją zauważył, szczególnie, że on o tym nie wiedział.
Miała do siebie małe wyrzuty sumienia, że zrobiła coś wbrew niemu, ale argumentowała to tym, że coś mówiło jej, że może znaleźć się w niebezpieczeństwie - może i tak nie było, przynajmniej nie na razie, chociaż czyż dobrymi intencjami nie jest piekło wybrukowane?
Nastroszyła się trochę i uniosła do góry, kiedy wydawało jej się, że Ambroise zakończył tę rozmowę, chyba żegnał się z tą uroczą czarownicą, która przed nim stała. To był dobry moment, aby się stąd zawinąć, pójść za nią, zniknąć w ciemności i znaleźć się w domu. Cóż, była więc gotowa do wyjścia. Znaczy wstała na cztery łapki i nadal czekała, w sumie nie miała pojęcia, czy ta baba da się tak łatwo spławić, oby dała, bo nie mogła się doczekać, kiedy znowu znajdą się razem w swojej sypialni.