21.11.2024, 17:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.11.2024, 17:55 przez Jonathan Selwyn.)
– Jakby miał nas porzucić bo ty coś o nim wygadujesz to zapewniał, że bym się z nim nie przyjaźnił – odparował, rzucając jednocześnie udane zaklęcie na tarczę.
Prawdę mówiąc sam był obecnie dość mocno zbity z tropu wobec tej dyskusji, bo co jak co, ale naprawdę nie spodziewał się kłócić dzisiaj z Woodym o Anthony'ego. W ogóle nie planował nigdy kłócić się z Woodym o Anthony'ego. Jak to w ogóle wyszło, że kłócił się teraz z Woodym o Anthony'ego? Ah, no tak. Woody zaczął. Chociaż, prawdę mówiąc to nawet nie była nawet kłótnia, a jedynie żywa dyskusja, jak to się mówi w polityce.
– Nie, mój drogi, zapewniam, że jedyne co, to czasem narzekam na twoje kapelusze, ale zawsze w prywatnych kręgach – Macie używanie na moim imieniu? Nie wiedział jak inni, ale on naprawdę nigdy nie przywoływałby imienia tego łysego maszkarona w takich sytuacjach i nigdy nie wykorzystywałby go jako celu żartów na ministerialnych bankietach! Nawet przy takim skandalu. Byli mimo wszystko razem w Zakonie, wspierali się, walczyli ramię w ramię, a takich osób się nie podkopywało.
Kolejne zaklęcie nie trafiło w tarczę. Jonathan zmarszczył brwi, wyraźnie tym faktem zirytowany. Najwyraźniej ta rozmowa rozpraszała go bardziej, niż zdawał sobie z tego sprawę.
Na jego twarz wykwitła determinacja, gdy spróbował ponowić próbę, ciskając dwa kolejne zaklęcie w dwie kolejne tarczę, które drwiąco cały czas tutaj stały.
Rozproszenie IV, atak na tarczę x2
Rzut PO 1d100 - 36
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Pierwsza tarcza, migotała przez chwilę i dopiero po kilku, bardzo długich sekundach postanowiła zniknąć.
Rzut PO 1d100 - 45
Sukces!
Sukces!
Drugie zaklęcie z kolei, chociaż Selwyn dalej miał wrażenie, że coś wybijało go ze skupienia, od razu poradziło sobie z tarczą. Jonathan szybkim krokiem przeszedł za przeszkodę i spojrzał triumfalnie na Woody'ego.
– Zresztą może zamiast teraz gadać o tym, powinniśmy skupić się na fakcie, że ta cała dyskusja zaczęła się od tego, że boisz się, że Tessa ponownie wyjdzie za mąż. – Może nie powinien tego mówić, ale chyba chciał jakoś pokazać Longbottomowi, że nie zgadzał się z jego słowami i że to nie on z ich dwójki zachowuje się tutaj głupio. Nerwy ostatnich dni, wcześniej głęboko zakopane, teraz usilnie próbujące wydostać się na powierzchnię, zdecydowanie nie pomagały mu po prostu zostawić tę sprawę w spokoju. Poza tym stał obecnie taktycznie dalej od niego.