21.11.2024, 21:05 ✶
Brenna była tu w swoim czasie wolnym, ale przecież to samo dotyczyło Thomasa. W jej przypadku granicą zresztą była bardzo płynna - jeśli cokolwiek tu znajdą, niedługo Brenna miała pojawić się w biurze, mimo braku dyżuru, i ostatecznie okazałoby się, że jednak jest ma służbie.
Żyli w niespokojnych czasach, gdy wszystko się zacierało.
Poza tym to nie tak, że nie odpoczywała nigdy. Czasem to robiła. Po prostu dla niej odpoczynkiem była też gonitwa po Kniei albo wspinanie się gdzieś... choć jak już dawała radę, to doskonale się bawiła z jakąś książką, dość często mugolską.
A jeżeli nic tu nie znajdą, dało się to uznać za miłą wycieczkę nad jezioro. Z pływaniem. Bo Brenna nie wątpiła, że przyjdzie im do tego jeziora wejść. I po części dlatego wybrała tak późną porę: kiedy mugole zaczną powoli opuszczać okolicę.
– Nie mogę niby wykluczyć, że to oni, ale nie dziwię się, że Biuro jest sceptyczne – przyznała Brenna, marszcząc ciemne brwi. Żadnych oznak magii przy śmierci charłaczki. Brak mrocznych znaków, oznak tortur, podpaleń. Śmierciożercy w jej oczach byli potworami i nie wątpiła, że wielu z nich zabija dla samego zabijania, ale zazwyczaj przy okazji chcieli szerzyć strach. Pokazywać swoją potęgę.
I początkowo dlatego nawet Brenna nie zwracała uwagi na tę sprawę. Ale tych wszystkich przypadków zrobiło się trochę za dużo jak na stosunkowo niewielką, turystyczną miejscowość, a zaginięcie ostatniej osoby przekonało ją, że warto się temu przyjrzeć. Bo zaczęła w końcu wierzyć, że tutejsza woda skrywa ponure tajemnice. Może był to mugolski, sprytny morderca, który uszedł policji, wolącej sklasyfikować te śmierci jako wypadki niż urządzić porządne śledztwo. Może pośród wodnych odmętów zamieszkało kilka druzgotków. A może w grę wchodziły jakieś zaklęcia i pułapki, na których Brenna zupełnie się nie znała, za to znał się Thomas.
– Tryton to raczej nie… – powiedziała z wahaniem, odwracając się do swojego towarzysza. Och bogowie, oby to nie był tryton. Gdyby jakiś mordował tutaj mugoli, to Brenna skończyłaby miotając się między Departamentami, wypełniałaby setki papierów i mogłaby rozpętać jakiś międzygatunkowy konflikt. – Ale druzgotki faktycznie byłyby całkiem prawdopodobne, tylko kurde, gdyby to było takie proste, Brygadziści powinni natknąć się na nie za pierwszym razem. I myślałam o tym, żeby rozejrzeć się nad jeziorem. Może zanurkować z bąblogłową. Sprawdzić, czy nie znajdziemy czegoś… co no przegapiono. Możemy też pogadać z miejscowymi, mówiąc, że jesteśmy prywatnymi detektywami, których zatrudniła Carrie White. Tam zdaje się parę osób właśnie urządza sobie ognisko, jeżeli dobrze widzę… Ale mam zeznania Carrie, tak samo jak wszyscy, co zebrano przy śmierci tej charłaczki, i nie widzę punktu zaczepienia.
Żyli w niespokojnych czasach, gdy wszystko się zacierało.
Poza tym to nie tak, że nie odpoczywała nigdy. Czasem to robiła. Po prostu dla niej odpoczynkiem była też gonitwa po Kniei albo wspinanie się gdzieś... choć jak już dawała radę, to doskonale się bawiła z jakąś książką, dość często mugolską.
A jeżeli nic tu nie znajdą, dało się to uznać za miłą wycieczkę nad jezioro. Z pływaniem. Bo Brenna nie wątpiła, że przyjdzie im do tego jeziora wejść. I po części dlatego wybrała tak późną porę: kiedy mugole zaczną powoli opuszczać okolicę.
– Nie mogę niby wykluczyć, że to oni, ale nie dziwię się, że Biuro jest sceptyczne – przyznała Brenna, marszcząc ciemne brwi. Żadnych oznak magii przy śmierci charłaczki. Brak mrocznych znaków, oznak tortur, podpaleń. Śmierciożercy w jej oczach byli potworami i nie wątpiła, że wielu z nich zabija dla samego zabijania, ale zazwyczaj przy okazji chcieli szerzyć strach. Pokazywać swoją potęgę.
I początkowo dlatego nawet Brenna nie zwracała uwagi na tę sprawę. Ale tych wszystkich przypadków zrobiło się trochę za dużo jak na stosunkowo niewielką, turystyczną miejscowość, a zaginięcie ostatniej osoby przekonało ją, że warto się temu przyjrzeć. Bo zaczęła w końcu wierzyć, że tutejsza woda skrywa ponure tajemnice. Może był to mugolski, sprytny morderca, który uszedł policji, wolącej sklasyfikować te śmierci jako wypadki niż urządzić porządne śledztwo. Może pośród wodnych odmętów zamieszkało kilka druzgotków. A może w grę wchodziły jakieś zaklęcia i pułapki, na których Brenna zupełnie się nie znała, za to znał się Thomas.
– Tryton to raczej nie… – powiedziała z wahaniem, odwracając się do swojego towarzysza. Och bogowie, oby to nie był tryton. Gdyby jakiś mordował tutaj mugoli, to Brenna skończyłaby miotając się między Departamentami, wypełniałaby setki papierów i mogłaby rozpętać jakiś międzygatunkowy konflikt. – Ale druzgotki faktycznie byłyby całkiem prawdopodobne, tylko kurde, gdyby to było takie proste, Brygadziści powinni natknąć się na nie za pierwszym razem. I myślałam o tym, żeby rozejrzeć się nad jeziorem. Może zanurkować z bąblogłową. Sprawdzić, czy nie znajdziemy czegoś… co no przegapiono. Możemy też pogadać z miejscowymi, mówiąc, że jesteśmy prywatnymi detektywami, których zatrudniła Carrie White. Tam zdaje się parę osób właśnie urządza sobie ognisko, jeżeli dobrze widzę… Ale mam zeznania Carrie, tak samo jak wszyscy, co zebrano przy śmierci tej charłaczki, i nie widzę punktu zaczepienia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.