22.01.2023, 23:20 ✶
Prawdopodobnie byli tacy, którzy powiedzieliby, że Brenna nie jest przy zdrowych zmysłach. Może mieliby nawet rację. I chyba wciąż znajdowała się trochę w szoku po upadku. Była zresztą na początku nazbyt skupiona na myśli o tym, że musi zniszczyć miotłę, by racjonalnie zastanowić się nad sytuacją. Pracowała w końcu w Brygadzie. Nie mogła pozwolić na to, aby miotła przeleciała sześć metrów nad mugolską wioską, którą stąd zresztą dało się już dostrzec. Na szczęście zaledwie zarys zabudowań – raczej nikt nie miał szans zobaczyć popisów panny Longbottom. Na wszelki wypadek zerknęła w tamtą stronę, nie zauważyła jednak żadnego mugola na horyzoncie.
- Mów do mnie? Fernah, nie wiesz, co czynisz, wydając takie polecenia – powiedziała. Mów do mnie? Zwykle ludzie wręcz błagali, by Brenna mówiła mniej. A ona nie potrafiła się zamknąć nawet w takiej chwili. – Wszystko? – dodała jeszcze na pytanie o tym, co ją boli. – Chociaż noga chyba najbardziej.
Chciała się oczywiście znowu podnieść, przynajmniej do siadu, ale panna Slughorn zażądała, aby pozostała w bezruchu, wypełniła polecenie. Sama w końcu jako Brygadzistka wiedziała, jak to drażni, gdy ludzie utrudniają ci pracę.
- Czuję ręce. Czuję nogi. Prawą nogę czuję bardziej niż powinnam. W głowie trochę mi huczy, ale to już przechodzi. Salwy wystrzał armatnich zamieniają się w brzęczenie owadów. Nie jest mi niedobrze. Pamiętam, jak mam na imię i ile to jest trzy razy trzy – zrelacjonowała. Wyglądało na to, że większość jej obrażeń sprowadzała się do złamania, dużej ilości siniaków i trochę nadwyrężonego ścięgna. Oraz spodni pokrytych zielenią i bluzy rozdartej w jednym miejscu, obyło się jednak bez krwawienia.
- Spokojnie, Fern, to było tylko sześć metrów – zapewniła takim tonem, jakby codziennie skakała z takich wysokości i naprawdę nie było się czym martwić.
No dobrze, może siedem. Ale wciąż, żyła, prawda? I absolutnie nie mogła dać się przenieść do Munga, była pewna, że utknie tam na najbliższe dwa, trzy dni, a Brenna po prostu nie miała dwóch – trzech dni na zbyciu. Jeżeli coś jej dolegało, z dwojga złego wolała już wrobić kogoś znajomego w prywatną wizytę. I zapłacić tyle, ile dostawało się za tygodniowy dyżur, bo przecież nie lubiła nadużywać uprzejmości znajomych.
Gdy Fernah zapytała, czy jest gotowa, uniosła rękę i zagryzła zęby na rękawie ubrania, tak na wszelki wypadek. Stłumiło to jej jęk. Pobladła – co było osiągnięciem, bo już wcześniej była blada na skutek tego upadku – ale zaraz ból zaczął powoli mijać.
- Dziękuję. Czy mogę już usiąść, pani uzdrowiciel, czy powinnam jeszcze pięć minut pogapić się w niebo?
- Mów do mnie? Fernah, nie wiesz, co czynisz, wydając takie polecenia – powiedziała. Mów do mnie? Zwykle ludzie wręcz błagali, by Brenna mówiła mniej. A ona nie potrafiła się zamknąć nawet w takiej chwili. – Wszystko? – dodała jeszcze na pytanie o tym, co ją boli. – Chociaż noga chyba najbardziej.
Chciała się oczywiście znowu podnieść, przynajmniej do siadu, ale panna Slughorn zażądała, aby pozostała w bezruchu, wypełniła polecenie. Sama w końcu jako Brygadzistka wiedziała, jak to drażni, gdy ludzie utrudniają ci pracę.
- Czuję ręce. Czuję nogi. Prawą nogę czuję bardziej niż powinnam. W głowie trochę mi huczy, ale to już przechodzi. Salwy wystrzał armatnich zamieniają się w brzęczenie owadów. Nie jest mi niedobrze. Pamiętam, jak mam na imię i ile to jest trzy razy trzy – zrelacjonowała. Wyglądało na to, że większość jej obrażeń sprowadzała się do złamania, dużej ilości siniaków i trochę nadwyrężonego ścięgna. Oraz spodni pokrytych zielenią i bluzy rozdartej w jednym miejscu, obyło się jednak bez krwawienia.
- Spokojnie, Fern, to było tylko sześć metrów – zapewniła takim tonem, jakby codziennie skakała z takich wysokości i naprawdę nie było się czym martwić.
No dobrze, może siedem. Ale wciąż, żyła, prawda? I absolutnie nie mogła dać się przenieść do Munga, była pewna, że utknie tam na najbliższe dwa, trzy dni, a Brenna po prostu nie miała dwóch – trzech dni na zbyciu. Jeżeli coś jej dolegało, z dwojga złego wolała już wrobić kogoś znajomego w prywatną wizytę. I zapłacić tyle, ile dostawało się za tygodniowy dyżur, bo przecież nie lubiła nadużywać uprzejmości znajomych.
Gdy Fernah zapytała, czy jest gotowa, uniosła rękę i zagryzła zęby na rękawie ubrania, tak na wszelki wypadek. Stłumiło to jej jęk. Pobladła – co było osiągnięciem, bo już wcześniej była blada na skutek tego upadku – ale zaraz ból zaczął powoli mijać.
- Dziękuję. Czy mogę już usiąść, pani uzdrowiciel, czy powinnam jeszcze pięć minut pogapić się w niebo?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.