Nie tak miało wyglądać jej życie. Miała wrażenie, że od momentu, w którym wyszedł z tego domu pozostawiając w nim tylko krótki list wszystko zaczęło się sypać. Spadała, nie potrafiła znaleźć równowagi, leciała w dół, upadała, staczała się w głąb samej siebie. Nie podejrzewała, że będzie tam tyle przepaści, pęknięć i rozpadlin, jakby nie było możliwości, żeby kiedykolwiek faktycznie sięgnęła dna. Staczała się w pustkę, czy kiedykolwiek dotrze na jej koniec?
Wszystko na czym kiedykolwiek jej zależało wymykało jej się z rąk, nie miała na to żadnego wpływu, nie wiedzieć czemu zaczęła to akceptować, nie walczyła o swoje szczęście, zgadzała się na to, co przynosił jej los. To było chyba jej ostatecznym upadkiem. W nocy, w jaskini też przychodziły do niej myśli, że może powinna się poddać, że nie da rady, że bez sensu ryzykuje życie tylu osób, mogli przez nią umrzeć, po co to wszystko? Niby udało im się pokonać demona, ale właściwie jaką miała pewność, ze ten głos do niej nie wróci, nie odszedł kiedy pozbyli się ciała, kiedy odcięła głowę samej sobie bez najmniejszego zawahania. Może właśnie to powinna zrobić, poświęcić się, aby innym żyło się lepiej? Nie cofnie czasu, pozostawały jej więc te wszystkie, nie do końca wygodne rozważania.
Siedziała teraz u boku jedynej osoby, na której kiedykolwiek jej zależało, która miała być z nią do końca jej życia, składali sobie wiele obietnic, które okazały się być warte tyle, co nic. Dlaczego więc teraz z nią siedział, czuła na swojej głowie jego oddech, a przy uchu bicie jego serca? Nie powinna zastanawiać się nad przyczyną, raczej cieszyć się tym, że nie musiała teraz być sama. Mogłoby ją to jeszcze bardziej zniszczyć. Korzystała z możliwości, którą dostała. Chciała wyciągnąć z tej chwili jak najwięcej, bo wiedziała, że pewnie kiedy słońce na dobre zawiśnie nad horyzontem to to straci. Był to tylko moment, przejście między nocą, a dniem, kiedy wszystko było możliwe. Już niedługo słońce pokaże jak wygląda rzeczywistość. Zacznie się kolejny dzień, zwykły dzień podczas którego będzie musiała wrócić do normalnego życia.
Zapamięta tę chwilę daną od losu, może było to pożegnanie na które zasługiwali, ale nigdy go nie dostali? Nie miała pojęcia właściwie dlaczego się tutaj znaleźli, co chcieli przez to osiągnąć, ale trwali w tym uścisku, jakby wcale ich drogi się nie rozeszły. Wiedziała, że przyszłość zaboli, rany nigdy nie zdążyły się zabliźnić, a teraz otworzy je na nowo. Będzie krwawić, tak jak wtedy krwawiła. Cierpienie nie było wcale takim złym uczuciem, przynajmniej docierało do niej, że jeszcze coś czuła, że nie stała się zupełnie pusta po tym, jak go straciła. Może była dla niej jakaś nadzieja, cokolwiek? Będzie się nad tym zastanawiała później. Doceniała ten moment, kiedy mogli tkwić obok siebie i milczeć o tym wszystkim. Przy nikim innym jej się tak dobrze nie milczało, nigdy o tym nie zapomniała.
Skupiała się na tych drobnych szczegółach, kolorach nieba, falach uderzających o brzeg, pierwszych promieniach słónca, które przebijały się przez chmury. Świt był piękny, to miejsce miało swój urok, dlaczego więc o tym zapomniała? Dlaczego przestała wracać do tego, co kiedyś tutaj mieli. Porzuciła je, tak samo jak on porzucił ją. Razem z Ambroisem to wszystko przepadło, może faktycznie sama nie do końca potrafiła istnieć, nie po tylu latach, może z nim straciła część siebie i teraz nie umiała wypełnić tej pustki. Chaos ją pochłaniał, żyła z dnia na dzień, kiedy jeszcze tak niedawno żyła każdym dniem.
Miała świadomość, że nie będą tak tkwili przez wieczność, nie mogli. Póki co jednak starała się nie ruszać, nie chciała niszczyć, burzyć tej chwili wykradzionej rzeczywistości. Napawała się jego bliskością, pogodzona z tym, że był to ostatni raz - tego chciał, czyż nie? Czy teraz się nad nią litował? Nie miała pojęcia, nie obchodziło jej to, już i tak pękła na milion kawałków.
Cisza została przerwana. Usłyszała głos Roisa, chociaż był cichy, to oznaczało, że wszystko, co dobre zaraz miało się skończyć. Przymknęła raz jeszcze oczy, na chwilę, nie chciała się od niego odsunąć, jeszcze nie, zamierzała wykorzystać te kilka ostatnich sekund, które im zostało. Chociaż może powinna, może wypadało się odsunąć, udawać, że to się w ogóle nie wydarzyło, żeby nie miał wątpliwości, że wszystko jest dla niej jasne, że nie potrzebuje tego współczucia, bo przecież to nie było nic innego. Litość.
- Przeżyliśmy. - Mruknęła cicho, tylko dlaczego czuła się, jakby była martwa w środku? Zresztą nie teraz, już od dawna, jakby utraciła jakiś kawałek siebie, który powodował, że faktycznie żyła. Próbowała sobie udowodnić, że wcale tak nie jest, starała się szukać nowych doznań, przekraczać kolejne granice, ryzykować, żeby tylko poczuć, cokolwiek. Tyle, że to nie przynosiło żadnych efektów, przez chwilę miała wrażenie, że jest w tym jakiś sens, a później wracała do punktu wyjścia. Tylko przy nim czuła się inaczej, a nawet to musiała stracić, dlaczego nic nie mogło trwać wiecznie, może faktycznie niczego na tym świecie nie dostaje się na zawsze. Wszystko przemija.