Geraldine spodziewała się tego, że kobieta może nagle wyłonić się z ciemności, dlatego też póki co trzymała się ściany, żeby przypadkiem nie zaszła jej od tyłu. Cień był jej sprzymierzeńcem. Póki co padło z jej strony ledwie kilka zaklęć i właściwie nikt nie mógł dokładnie wiedzieć, gdzie się znajduje. To była jej przewaga, z której powinna korzystać. Nie zamierzała pozwolić, aby Ambroisowi spadł tutaj chociaż jeden włos z głowy, już ona się o to postara. Już ona udowodni tej czarownicy, że nie ma pojęcia, z kim właściwie postanowiła zadrzeć. Tak, teraz unosiła się dumą, nie mogła pozwolić na to, by jej ukochanemu stała się krzywda. Szczególnie, że tamci nie grali czysto, nie, żeby ona unosiła się honorem, bo przecież pojawiła się tutaj znikąd, nagle po prostu dołączyła do tej nierównej walki. Na pewno się nie spodziewali, że jest tu ktoś jeszcze, zresztą sam Roise pewnie będzie zdziwiony, gdy ją zobaczy, ale tym będzie się martwić później.
Dobrze, że to dziwne uczucie się pojawiło, że się przebudziła, postanowiła wyjść z ciepłego łóżka i znaleźć się tutaj, bo tamci najwyraźniej nie potrafili znieść odmowy, nie rozumieli sugestii o tym, że mają się wycofać, zdecydowanie potrzebowali innego sposobu na przemówienie im do rozsądku. Już ona się postara o to, aby dotarło do nich to, co miał im do powiedzenia Roise. Może nie taka powinna być jej rola, w ogóle nie miało jej tutaj być, nie miała jednak problemu z tym, aby włączyć się do walki, ani chwili zawahania - wiedziała co musi robić, co było słuszne. Nie zamierzała się nawet na moment zatrzymywać.
Rozglądała się uważnie w poszukiwaniu drobniejszej sylwetki, mężczyzny trudno było nie zauważyć, bo był większy i od niej i od Roisa, co nie zdarzało się często.
Kątem oka zauważyła ruch, i lecące w powietrzu zaklęcie z innej strony niż te, które leciały w stronę jej ukochanego wcześniej, skłoniło ją to do działania, chciała dorwać tę czarownicę i udowodnić jej że popełniła błąd. Tak, nie widziała innej możliwości.
Ruszyła się do przodu, w końcu mogli ją dostrzec, nie szukała spojrzenia swojego chłopaka, bo aktualnie nie miała zamiaru na niego patrzeć, wiedziała, co dostrzegłaby w jego oczach - byłoby to najpewniej rozczarowanie i chciała się z tym zmierzyć później, nie teraz, to nie był odpowiedni moment. Musieli jakoś pozbyć się towarzystwa i wtedy będą mogli przejść do swoich dramatów.
Skupiona była na czarowaniu kolejnych zaklęć, rzucała nimi jedno za drugim i szła przed siebie, aby zbliżyć się do tej drobniejszej od siebie czarownicy. Umykała, (a przynajmniej próbowała to robić) zwinnymi ruchami przed zaklęciami latającymi w powietrzu, trochę jakby tańczyła nad ziemią, lata trenowania szermierki wprawiły ją w tym tańcu. Potrafiła się poruszać naprawdę zwinnie, kiedy tylko tego chciała.
- Wypierdalaj stąd suko. - Wysyczała jeszcze przez zęby, gdy zbliżyła się odpowiednio blisko kobiety, która nie potrafiła zrozumieć tego, co zostało jej powiedziane wcześniej.
Nie miała pojęcia, czy łatwo się jej pozbędzie, czarownica wydawała się być mocno zdeterminowana, aby osiągnąć swój cel, ale Yaxleyówna również była uparta, tego nie można jej było odmówić. Nie wiedziała na ile może sobie pozwolić, nie zamierzała jej skrzywdzić za bardzo, chociaż z drugiej strony może powinna? Może właśnie tak wypadało zadziałać. Chciała zranić Roisa, co jeśli zechce to zrobić jeszcze raz? Nie musiała szukać kolejnych argumentów, ten jeden był wystarczającym, aby sięgnęła po swój sztylet. Tak, zdecydowanie wolała korzystać z noży podczas walki. Złapała go wyjątkowo w prawą rękę, bo w lewej trzymała różdżkę, nie był to więc taki pewny chwyt jak zazwyczaj. Przypomniała sobie, co mówił Roise, gdzie powinna celować, aby upuścić krwi, ale jej nie zabić, wbrew pozorom lekcje, których jej udzielił na coś mogły się przydać.
Kolejne zaklęcie przeleciało jej tuż obok twarzy, przez co oczy jej zapłonęły, była wkurwiona, bardzo wkurwiona, nie zamierzała pozwalać na to, aby tamta po raz kolejny ją zaskoczyła. Machnęła różdżką, chcąc ograniczyć jej ruchy, zatrzymać ją w miejscu, aby za chwilę mogła do niej podejść i wbić jej w klatkę piersiową swój srebrny sztylet, tak - bardzo chciała to zrobić, była pełna złości i gniewu.