23.01.2023, 00:25 ✶
Patrick przestąpił z nogi na nogę. Najwidoczniej pytania, które zadała Clare niespecjalnie przypadły mu do gustu. Ale Marta pozostawała tego dnia zaskakująco spokojna. Dużo spokojniejsza niż w tych wszystkich opowieściach, w których dostawała napadu histerycznego szlochu i ochlapywała nieszczęśników wodą z (jeśli mieli szczęście) umywalki lub (jeśli nie mieli szczęścia) z toalety.
Duch okręcił się wokół własnej osi.
- Tak – przyznała z wahaniem. – Nie pamiętam, żeby było coś więcej. Zobaczyłam oczy i… - na półprzezroczystej twarzy pojawił się blady uśmiech. – I tyle. To właśnie jest takie niezwykłe – podkreśliła, unosząc dumnie brodę.
Z korytarza nie dolatywały już żadne dźwięki. Chyba nawet woźny zdążył w tej chwili oddalić się po coś, dzięki czemu mógł posprzątać bałagan, który stworzył Irytek.
- Chyba powinniśmy już iść – mruknął Steward. – O ile nie chcemy dostać szlabanu. Założę się, że Filch będzie próbował zrzucić odpowiedzialność na pierwszego ucznia, którego zobaczy w pobliżu pudełka po fajerwerkach – usprawiedliwił się, spoglądając to na ducha, to na Clare. Na Martę raczej przepraszająco, najwyraźniej nie chcąc jej urazić. Na swoją dziewczynę ponaglająco, zdając sobie sprawę, że nie mieli za dużo czasu.
- Ale przyjdziecie tu jeszcze któregoś razu?
- O, pewnie, że tak – zapewnił szybko Patrick. – Jeśli nie w tym, to w przyszłym roku szkolnym nie będziesz mogła się ode mnie opędzić.
Potem pozostało im tylko cichaczem przedostać się do Pokoju Życzeń i mogli – tym razem w spokoju i bez przykrych niespodzianek – kontynuować swoją randkę. I chociaż Steward trochę obawiał się reakcji Clare, tamtego popołudnia, wręczył jej w prezencie srebrny wisiorek z foczką.
Łączna liczba słów ok.: 2350
Duch okręcił się wokół własnej osi.
- Tak – przyznała z wahaniem. – Nie pamiętam, żeby było coś więcej. Zobaczyłam oczy i… - na półprzezroczystej twarzy pojawił się blady uśmiech. – I tyle. To właśnie jest takie niezwykłe – podkreśliła, unosząc dumnie brodę.
Z korytarza nie dolatywały już żadne dźwięki. Chyba nawet woźny zdążył w tej chwili oddalić się po coś, dzięki czemu mógł posprzątać bałagan, który stworzył Irytek.
- Chyba powinniśmy już iść – mruknął Steward. – O ile nie chcemy dostać szlabanu. Założę się, że Filch będzie próbował zrzucić odpowiedzialność na pierwszego ucznia, którego zobaczy w pobliżu pudełka po fajerwerkach – usprawiedliwił się, spoglądając to na ducha, to na Clare. Na Martę raczej przepraszająco, najwyraźniej nie chcąc jej urazić. Na swoją dziewczynę ponaglająco, zdając sobie sprawę, że nie mieli za dużo czasu.
- Ale przyjdziecie tu jeszcze któregoś razu?
- O, pewnie, że tak – zapewnił szybko Patrick. – Jeśli nie w tym, to w przyszłym roku szkolnym nie będziesz mogła się ode mnie opędzić.
Potem pozostało im tylko cichaczem przedostać się do Pokoju Życzeń i mogli – tym razem w spokoju i bez przykrych niespodzianek – kontynuować swoją randkę. I chociaż Steward trochę obawiał się reakcji Clare, tamtego popołudnia, wręczył jej w prezencie srebrny wisiorek z foczką.
Łączna liczba słów ok.: 2350
Koniec sesji