Skinął głową. Zastanowi się. To w końcu nie tak, że chciał to przed nią ukrywać. Łatwo było dotrzeć do bardzo zgubnego wniosku, że snucie opowieści, które nas ranią, niczego nie polepszają, niczego nie ułatwiają, a mają jedynie skłonności do psucia. Zepsułby tę atmosferę, gdyby pozwolił na to, żeby znowu zaczął się mazgaić. Mózg mówił nie było nad czym, a potem wszystko, co siedziało w tobie, kłóciło się z tym stwierdzeniem. No bo jak - to nie było nad czym? Nad ludźmi, którzy stracili życie? Ludźmi, którzy byli ranni? Swoje sanity zawdzięczał chyba tylko temu, że wczoraj przyszedł tu Flynn i zupełnie oderwał jego myśli od najgorszego. Dzisiaj chyba był tego ciąg dalszy - tego oderwania. Na plus? Minus? Brakowało sędziego, który byłby gotowy to ustalić. Ta nieobecność na świecie łatwa była w porównaniu do baśni.
- Na szczęście ty jesteś dla mnie bohaterką jak z bajki. - Ciepły ton wniósł delikatność żartu do tej wypowiedzi. To był półżart, półprawda. Była medykiem - wiedział, że jeśli ktoś musiał pożegnać osobę, której się już nie dało pomóc, to była ona. Że to ona była jedną z osób, które potem mówiły złe wieści rodzinie. Jak brzydki był to widok, kiedy musiałeś komuś uciąć nogę, żeby go uratować? Rozkroić brzuch, bo coś się zalęgło pod żebrami, czego inaczej się nie pozbędziesz z pomocą magii? Miała ręce czerwone od krwi. Lekarze mieli ręce bardziej brudne od tej krwi niż mordercy. Mimo to ratowała życia, robiła, co mogła i dawała z siebie wszystko. A później jeszcze miała czas na takie nieprzygody jak jego własne, czy Atreusa.
- Miałem okazję go poznać. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. - Miał w sobie czar, urok, charyzmę i łagodność. Na ile była to maska? Nie wiedział. Nie dane było im się spotkać później, ale może los przyniesie spotkanie przy okazji jakichkolwiek innych uroczystości. Może. Miał wystarczająco spraw i znajomości na głowie, żeby nie szukać na siłę nowych. I to prawda - medycy byli bardzo potrzebni. - Z drugiej strony dobrze, że zdążyłaś i nic ci się nie stało. Później były problemy z teleportacją. W ogóle... dużo było problemów. To miejsce dziwnie wpływało na ludzi. Zmieniało ich postrzeganie świata i innych. - Co wpływało bezpośrednio na aury, a to już usłyszał bezpośrednio od Perseusa. Nie miał powodów, żeby mu nie wierzyć. - Hah... - Uśmiechnął się łagodnie i opuścił na chwilę głowę. Przysunął sobie krzesło, żeby usiąść obok niej - gromadzenie energii było dla niego całkiem ważną czynnością ostatnimi czasy. I wtedy pochylił się nad tym zamkiem, żeby spojrzeć na ustawianie kodu. - Myślałem, że przy okazji trochę odpocznę w Windermere. Wtedy jeszcze nie dotarły do mnie słuchy, że dzieje się tam coś dziwnego. Teraz chciałem odpocząć na rejsie - zaprosił mnie znajomy artysta. Może to po prostu jakaś klątwa. Wyjątkowo okrutna. Taka, która nie pozwoli mi umrzeć w spokoju, tylko pozwoli mi wydać ostatnie tchnienie z wyczerpania. - I znów... półżartem, półserio.