Wiatr strącał nawet korony królów. Jego szum gościł teraz w koronach drzewa, przesmykując się między listowiem. Głuchość ciszy była głuchością niczyją - odzywały się stare dęby, szeleściły modrzewie, stukała kukułka gdzieś w odległych milach. Najgłośniejszą częścią tego ekosystemu byliście wy - czarodzieje. Rozbrzmiewały wasze kroki ugniatające wilgotny mech i roztrącające zrzucone igliwie, kopaliście małe kamyczki. Ślad, ślad, ślad - krok do kroku oznaczaliście miejsce niby jak własne. Niby ofiary, a jednak sprytni łowcy.
Wszystko pachniało tym mchem, igliwiem i rześkością gór. Zamknięta kraina tych lasów chowała was pod dachem z liści i gałęzi i pozwalała zapadać się nogom w miękkiej glebie. Lecz to nie dla was wznosiły się te pnie i natura plotła misterne wrzeciona.
Wyłoniły się bezszelestnie dla uszu Leviathana, jak nie powinna wyłonić się tak duża istota. Scylla usłyszała ich ciche kopyta na ściółce, kiedy się zbliżały. Nieszczególnie się śpiesząc. To nie tylko trójka osobników przed wami - były dookoła was. Mogłaś więc uprzedzić swojego towarzysza - Twoja czujność była godna podziwu. Łowca, ofiara... Kto był kim?
- Próżno szukać przepowiedni, gdy niewidoczne jest to, co ma się przed oczami. - Centaur, który stał z dziesięć metrów od was, miał jasne blond włosy niedbale zebrane w tył. Pojedyncze, długie pasma opadały na jego umięśnioną klatkę piersiową. Kremowe umaszczenie wyróżniało go na tle ciemniejszej dwójki, którzy trzymali w swoich dłoniach łuki z nałożonymi strzałami. Wystarczyło im je jedynie unieść - nie było wątpliwości, że strzał byłby czysty. Zaraz pojawili się inni. Ucieczka? Być może była. Wystarczyło się teleportować i nigdy więcej tu nie wracać, ale przecież przybyliście tutaj w konkretnym celu.
Przybyliście próbować dogadać się z centaurami.
- Jak myśli, skoro próbuje przepowiadać? Jak odpowiedzą Duchy Lasu? - Błękitne spojrzenie centaura było przenikliwe. On również w dłoni trzymał łuk, ten jednak był opuszczony. Zniekształcona, lecz nadal ludzka twarz centaura, nosiła mocne, męskie rysy. Wydawał się bardziej ożywioną rzeźbą z kamienia aniżeli żywą istotą, która przesuwała właśnie po was spojrzeniem.