- Pytasz o coś, na co już odpowiedziałem, nie lubię tego w ludziach - powiedział kot, po czym polizał swoją łapkę. Inne koty nie zareagowały gniewnie, ale i tak rozejrzał się wokół, trochę jakby w poszukiwaniu poparcia. Zignorowany miauknął przeciągle. - Tak długo jak pieczęć nie zostanie złamana, tak.
- To są wasze ludzkie nazwy... Na coś... Ty się mnie próbujesz zapytać, skąd wiem, jak jej pomóc, a ja wiem, jak jej pomóc, bo rozumiem, skąd bierze się jej strach. Bo kot zrozumie kota. - To powiedziawszy, wskoczył na jeden z mebli i spojrzał na Quintessę. - Rzeczy... ziemia... ludzie... wszystko drży. Nie robię sobie nadziei, że uda wam się to zrozumieć, miau! - Bo jak człowiekowi wytłumaczyć, dlaczego chcesz spać akurat na tym krześle, a nie na tym, na którym cię położył? Człowieki nigdy tego nie zrozumieją. Ale Tessa to rozumiała. Posiadanie swoich ulubionych miejsc w domu i to, z jakim dyskomfortem wiązałoby się jeszcze przed chwilą zbliżanie do Kniei i ulicy Wiśniowej. Gdyby ktoś chciał ją tam zaciągnąć, chwyciłaby się gruntu pazurami i wyrywała jak szalona - z siłą i uporem... lwicy. Teraz - odcisk łapki na karku i emanujący z niego spokój czyniły ten dyskomfort czymś do zniesienia. - To czyni cię przerażoną, żebyś coś czuła, żebyś gromadziła w sobie magię, które one mogą pożreć. Może nie posiadają własnej? A może zwyczajnie lubią się tak bawić...
Może jesteś myszą, która ucieka pomiędzy źdźbłami trawy, zanim sięgnie jej wyrok. O wiele bardziej wyczulona na bodźcie uciekasz, zanim to pożre cię żywcem.
Następnie przeniósł spojrzenie na Morfeusza. Gdyby koty mogły unosić i marszczyć brwi, zdecydowanie by to zrobiły.
- Nie istnieje.
Koty i psy różniły się od siebie znacząco. Kot drapany przez Morpheusa przez moment dawał się pieścić, ale szybko się tym znudził - odszedł kręcąc przy tym ogonem na boki.
- Czy czujesz się już lepiej? Od twoich towarzyszy bije bezradność.
- To są wasze ludzkie nazwy... Na coś... Ty się mnie próbujesz zapytać, skąd wiem, jak jej pomóc, a ja wiem, jak jej pomóc, bo rozumiem, skąd bierze się jej strach. Bo kot zrozumie kota. - To powiedziawszy, wskoczył na jeden z mebli i spojrzał na Quintessę. - Rzeczy... ziemia... ludzie... wszystko drży. Nie robię sobie nadziei, że uda wam się to zrozumieć, miau! - Bo jak człowiekowi wytłumaczyć, dlaczego chcesz spać akurat na tym krześle, a nie na tym, na którym cię położył? Człowieki nigdy tego nie zrozumieją. Ale Tessa to rozumiała. Posiadanie swoich ulubionych miejsc w domu i to, z jakim dyskomfortem wiązałoby się jeszcze przed chwilą zbliżanie do Kniei i ulicy Wiśniowej. Gdyby ktoś chciał ją tam zaciągnąć, chwyciłaby się gruntu pazurami i wyrywała jak szalona - z siłą i uporem... lwicy. Teraz - odcisk łapki na karku i emanujący z niego spokój czyniły ten dyskomfort czymś do zniesienia. - To czyni cię przerażoną, żebyś coś czuła, żebyś gromadziła w sobie magię, które one mogą pożreć. Może nie posiadają własnej? A może zwyczajnie lubią się tak bawić...
Może jesteś myszą, która ucieka pomiędzy źdźbłami trawy, zanim sięgnie jej wyrok. O wiele bardziej wyczulona na bodźcie uciekasz, zanim to pożre cię żywcem.
Następnie przeniósł spojrzenie na Morfeusza. Gdyby koty mogły unosić i marszczyć brwi, zdecydowanie by to zrobiły.
- Nie istnieje.
Koty i psy różniły się od siebie znacząco. Kot drapany przez Morpheusa przez moment dawał się pieścić, ale szybko się tym znudził - odszedł kręcąc przy tym ogonem na boki.
- Czy czujesz się już lepiej? Od twoich towarzyszy bije bezradność.