To musiało się wydarzyć i tak naprawdę długo trzymała się od tych jego interesów z daleka. Nawet wtedy gdy wrócił do domu ledwie żywy nie udało jej się z niego nic wyciągnąć, nie nalegała, nie chciała kolejnych kłótni. Zazwyczaj rozmowy o sprawach związanych z Nokturem nie kończyły się zbyt dobrze, właściwie to był chyba jedyny temat na który nie do końca umieli rozmawiać. Ustalili coś kiedyś, co miało działać, ale nie do końca tak było, nawet jeśli mu wydawało się inaczej. Ona nie była zadowolona z tego układu, nawet nie udawała, że jest. Faktycznie ostatnio raczej nie było momentu, w którym wydawałoby się jej, że coś jest nie tak, widocznie Roise starał się tak jak i ona dokładniej wybierać zlecenia, nie wątpiła w jego intencje, tyle, że dzisiaj, dzisiaj coś jej się nie podobało. Przebudziła się w środku nocy i wiedziała, że powinna być gdzieś indziej, czuła, że to może być ten moment, w którym faktycznie będzie jej potrzebował. Nie musiała się nad tym długo zastanawiać, po prostu podążyła za przerzuciem. Miała zamiar tylko sprawdzić, czy wszystko jest w porządku i z początku przecież tak to wyglądało, gotowa była wrócić do domu. Tyle, że okazało się, że to dziwne uczucie jednak jej nie myliło, bardzo dobrze się stało, że się tutaj znalazła, że mogła mu pomóc.
Wiedziała, że nie będzie z tego szczególnie zadowolony, ale gotowa była się zmierzyć z jego złością, cóż, przynajmniej wyjdzie stąd żywy i w jednym kawałku. No, nie mogła być właściwie pewna, że nic im się nie stanie, ale mieli większe szanse w walce, kiedy robili to razem. Szczególnie, że przeciwników było dwóch i wcale nie byli słabi, wręcz przeciwnie, miała wrażenie, że szanse mogą być wyrównane, co wcale jej się nie podobało. Wolała nie myśleć o tym, co mogłoby się stać, gdyby Roise miał się mierzyć z nimi w pojedynkę, na szczęście była tu, ze swoją różdżką i sztyletem. Gotowa skrzywidzić każdego, kto będzie chciał im stanąć na drodze.
Nie spoglądała na Ambroisa, wiedziała, że nie jest zadowolony z tego, co zobaczył, to nie było nic, czego by się nie spodziewała. Miała też świadomość, że tutaj muszą działać razem, zresztą przypominały jej o tym zaklęcia, które co chwila padały w ich stronę, nie mieli czasu na złość, to nie był odpowiedni moment, aby oblewać się pomyjami. Zajmą się tym w domu, była tego pewna, na pewno nie ominie jej reprymenda, która średnio ją obchodziła. Mógł jej zacząć pierdolić o zaufaniu, ale nie zamierzała dłużej tego wysłuchiwać.
Zaczęło się robić naprawdę chaotycznie. Pękały skrzynki, lampy, robił się tu niezły burdel. Tyle, że walka wydawała się wcale nie postępować. Atakowała kobietę i odpierała jej ataki, a ona robiła to samo. Trudno jej było walczyć z kimś, kto sięgał po podobną technikę do tej jej, wkurwiała się niemiłosiernie, że nie jest w stanie raz, a dobrze jej przypierdolić. Nie znosiła, gdy walka, aż tak rozciągała się w czasie. Z magicznymi bestiami szło jej zdecydowanie szybciej.
Kilka razy spojrzała w stronę swojego chłopaka, żeby sprawdzić, jak jemu szło, ewentualnie wesprzeć go jednym, lub dwoma zaklęciami rzuconymi w pośpiechu z troski o to, aby ten wielki typ nie zrobił mu krzywdy. Naprawdę był ogromny, wydawało jej się, że wyczuwa w nim krew olbrzyma, a przynajmniej o tym wspominały jej zmysły, te, które odziedziczyła po rodzinie ojca. Nie miała pojęcia skąd się to brało, ale potrafiła stwierdzić, czy ktoś miał w swojej krwi coś nietypowego. Cóż, Yaxleyowie od pokoleń polowali na magiczne bestie, to zapewne przez to.
W końcu jakimś cudem, znalazła się blisko Roisa, wiedziała, że jest tuż obok. Tak, jak się spodziewała - nie był szczególnie zadowolony z tego, że się tutaj pojawiła. Cóż, jego strata, gdyby miał inne podejście, to mogliby jeszcze miło wspominać to starcie, kiedy już stąd wyjdą, gdy uda im się pokonać przeciwników. Nastawiała się jednak na kolejną pogadankę na temat tego, że zachowała się nieodpowiedzialnie, że nie panowała nad swoimi emocjami i całą resztę tych podobnych wysrywów.
- Też się cieszę, że cię widzę. - Odburknęła jeszcze do niego, gdzieś między tym, jak rzucała jedno zaklęcie, a drugie. Oczywiście, że nie mógł bardziej się wysilić, tylko przywitał ją kurwą. Czego więcej mogłaby się po nim spodziewać w tej chwili.
Nie musiał jej dwa razy powtarzać, gdy tylko się odezwał odwróciła się, aby zająć jego miejsce, w zamian zostawiła mu do zabawy to babsko które okropnie ją irytowało, niech teraz on spróbuje się nią zająć.
To wcale nie był taki głupi pomysł, może teraz uda im się zyskać jakąś przewagę, chociaż cóż, Gruby, Gruby okazał się być naprawdę wielki. Kiedy stanęła tuż przed nim wiedziała, że jej zmysły się nie pomyliły, on musiał mieć w sobie krew olbrzyma. Wiedziała, że zrobienie mu krzywdy wcale nie będzie takie proste, skóra ludzi, którzy byli z nimi spokrewnieni była grubsza od tej zwyczajnej, musiała celować w miejsca, gdzie była najcieńsza, nie było to jedyne, co ich charakteryzowało - olbrzymy były też zdecydowanie głupsze, to akurat mogła wykorzystać.
Wolała się do niego za bardzo nie zbliżać, ale wiedziała, że to może być konieczne. W jej głowie pojawił się pomysł, całkiem prosty chciała odwrócić jego uwagę, a później sięgnąć po sztylet i wbić mu go pod kolanem, tam skóra powinna jej na to pozwolić.
Zaczęła więc machać różdżką, jeszcze szybciej niż wcześniej, słowa inkantacji w pośpiechu opuszczały jej usta, ale to miało go tylko zmylić, w między czasie wyczarowała wokół siebie kopułę, która miała ją ochronić przed ewentualnym atakiem i pobiegła bardzo szybko przed siebie. Na pewno się zdziwił, bo to raczej nie było normalne zachowanie, nikt normalny nie zamierzał wbiec w olbrzyma. Tyle, że gdy znalazła się odpowiednio blisko wykonała coś podobnego do piruetu, aby go minąć i wtedy wbić mu ten nieszczęsny sztylet pod kolano. Nawet nie zakładała, że jej się nie uda, bo była od niego zdecydowanie szybsza, Gruby był Gruby i poruszał się jak słoń w składzie porcelany, więc to wcale nie było takie trudne. Szybki ruch, najpierw jedna noga, później druga noga, aż w końcu olbrzym padł jak kłoda.
Była tak zajęta swoim przeciwnikiem, że nie dostrzegła tego, co działo się obok. Dopiero kiedy tamten wylądował na ziemi zauważyła, że Roise pozbył się żmii, ona również leżała na ziemi, nieruchomo. Najwyżej wymiana przeciwników okazała się być całkiem słusznym rozwiązaniem. Zbliżyła się w końcu do swojego ukochanego, złapała go za rękę, żeby wyjść z tego nieszczęsnego magazynu, czy tego chciał czy nie. - W domu... - Dodała tylko, była zmęczona, jeśli się będzie z nim miała kłócić to tylko tam.