23.11.2024, 02:33 ✶
Zaśmiał się pod nosem. No takiego komentarza to się nie spodziewał, ale dobrze było wiedzieć, że Samuel choć trochę go zna, albo właśnie nie zna wcale skoro zaprezentował tak wymagającą różdżkę. Albo wierzył, że Neil sobie z nią poradzi, bo w życiu trzeba spróbować wszystkiego.
Uniósł lekko brew na wzmiankę o mistrzu. No właśnie, kto go uczył? Z resztą nieważne.
- Każda potwora znajdzie swojego amatora. - skwitował, nie do końca pewny czy w dobrym kontekście tego powiedzenia używa. Tak czy inaczej chodziło mu o to, że czarodziejów na tym świecie jest cała masa i po to jest tyle rdzeni, drewien i innych takich, żeby każdy mógł sobie znaleźć idealne dla siebie połączenie.
Słuchał o swojej różdżce. !0 cali, co? Hmm do tego twarda? Czyli jednak trochę się zmienił. Nie był pewien czy to dobrze czy nie. Stał się mniej elastyczny, ale to znaczy że zdziadział czy zdrowo ustabilizował?
Uniósł na niego wzrok dosłownie na sekundę chciał to zrobić, ale czerwone poliki Sama go zauroczyły i wywołały jeszcze szerszy uśmiech na jego twarzy.
- W takim razie jestem zaszczycony. - jego pierwsza różdżka! Jeśli ktoś mu ją teraz ukradnie, to wytropi, dopadnie i rozszarpie na kawałki, a co jak co pazury do tego ma. - Cudownie, nawet cieszę się, że przypadł mi jednorożec. W poprzedniej miałem pióro pegaza, a bycie animagiem konia jednak do czegoś zobowiązuje, prawda? - zażartował luźno. Jak to się stało, że jeszcze się nie zgadali na wspólne bieganie po lesie? Miał tyle na głowie, że czasu mu brakowało. Życie jednak powoli zaczynało się układać, więc może znajdą okazję na spędzenie kilku chwil razem, taką miał nadzieję.
Pokręcił żywo głową na słowa o nekromancji, rozważał ją przez chwilę, ale z czasem pogodził się z myślą utraty ważnych osób, nie chciał ryzykować grania ze śmiercią, bo z jego talentem do magii nie wyszłoby z tego nic dobrego.
- Przyjdę. - ciemna czupryna się zabujała kiedy kiwał łebkiem. Na pewno do niego przyjdzie, bo przecież właśnie sam się w swoich myślach określił już jako stały klient Samuela.
Gadanie o słodkościach sprawił, że trochę ślinka mu się w ustach zebrała, ale nie, nie będzie nic kupować i jeść, ma w domu.
- Tu się muszę zgodzić, ale nie martw się, na pewno się z nią dobrze dogadam i z czasem będzie mi dobrze służyć. Z resztą może faktycznie dobrze, że moją starą mi ukradli, może to jakiś znak od losu. - utrata różdżki, utrata wielu znajomości, cała masa zmian. Jedne drzwi się zamykają, drugie otwierają. Spojrzał jeszcze raz na różdżkę i objął ją dłońmi.- Od razu jak wrócę do domu, to spróbuję zmienić cukierki w motyle. - zarządził bojowo czując, że trochę zdziecinniał z tej ekscytacji.
- Swoją drogą jak ma się sytuacja w Dolinie z lasami? Pochodziłbym po nich, było tam kilka cudownych miejsc na szukanie ziół. Słyszałem, że coś mają z tym robić, ale wiesz jak to z plotkami bywa. - w końcu Sam tam mieszkał, co jak co był praktycznie w centrum zdarzeń.
Uniósł lekko brew na wzmiankę o mistrzu. No właśnie, kto go uczył? Z resztą nieważne.
- Każda potwora znajdzie swojego amatora. - skwitował, nie do końca pewny czy w dobrym kontekście tego powiedzenia używa. Tak czy inaczej chodziło mu o to, że czarodziejów na tym świecie jest cała masa i po to jest tyle rdzeni, drewien i innych takich, żeby każdy mógł sobie znaleźć idealne dla siebie połączenie.
Słuchał o swojej różdżce. !0 cali, co? Hmm do tego twarda? Czyli jednak trochę się zmienił. Nie był pewien czy to dobrze czy nie. Stał się mniej elastyczny, ale to znaczy że zdziadział czy zdrowo ustabilizował?
Uniósł na niego wzrok dosłownie na sekundę chciał to zrobić, ale czerwone poliki Sama go zauroczyły i wywołały jeszcze szerszy uśmiech na jego twarzy.
- W takim razie jestem zaszczycony. - jego pierwsza różdżka! Jeśli ktoś mu ją teraz ukradnie, to wytropi, dopadnie i rozszarpie na kawałki, a co jak co pazury do tego ma. - Cudownie, nawet cieszę się, że przypadł mi jednorożec. W poprzedniej miałem pióro pegaza, a bycie animagiem konia jednak do czegoś zobowiązuje, prawda? - zażartował luźno. Jak to się stało, że jeszcze się nie zgadali na wspólne bieganie po lesie? Miał tyle na głowie, że czasu mu brakowało. Życie jednak powoli zaczynało się układać, więc może znajdą okazję na spędzenie kilku chwil razem, taką miał nadzieję.
Pokręcił żywo głową na słowa o nekromancji, rozważał ją przez chwilę, ale z czasem pogodził się z myślą utraty ważnych osób, nie chciał ryzykować grania ze śmiercią, bo z jego talentem do magii nie wyszłoby z tego nic dobrego.
- Przyjdę. - ciemna czupryna się zabujała kiedy kiwał łebkiem. Na pewno do niego przyjdzie, bo przecież właśnie sam się w swoich myślach określił już jako stały klient Samuela.
Gadanie o słodkościach sprawił, że trochę ślinka mu się w ustach zebrała, ale nie, nie będzie nic kupować i jeść, ma w domu.
- Tu się muszę zgodzić, ale nie martw się, na pewno się z nią dobrze dogadam i z czasem będzie mi dobrze służyć. Z resztą może faktycznie dobrze, że moją starą mi ukradli, może to jakiś znak od losu. - utrata różdżki, utrata wielu znajomości, cała masa zmian. Jedne drzwi się zamykają, drugie otwierają. Spojrzał jeszcze raz na różdżkę i objął ją dłońmi.- Od razu jak wrócę do domu, to spróbuję zmienić cukierki w motyle. - zarządził bojowo czując, że trochę zdziecinniał z tej ekscytacji.
- Swoją drogą jak ma się sytuacja w Dolinie z lasami? Pochodziłbym po nich, było tam kilka cudownych miejsc na szukanie ziół. Słyszałem, że coś mają z tym robić, ale wiesz jak to z plotkami bywa. - w końcu Sam tam mieszkał, co jak co był praktycznie w centrum zdarzeń.