23.11.2024, 02:36 ✶
Pokiwał głową.
- Z pewnością, może nawet bardziej niż morderstwa. - Czy dało się wyobrazić sobie większy grzech niż okradanie państwa, które od początków swojego istnienia miało w piździe takich wyrzutków jak on? W innych okolicznościach pewnie by się zaśmiał, może Laurent dowiedziałby się, czym jest komuch, ale Crow zdusił to w sobie, bo i on sam się dusił - ciężko mu było oddychać i utrzymać wyraz twarzy, jakim chciał grać. Bo to wszystko wymykało mu się spod kontroli, a on lubił mieć kontrolę nad tym co się działo. To wszystko było na opak - jak odbite w krzywym zwierciadle i pełne sprzeczności. Miał mu dzisiaj przypomnieć o tym co powiedział pod wpływem Veritaserum tak dosadnie, żeby musiał szukać nowego stajennego, bo ten byłby zbyt zgorszony dźwiękami wydobywającymi się z tego budynku. Zamiast tego klęczał właśnie na podłodze z oczami zawiązanymi krawatem i próbował zrozumieć, jak się czuje. Słowo zabawka trafiało w jego gusta, słysząc je, odetchnął i na kilka sekund wrócił do rozmów sprzed tygodni, do koncepcji leżenia na deskach tarasu kiedy smukłe, blade nogi sunęły po jego ciele. Podobało mu się to - o wiele bardziej niż zawiązywanie na nim czegokolwiek, bo to on przywykł do związywania ludzi - jednocześnie znajdował się w pułapce własnego funkcjonowania, bo dominacja nie była dla niego podstawą zaspokajania własnych potrzeb. Odrzucał go pomysł zapomnienia o drugiej osobie - szarpał, gryzł i kusił, żeby zobaczyć iskrę w cudzych oczach, a teraz... Nabrał tak dużo powietrza, że się nim zachłysnął. To był Laurent bawiący się konwencją, czy Laurent wchodzący w rolę prostytutki chcącej zrobić mu dobrze, tak żeby doszedł szybko, odsapnął i mogli wreszcie zająć się sprawami, które zajmowały jego umysł bardziej niż to, że ktoś bardzo chciał opróżnić sobie w nim jaja? Nie wiedział. Nie potrafił go odczytać. Zadarł głowę do góry i zdał sobie sprawę z tego, że pierwszy raz w jego życiu ktoś... uczynił go prawdziwie skołowanym i bezradnym.
To i zazdrość.
Nie widział nic przez materiał na oczach, ale i tak zacisnął je, chwytając go rękoma za uda. Nie potrafiłby się do tego przyznać ze wstydu, ale jego zamiłowanie do korzystania z usług prostytutek mimo bycia czymś wielowarstwowym, miło swój fundament w... zarozumialstwie. W takiej koślawej myśli, że myślały o nim jak o najlepszym kliencie. Nie, nie był durniem i wiedział dobrze, jak bardzo mylne to było, ale to nie przeszkadzało mu przecież w prywatnych fantazjach. Niektóre rzeczy nie musiały nigdy opuszczać prysznica. Miejsce na które musiał sobie zasłużyć było czymś poza tą grą. Kim oni dla siebie byli? Co oni sobie robili? I jak to się w ogóle działo, że ktoś tak słaby potrafił kilkoma słowami uczynić go tak bezbronnym? Serce waliło mu jak szalone, a plecy przeszył dreszcz chłodu. Nie wytrzymał już i rozpiął rozporek, chcąc jakkolwiek sobie ulżyć, bo kiedy usłyszał swoje imię, stał na rozdrożu pomiędzy bardzo chaotycznym spełnieniem się w zrobieniu mu dobrze, a zaszlochaniu nad tym jak niewiele o tym wszystkim wiedział, jak niewiele rozumiał, jak szaleńczo chciałby wierzyć, że nawet jeżeli Prewett miał kogoś jeszcze poza nim, to może tylko jemu mówił o miłości.
- A chcesz mnie... pokruszyć?
Nie powiedział już „pan”, zamiast gry obnażył się z czegoś bardzo skrytego, czego on sam do końca nie rozumiał.
I sapiąc, puścił go drugą ręką, odwrócił się, ale po to, żeby usiąść na podłodze i chwytając za szlufki spodni przyciągnąć do siebie. Nie biodrami na wysokość swoich ust tylko... w dół. Krawat rozplótł się, odkrywając jedno z jego oczu, a on ciągnął dalej, chcąc położyć ciało Laurenta pomiędzy swoimi nogami, obejmując go prawą ręką, lewą wsuwając do jego spodni.
- Szukasz zabawki, ale jak ty lubisz się bawić?
Dopiero teraz oświeciło go trochę, że może i sam Laurent jeszcze tego w sobie do końca nie odkrył, ale nie powiedział tego na głos. Nie zmusił go też do mówienia, tym razem to on mógł zapełnić ciszę wspominaniem tego jak nie może napatrzeć się na jego ciało, kiedy pracował ręką nad doprowadzeniem ich obojga do szczytu.
Kiedy jego oddech się uspokoił, czuł się jak w innym uniwersum. Opierając się plecami o łóżko, leżąc na zrzuconej z niego pościeli, przesuwał palcami po nagim brzuchu blondyna i próbował przepracować scenę sprzed chwili.
- Ja... - Sam nie wiedział, po co w ogóle otworzył usta.
Ja chyba oszalałem.
- Podsłuchiwałem przez chwilę twoją rozmowę z tamtym facetem. Brzmiałeś... - Znowu nie dokończył, ale jego ton sugerował, że chciał powiedzieć mu komplement. - Podobało mi się to.
- Z pewnością, może nawet bardziej niż morderstwa. - Czy dało się wyobrazić sobie większy grzech niż okradanie państwa, które od początków swojego istnienia miało w piździe takich wyrzutków jak on? W innych okolicznościach pewnie by się zaśmiał, może Laurent dowiedziałby się, czym jest komuch, ale Crow zdusił to w sobie, bo i on sam się dusił - ciężko mu było oddychać i utrzymać wyraz twarzy, jakim chciał grać. Bo to wszystko wymykało mu się spod kontroli, a on lubił mieć kontrolę nad tym co się działo. To wszystko było na opak - jak odbite w krzywym zwierciadle i pełne sprzeczności. Miał mu dzisiaj przypomnieć o tym co powiedział pod wpływem Veritaserum tak dosadnie, żeby musiał szukać nowego stajennego, bo ten byłby zbyt zgorszony dźwiękami wydobywającymi się z tego budynku. Zamiast tego klęczał właśnie na podłodze z oczami zawiązanymi krawatem i próbował zrozumieć, jak się czuje. Słowo zabawka trafiało w jego gusta, słysząc je, odetchnął i na kilka sekund wrócił do rozmów sprzed tygodni, do koncepcji leżenia na deskach tarasu kiedy smukłe, blade nogi sunęły po jego ciele. Podobało mu się to - o wiele bardziej niż zawiązywanie na nim czegokolwiek, bo to on przywykł do związywania ludzi - jednocześnie znajdował się w pułapce własnego funkcjonowania, bo dominacja nie była dla niego podstawą zaspokajania własnych potrzeb. Odrzucał go pomysł zapomnienia o drugiej osobie - szarpał, gryzł i kusił, żeby zobaczyć iskrę w cudzych oczach, a teraz... Nabrał tak dużo powietrza, że się nim zachłysnął. To był Laurent bawiący się konwencją, czy Laurent wchodzący w rolę prostytutki chcącej zrobić mu dobrze, tak żeby doszedł szybko, odsapnął i mogli wreszcie zająć się sprawami, które zajmowały jego umysł bardziej niż to, że ktoś bardzo chciał opróżnić sobie w nim jaja? Nie wiedział. Nie potrafił go odczytać. Zadarł głowę do góry i zdał sobie sprawę z tego, że pierwszy raz w jego życiu ktoś... uczynił go prawdziwie skołowanym i bezradnym.
To i zazdrość.
Nie widział nic przez materiał na oczach, ale i tak zacisnął je, chwytając go rękoma za uda. Nie potrafiłby się do tego przyznać ze wstydu, ale jego zamiłowanie do korzystania z usług prostytutek mimo bycia czymś wielowarstwowym, miło swój fundament w... zarozumialstwie. W takiej koślawej myśli, że myślały o nim jak o najlepszym kliencie. Nie, nie był durniem i wiedział dobrze, jak bardzo mylne to było, ale to nie przeszkadzało mu przecież w prywatnych fantazjach. Niektóre rzeczy nie musiały nigdy opuszczać prysznica. Miejsce na które musiał sobie zasłużyć było czymś poza tą grą. Kim oni dla siebie byli? Co oni sobie robili? I jak to się w ogóle działo, że ktoś tak słaby potrafił kilkoma słowami uczynić go tak bezbronnym? Serce waliło mu jak szalone, a plecy przeszył dreszcz chłodu. Nie wytrzymał już i rozpiął rozporek, chcąc jakkolwiek sobie ulżyć, bo kiedy usłyszał swoje imię, stał na rozdrożu pomiędzy bardzo chaotycznym spełnieniem się w zrobieniu mu dobrze, a zaszlochaniu nad tym jak niewiele o tym wszystkim wiedział, jak niewiele rozumiał, jak szaleńczo chciałby wierzyć, że nawet jeżeli Prewett miał kogoś jeszcze poza nim, to może tylko jemu mówił o miłości.
- A chcesz mnie... pokruszyć?
Nie powiedział już „pan”, zamiast gry obnażył się z czegoś bardzo skrytego, czego on sam do końca nie rozumiał.
I sapiąc, puścił go drugą ręką, odwrócił się, ale po to, żeby usiąść na podłodze i chwytając za szlufki spodni przyciągnąć do siebie. Nie biodrami na wysokość swoich ust tylko... w dół. Krawat rozplótł się, odkrywając jedno z jego oczu, a on ciągnął dalej, chcąc położyć ciało Laurenta pomiędzy swoimi nogami, obejmując go prawą ręką, lewą wsuwając do jego spodni.
- Szukasz zabawki, ale jak ty lubisz się bawić?
Dopiero teraz oświeciło go trochę, że może i sam Laurent jeszcze tego w sobie do końca nie odkrył, ale nie powiedział tego na głos. Nie zmusił go też do mówienia, tym razem to on mógł zapełnić ciszę wspominaniem tego jak nie może napatrzeć się na jego ciało, kiedy pracował ręką nad doprowadzeniem ich obojga do szczytu.
Kiedy jego oddech się uspokoił, czuł się jak w innym uniwersum. Opierając się plecami o łóżko, leżąc na zrzuconej z niego pościeli, przesuwał palcami po nagim brzuchu blondyna i próbował przepracować scenę sprzed chwili.
- Ja... - Sam nie wiedział, po co w ogóle otworzył usta.
Ja chyba oszalałem.
- Podsłuchiwałem przez chwilę twoją rozmowę z tamtym facetem. Brzmiałeś... - Znowu nie dokończył, ale jego ton sugerował, że chciał powiedzieć mu komplement. - Podobało mi się to.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.