Plaża. To powinno być złe doświadczenie dla nich obu. Czy Flynn lękał się śmierci? Czy inaczej patrzył teraz na fale, w których miał zatonąć? Jasne - to nie było dobre wspomnienie. Jeszcze chwila i będzie miał bardzo dużo złych wspomnień związanych z morzem.
- Czerwień zazwyczaj odradzają osobom o niebieskich oczach, ale co oni wiedzą... wszystko jest kwestią odpowiednich odcieni. - Żył w ciągłej niewiedzy tego, że Flynn nie znał kolorów. Przesuwał teraz palcami po pościeli przykrywającej nogi Flynna, poprawiał ją, delikatnie miął, głaskał go po skórze przez materiał. Leniwe ruchy nie miały tu erotycznego podszycia. Zaczął się zastanawiać, czy naprawdę były tak samo ładne? A może nie? Ta sukienka nawet nie należała do niego... do tamtego dnia, kiedy została mu wręczona właśnie przez wspomnianą Victorię, kiedy został zamieniony w kobietę na soczyste 24 godziny. Część tych godzin przyszło mu spędzić z Flynnem. Ważne było to, czy dla samego Crowa więc będą "tak samo" ładne, czy może nawet "bardziej". A może jednak okażą się brzydsze? To byłby ogromny zawód. Teraz będzie myślał o tym pewnie jak opętany. - Pewnie po 8. - Rano to... rano. Laurent miał zwyczaj wczesnego wstawania z bardzo prostych przyczyn - konie zazwyczaj wypuszczało się o 5 na pastwisko. Oczywiście miał od tego pracowników, nie robił tego osobiście, tak i nie zrywał się już o godzinie 5, ale pewne nawyki z dawnych lat zostały. Ludzie lubili się umawiać na spotkania po 8, bo tak wypadały godziny pracy. I tak dalej, i tak dalej...
- Staram się ograniczyć to słowo. Ale to przecież niepoprawne, że śmieję się z dramatu, w którym... - tutaj się zaciął. Te obrazy wcale nie były wyszarzałe - one były bardzo żywe. Ludzie, którzy się topili. Którym nie dało się pomóc. Był po ludzku wdzięczny, że nie widział na własne oczy nic o wiele bardziej drastycznego, tak jak w Windermere, ale nie miał wątpliwości, że to się tam działo. - zginęli ludzie. - Nie chciał tego kończyć. Lepiej brzmiałoby zakończenie: [i]I poza tym prędzej galeony - knuty nie zawsze mam pod ręką". Tak dla żartu. Niestety przestało mu być na moment do śmiechu.
Dobrze wiedział, że wina nie leżała po jednej stronie i dobrze widział już, jaki Crow potrafił być. Nie wybielał go. Nie zmieniało to tego, że nie podobało mu się to, co słyszał o Alexandrze (przynajmniej już łączył to imię do CHYBA odpowiedniej osoby) i nie podobało mu się to, jak sam Alexander zachowywał się do niego samego. I koniec końców dla niego w tej historii najważniejszy był Flynn. Nie potrafił z czystym sumieniem powiedzieć do niego, że bardzo mu żal i że ma nadzieję, że się zejdą.
- O..? - O czym miał pamiętać? Miał poczucie, że nie powinien o to dopytywać. Że to było bardziej smutne niż historia Emperora za jego plecami. Że się spodziewał, co usłyszy. - W porządku. To poleżę jeszcze chwilę na tobie jak kocyk. Tylko jestem mniej miękki. - I rzeczywiście wyłożył się na Flynnie, prawie na niego zresztą włażąc. - Strasznie mi widać już kości. Muszę się za siebie zabrać... - Odetchnął. - Ale wracając do tańca to musisz ze mną zatańczyć. Kiedyś. Na razie mogę cię zająć innym tematem, chcesz? - Tak żeby... nie musiał skupiać się na tym, o czym mówić nie chciał. - Na stole w salonie stoi nowy bukiet. Ten jest od Dante.