23.01.2023, 04:12 ✶
Wyraźne zmarszczenie brwi wskazywało na to, że Stewardowi nie do końca odpowiadało to, co się miało za chwilę stać.
- Tak. To już wszystko – odpowiedział cicho Alannie. Posłał jeszcze jedno, ciepłe, przyjazne spojrzenie Mary, ale tylko po to by za moment podnieść się z ziemi i odwrócić.
Nie chciał patrzeć na mugolkę w chwili, w której czyszczono jej pamięć. Nie chciał widzieć tej strony magii. Nie lubił widoku oczu zasłoniętych mgłą nieprawdy. Kiedyś, chwilę po śmierci Clare, gdy siedział na ławce w parku i zastanawiał się nad sobą i swoim życiem, sam chciał zapomnieć.
To był pijacki moment szaleństwa, zalany koszmarną nadzieją, że jedno rozległe obliviate mogłoby wyczyścić mu pamięć ze wszystkich wspomnień, które były związane z kobietą, którą kochał. W ten sposób pozbawiłby się przecież całego bólu, który czuł siedząc tam wtedy w śniegu, w mrozie, bez kurtki i bez nadziei.
Ale opamiętanie przyszło do niego szybciej niż sam chciałby. Jak bardzo smutno i okrutnie by to nie zabrzmiało: ból był dobry, bo oznaczał, że miał po kim aż tak cierpieć i aż tak rozpaczać. I sama świadomość tego, że chociaż przez kilka lat, miał obok siebie kogoś, kogo naprawdę kochał, była warta tamtego cierpienia. Przeżyli z Clare razem masę szczęśliwych chwil. Razem dorastali, razem chodzili do Hogwartu, razem się uczyli, malowali, spacerowali, kombinowali, jak uniknąć szlabanu i razem ten szlaban łapali. Nawet po szkole, kiedy już wiedział, że nie będą mieli szczęśliwego zakończenia, czuł się przy niej dobrze. Sam odwlekał ich rozstanie tak długo, jak długo tylko był w stanie. Nie mógłby tego przekreślić magią. Nawet spokój ducha nie był wart utraty takich wspomnień.
Z Mary to była teraz inna bajka. Alanna modyfikowała jej pamięć w taki sposób, by usunąć z niej wspomnienia o piekle, który potrafiła zgotować magia. Był w stanie nawet dopowiedzieć sobie, co umieszczała w zamian. Pewnie jakieś wspomnienia dotyczące wybuchu butli z gazem albo pijackiej bójki, w której ucierpiał jej znajomy. Jej nowe wspomnienia służyły wyższemu celowi, ale część Patricka wciąż uważała modyfikowanie pamięci za świętokradztwo.
W czasie rzucania zaklęcia, odszedł na bok. Patrzył na pracę reszty ludzi z Ministerstwa Magii, celowo pomijając wzrokiem Carrow. Zastanawiał się przy tym, czy z resztek czarnomagicznej figurki (czy przedstawiała wilka, czy ponuraka, czy kundelka to nie miało znaczenia), uda im się cokolwiek ustalić w biurze. Szanse na to były marne. Pozostawało mnóstwo klątw, które mogły zakończyć się wybuchem.
Uśmiechnął się cierpko, gdy usłyszał głos Alanny. Przewrócił ostentacyjnie oczami, ale ruszył za kobietą. Ta to potrafiła komenderować.
- Zaufam drobiazgowatości czarodziei z Biura Przestrzegania Praw Czarodziejów – rzucił, samemu pozwalając sobie na drobny żart.
Patrick widział sporo mugolskich domów. Ten nie wyróżniałby się na ich tle niczym szczególnym, gdyby nie to, że przed kilkunastoma minutami przypominał raczej pobojowisko niż zwykły budynek mieszkalny. Magia naprawdę potrafiła zdziałać cuda. Z jednej strony, kilkoma machnięciami różdżki potrafiła zareperować cały dom, z drugiej pozbawić kogoś traumatycznych wspomnień.
Mimowolnie rozejrzał się po salonie, do którego weszli. Niby nic szczególnego, a potrafił wyobrazić sobie imprezujących tu mugoli. Przykucnął przy szczątkach figurki. Zmrużył oczy, próbując wyobrazić sobie, jak wyglądała zanim uległa zniszczeniu. I może przez sugestię zawartą w słowach mary, naprawdę dostrzegł w nich pokazującego ostre kły Ponuraka.
Westchnął.
Jako malarz, miał zdecydowanie zbyt wybujałą wyobraźnię. Czarami zabezpieczył znalezione resztki po czarnomagicznej figurce i przeniósł je do specjalnego opakowania.
- To teraz do Marka. Może on będzie miał do powiedzenia coś więcej niż Mary – podsumował, a potem znowu ruszył za rudowłosą zołzą.
Mark wyglądał jak typowy mugol. W dodatku jeden z tych, którzy większą część swojego życia spędzili w dresach, pałętając się bez celu po okolicy. Miał ogoloną na łyso czaszkę i złoty kolczyk w lewym uchu. Na widok aurora spiął się mocno, ale gdy zaczął składać wyjaśnienia, to okazało się, że jest dość bystry. Widać było – a przynajmniej Patrick odniósł takie wrażenie – że bardzo chciał pomóc w ujęciu tego, kto mógł sprzedać jego znajomemu przeklętą figurkę, ale nie za wiele wiedział.
- Glen powiedział, że kupił ją po okazyjnej cenie. Miała mu przynieść szczęście. Jak mi ją pokazał to od razu rozpoznałem Ponuraka.
- Wybuchła sama, czy któryś z was uderzył nią o ziemię?
- Sama, ale czułem, że może to zrobić. Zdążyłem rzucić na siebie i Mary zaklęcie ochronne. Jestem całkiem niezły w magii bezróżdżkowej – wtrącił usprawiedliwiająco. – Cholera, jakbym wiedział wcześniej… - pokręcił głową. – Tego wszystkiego dałoby się uniknąć.
Patrick już nawet nie musiał pytać, czego uniknęłaby Mary, Glen i Mark.
- Tak. To już wszystko – odpowiedział cicho Alannie. Posłał jeszcze jedno, ciepłe, przyjazne spojrzenie Mary, ale tylko po to by za moment podnieść się z ziemi i odwrócić.
Nie chciał patrzeć na mugolkę w chwili, w której czyszczono jej pamięć. Nie chciał widzieć tej strony magii. Nie lubił widoku oczu zasłoniętych mgłą nieprawdy. Kiedyś, chwilę po śmierci Clare, gdy siedział na ławce w parku i zastanawiał się nad sobą i swoim życiem, sam chciał zapomnieć.
To był pijacki moment szaleństwa, zalany koszmarną nadzieją, że jedno rozległe obliviate mogłoby wyczyścić mu pamięć ze wszystkich wspomnień, które były związane z kobietą, którą kochał. W ten sposób pozbawiłby się przecież całego bólu, który czuł siedząc tam wtedy w śniegu, w mrozie, bez kurtki i bez nadziei.
Ale opamiętanie przyszło do niego szybciej niż sam chciałby. Jak bardzo smutno i okrutnie by to nie zabrzmiało: ból był dobry, bo oznaczał, że miał po kim aż tak cierpieć i aż tak rozpaczać. I sama świadomość tego, że chociaż przez kilka lat, miał obok siebie kogoś, kogo naprawdę kochał, była warta tamtego cierpienia. Przeżyli z Clare razem masę szczęśliwych chwil. Razem dorastali, razem chodzili do Hogwartu, razem się uczyli, malowali, spacerowali, kombinowali, jak uniknąć szlabanu i razem ten szlaban łapali. Nawet po szkole, kiedy już wiedział, że nie będą mieli szczęśliwego zakończenia, czuł się przy niej dobrze. Sam odwlekał ich rozstanie tak długo, jak długo tylko był w stanie. Nie mógłby tego przekreślić magią. Nawet spokój ducha nie był wart utraty takich wspomnień.
Z Mary to była teraz inna bajka. Alanna modyfikowała jej pamięć w taki sposób, by usunąć z niej wspomnienia o piekle, który potrafiła zgotować magia. Był w stanie nawet dopowiedzieć sobie, co umieszczała w zamian. Pewnie jakieś wspomnienia dotyczące wybuchu butli z gazem albo pijackiej bójki, w której ucierpiał jej znajomy. Jej nowe wspomnienia służyły wyższemu celowi, ale część Patricka wciąż uważała modyfikowanie pamięci za świętokradztwo.
W czasie rzucania zaklęcia, odszedł na bok. Patrzył na pracę reszty ludzi z Ministerstwa Magii, celowo pomijając wzrokiem Carrow. Zastanawiał się przy tym, czy z resztek czarnomagicznej figurki (czy przedstawiała wilka, czy ponuraka, czy kundelka to nie miało znaczenia), uda im się cokolwiek ustalić w biurze. Szanse na to były marne. Pozostawało mnóstwo klątw, które mogły zakończyć się wybuchem.
Uśmiechnął się cierpko, gdy usłyszał głos Alanny. Przewrócił ostentacyjnie oczami, ale ruszył za kobietą. Ta to potrafiła komenderować.
- Zaufam drobiazgowatości czarodziei z Biura Przestrzegania Praw Czarodziejów – rzucił, samemu pozwalając sobie na drobny żart.
Patrick widział sporo mugolskich domów. Ten nie wyróżniałby się na ich tle niczym szczególnym, gdyby nie to, że przed kilkunastoma minutami przypominał raczej pobojowisko niż zwykły budynek mieszkalny. Magia naprawdę potrafiła zdziałać cuda. Z jednej strony, kilkoma machnięciami różdżki potrafiła zareperować cały dom, z drugiej pozbawić kogoś traumatycznych wspomnień.
Mimowolnie rozejrzał się po salonie, do którego weszli. Niby nic szczególnego, a potrafił wyobrazić sobie imprezujących tu mugoli. Przykucnął przy szczątkach figurki. Zmrużył oczy, próbując wyobrazić sobie, jak wyglądała zanim uległa zniszczeniu. I może przez sugestię zawartą w słowach mary, naprawdę dostrzegł w nich pokazującego ostre kły Ponuraka.
Westchnął.
Jako malarz, miał zdecydowanie zbyt wybujałą wyobraźnię. Czarami zabezpieczył znalezione resztki po czarnomagicznej figurce i przeniósł je do specjalnego opakowania.
- To teraz do Marka. Może on będzie miał do powiedzenia coś więcej niż Mary – podsumował, a potem znowu ruszył za rudowłosą zołzą.
Mark wyglądał jak typowy mugol. W dodatku jeden z tych, którzy większą część swojego życia spędzili w dresach, pałętając się bez celu po okolicy. Miał ogoloną na łyso czaszkę i złoty kolczyk w lewym uchu. Na widok aurora spiął się mocno, ale gdy zaczął składać wyjaśnienia, to okazało się, że jest dość bystry. Widać było – a przynajmniej Patrick odniósł takie wrażenie – że bardzo chciał pomóc w ujęciu tego, kto mógł sprzedać jego znajomemu przeklętą figurkę, ale nie za wiele wiedział.
- Glen powiedział, że kupił ją po okazyjnej cenie. Miała mu przynieść szczęście. Jak mi ją pokazał to od razu rozpoznałem Ponuraka.
- Wybuchła sama, czy któryś z was uderzył nią o ziemię?
- Sama, ale czułem, że może to zrobić. Zdążyłem rzucić na siebie i Mary zaklęcie ochronne. Jestem całkiem niezły w magii bezróżdżkowej – wtrącił usprawiedliwiająco. – Cholera, jakbym wiedział wcześniej… - pokręcił głową. – Tego wszystkiego dałoby się uniknąć.
Patrick już nawet nie musiał pytać, czego uniknęłaby Mary, Glen i Mark.
Łączna liczba słów ok. 2100
Koniec sesji