Nie chciał sprawiać mu żadnego zawodu, ale z drugiej strony czy kosztem jego samego miał sprawiać problemy innym? Zawód? Na czyje potrzeby miał odpowiedzieć? Może na swoje własne - tak najlepiej. Padło to najważniejsze pytanie, jakże proste - a Ty? Czego chcesz TY? Pozwalał sobie czasem na nieodpowiedzialne zachowania. Nieodpowiedzialne względem wyznaczonych standardów, które przy Flynnie miały małe znaczenie. Mimo poczucia wyzwolenia nie przestawał być tym Laurentem spoza tej sfery, w jakiej się znaleźli.
- Wiesz... nie chcę. - Właściwie... nie chciał. Nie chciał tu siedzieć i ze zmęczeniem i rosnącą irytacją przyjmować kolejnego gościa. Miał też swoją pracę, miał swoje zajęcia, a jutro i tak pewnie nikt by mu nie dał ich wykonać. - Lubisz zwierzęta? - Elaine zamieniała się w lisa - wiedział, że bardzo mu zależy na siostrze, ale to nie zwierzę. W cyrku mieli zwierzęta, ale ich obecność nie oznaczała lubienia. I w końcu... - Chciałbyś się przejść po rezerwacie? - Sprecyzował swoje pytanie, bo też spacer po lesie wcale nie znaczył konieczności obcowania z magicznymi stworzeniami. I tymi niemagicznymi.
Chciałby mieć taki podręcznik, który pomagałby mu reagować na wszystko, co się działo. Nie chciał reagować nadmiernie mocno, ale z drugiej strony jeśli wybierze pasywność przez cały czas to nie dowie się, co jest najlepszą z opcji. Nie chciał go zostawić, ale nie wiedział, czy obecność przy nim pomagała. I może wystarczy zapytać? Ale nie teraz. Ten tajfun... Myśl błądziła po "zrobiłem coś nie tak", ale to nie była prawda. Tak samo nie było prawdą, że Flynn robił coś nie tak. Dopasowywane do siebie buźki z rysunków się ze sobą nie zgadzały, a to nie było złe. To było inne. Praca w cyrku wydawała się odcisnąć gdzieś piętno we wnętrzu tego człowieka - sam stawał się cyrkową atrakcją, kuriozum dla ludzi lubiących się nazywać "normalnymi".
Ponieważ tak uciekał spojrzeniem, jakby szukał przestrzeni dla siebie, to Laurent obrócił swój wzrok, ale tylko na chwilę. Wyciągnął dłoń do tej pięści ściskającej włosy z całej siły... chciał wsunąć swoje palce w ten uścisk, ale zrezygnował. Więc tylko oparł palca na tej pięści. Drugiej dłoni nie zsuwał z jego serca. Zbroja cierpliwości, wytrwałości, spokoju. Nie, spokoju tutaj nie było. Było zmartwienie, niepokój jego stanem.
Następne słowa były jednak naprawdę bolesne. Nieoczekiwane. Niespodziewane. Puścił jego dłoń, odsunął powoli rękę i uniósł się nieco, by spojrzeć na niego z góry.
- Ponieważ możesz zniknąć w każdej chwili. - To była obnażona prawda. - Już mi to udowodniłeś. - Mówił o tym spokojnie, ale bardzo się starał mówić... wprost. Bez domysłów, metafor. Starał się. - Udowodniłeś mi też, że potrafisz się zmienić i starać. - Nawet bardzo. BARDZO starać. - Opuściłeś mnie, kiedy bardzo cię potrzebowałem, bo byłem twoim... trzecim wyborem? Którym? Nawet się nie zainteresowałeś. Nie chciałeś się zainteresować. - Cokolwiek się działo w jego życiu - przecież każdy miał jakieś problemy. I Laurent to zrozumiał. Ale on nawet nie odebrał tej pieprzonej poczty. - Kiedy ci mówiłem, że będę się o ciebie starał to mnie odtrącałeś. - I to bardzo mocno i wyraźnie. - Mimo to widzę w tobie coś więcej i bardzo się staram... ale jeśli oczekujesz, że będę za tobą biegał jak oszalały, a ty będziesz mnie traktował tak samo jak przedtem to wyprowadzę cię z błędu. Tak nie będzie. - Już mu mówił coś podobnego przy tamtym samochodzie. - I to nie jest takie łatwe. Ale jestem już przyzwyczajony do bycia drugim wyborem. Jesteś dla mnie wyjątkowy, ale chciałbym, żebyś był szczęśliwy. Nawet jeśli tego szczęścia nie odnajdziesz... tutaj. Pochodzimy z tak różnych światów, że nawet ze względu na to rozumiem, jak bardzo niekomfortowo mógłbyś się czuć. Chcę cię poznawać, zrozumieć jak mogę ci pomóc w chwilach takich ja przed chwilą i w każdej innej sytuacji. Nauczyć się twojej ciszy i posłuchać wszystkich słów, których boisz się wypowiadać i tych, które mówisz z całą stanowczością. Nie chcę, żebyś odszedł. Ale nie będę cię trzymał siłą... Chcę cię potraktować najlepiej, jak potrafię, żebyś sam wrócił. Będąc sobą. - Nie szukał z nim kontaktu wzrokowego. Teraz sam spoglądał w sufit. - Chcę, żebyś mnie traktował najlepiej, jak potrafisz. Będąc sobą.- Chciałbym chcieć nabierało tutaj zupełnie nowego znaczenia.