23.01.2023, 11:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2023, 11:36 przez Sophie Flint.)
Nie podejrzewała, że jej słowa, mogą spotkać się z taką reakcją. Sophie naprawdę chciała dobrze. Miała szczere intencje zbierając swojego kuzyna z tamtej ulicy i zapraszając do swojego pokoju. Kompletnie nie przypuszczała, że może się to odbić w tak negatywny sposób na niej samej. Mogła z ręką na sercu powiedzieć, że przyświecał jej szczytny cel jakim było wsparcie kuzyna w tak chujowej sytuacji, w jakiej się znalazł. Naprawdę nie szczędziła pomocy tym, którzy jej potrzebowali. Tylko zazwyczaj nie spotykała się z tak paskudną odpowiedzią na to, co robiła.
W pierwszej chwili przeraził ją i musiała to powiedzieć szczerze. W jej oczach mógł znaleźć strach, tak prawdziwy i szczery jak to tylko możliwe. Wiele w życiu przeszła, jeszcze więcej przyjdzie jej znieść. Tylko nigdy nie spotkała się z tak czystą nienawiścią... w zasadzie nie wiedziała za co? Za szczere słowa? Za to, że chciała zwrócić jego uwagę na to, że są ważniejsze w życiu rzeczy niż dobre imię? Kiedy ta świadomość do niej dotarła, rozgorzała w jej ciele, zmieniając strach w czystą, niczym nieskrępowaną wściekłość.
Jego palce wbijały się boleśnie w jej przedramię, ale nie zamierzała pozwolić aby tak prymitywne odruchy mogły ją powstrzymać.
- Bo co? Bo mnie uderzysz? Spróbuj szczęścia - szczuła go na siebie. Gdzieś tam głęboko jej instynkt samozachowawczy podpowiadał, aby faktycznie posłuchała jego słów, ale duma nie pozwalała na to.
- Nie jestem pierwszą lepszą dziewczyną, którą możesz podporządkować pod swojego buta. I nie zamierzam się kajać przed wielkim panem Flintem tylko dlatego, że co, że jest ode mnie starszy o rok a ja jestem kobietą. - z jej oczu spozierała furia, gdy wyrwała swoje przedramię z jego uścisku. Jakiś czas temu postanowiła sobie, że nikt nie będzie jje mówił, co ma robić, a czego robić nie powinna. Bez względu na to, kto to będzie, zawsze pozostanie wierna swoim zasadom. I nie, nie zamierzała tego zmienić tylko dlatego, że jakiś kuzyn, który nawet nie wiedział, jakiego koloru są jej oczy, tak jej kazał. Wielu osobom nie w smak było jej zachowanie. Przywykła do takiego stanu rzeczy. Tyle że nie przypuszczała, że tutaj też będzie musiała się z tego tłumaczyć.
- Dla mnie rodzina to ktoś, kto pomoże mi się podnieść z bruku, a nie poklepie po plecach i powie, że wszystko będzie dobrze, gdy tak nie jest - wysyczała jeszcze za nim, gdy uciekał w kierunku łazienki. Gdy tylko trzasnął drzwiami, wrzasnęła głośno z bezsilności. Czuła, jak zdziera własne gardło, ale miała to głęboko w dupie. Od razu niewerbalnie przywołała do siebie szklankę z trunkiem przy okazji rozlewając go po podłodze. Pociągnęła zdrowo ze szkła, choć nie było to łatwym zadaniem, gdy jej dłoń trzęsła się tak bardzo. Wyciągnęła z kieszeni kurtki papierosa i odpaliła go. Dopiero przy trzecim czy czwartym zaciągnięciu się poczuła jak nerwy nieco opuszczają jej ciało. Pierdolić Castiela powiedziała sama do siebie w myślach. I resztę pojebanych Flintów też...
W pierwszej chwili przeraził ją i musiała to powiedzieć szczerze. W jej oczach mógł znaleźć strach, tak prawdziwy i szczery jak to tylko możliwe. Wiele w życiu przeszła, jeszcze więcej przyjdzie jej znieść. Tylko nigdy nie spotkała się z tak czystą nienawiścią... w zasadzie nie wiedziała za co? Za szczere słowa? Za to, że chciała zwrócić jego uwagę na to, że są ważniejsze w życiu rzeczy niż dobre imię? Kiedy ta świadomość do niej dotarła, rozgorzała w jej ciele, zmieniając strach w czystą, niczym nieskrępowaną wściekłość.
Jego palce wbijały się boleśnie w jej przedramię, ale nie zamierzała pozwolić aby tak prymitywne odruchy mogły ją powstrzymać.
- Bo co? Bo mnie uderzysz? Spróbuj szczęścia - szczuła go na siebie. Gdzieś tam głęboko jej instynkt samozachowawczy podpowiadał, aby faktycznie posłuchała jego słów, ale duma nie pozwalała na to.
- Nie jestem pierwszą lepszą dziewczyną, którą możesz podporządkować pod swojego buta. I nie zamierzam się kajać przed wielkim panem Flintem tylko dlatego, że co, że jest ode mnie starszy o rok a ja jestem kobietą. - z jej oczu spozierała furia, gdy wyrwała swoje przedramię z jego uścisku. Jakiś czas temu postanowiła sobie, że nikt nie będzie jje mówił, co ma robić, a czego robić nie powinna. Bez względu na to, kto to będzie, zawsze pozostanie wierna swoim zasadom. I nie, nie zamierzała tego zmienić tylko dlatego, że jakiś kuzyn, który nawet nie wiedział, jakiego koloru są jej oczy, tak jej kazał. Wielu osobom nie w smak było jej zachowanie. Przywykła do takiego stanu rzeczy. Tyle że nie przypuszczała, że tutaj też będzie musiała się z tego tłumaczyć.
- Dla mnie rodzina to ktoś, kto pomoże mi się podnieść z bruku, a nie poklepie po plecach i powie, że wszystko będzie dobrze, gdy tak nie jest - wysyczała jeszcze za nim, gdy uciekał w kierunku łazienki. Gdy tylko trzasnął drzwiami, wrzasnęła głośno z bezsilności. Czuła, jak zdziera własne gardło, ale miała to głęboko w dupie. Od razu niewerbalnie przywołała do siebie szklankę z trunkiem przy okazji rozlewając go po podłodze. Pociągnęła zdrowo ze szkła, choć nie było to łatwym zadaniem, gdy jej dłoń trzęsła się tak bardzo. Wyciągnęła z kieszeni kurtki papierosa i odpaliła go. Dopiero przy trzecim czy czwartym zaciągnięciu się poczuła jak nerwy nieco opuszczają jej ciało. Pierdolić Castiela powiedziała sama do siebie w myślach. I resztę pojebanych Flintów też...