25.11.2024, 01:55 ✶
Rezydencja Shafiqa w Little Hangleton, pomimo swojej ponurej atmosfery, teraz jawiła mu się niczym ciepły dom z rozpalonym kominkiem, do którego wchodziło się z ulgą prostu z mroźnej zimy, nawet jeśli teraz, gdy siedzial w fotelu z whiskey w dłoni i przyjacielem w pobliżu, czuł przemykające się do tego bezpiecznego miejsca, lodowate powiewy niepokoju.
I to właśnie przez czające się gdzieś poza Little Hangleton niebezpieczeństwo, przez wciąż towarzyszące mu nerwy i niepokój o wszystkich mu bliskich, ciężko mu bylo tak po prostu wziąć gleboki oddech i uspokoić umysł.
Jednak obawiał się, że było to konieczne do dalszej rozmowy. Poza tym musiało być z nim bardzo źle skoro Anthony tak chętnie go dotykał i chyba potrzebował jakoś zebrać się w sobie i pokazać przyjacielowi, że jednak się trzymał.
Wdech, wydech i kolejny łyk z, dopiero co ponownie napełnionej, szklanki z whiskey.
Skinął głową.
– Tak, tak było. – Nie brzmiało chyba to, aż tak przerażająco, jak zapowiadał. Ale było. – Tuż po zakończeniu występów, zorientowałem się, że siedzimy obok siebie i mamy podobne szaty. Mogłem coś powiedzieć, co zasugerowało, że nie jest mile widziany w Anglii, potem się rozeszliśmy na bankiet. Nie wiem, jak udało mi się podejrzeć jego nici, ale dałem radę. Może chciał, abym je zobaczył. W tym samym momencie Morphy zasłabł, ale nie wiem, czy też na niego spojrzał, czy jasnowidził komuś innemu, ale udało mi się go ogarnąć. A jeszcze Jessie zadawał wcześniej pytania i... – I chyba nie do końca wychodziło mu to opowiadanie historii po kolei. Wziął głęboki oddech i spróbował podjąć opowieść. – Nagle zniknęła bariera, oczywiście spróbowałem jakoś pomóc, chociaż patrząc na aurę Erika wydawał się mieć to pod kontrolą, a potem... Raphaela została znaleziona pobita, a mnie teleportowano. Nikomu innemu nie stała się raczej krzywda. I wiesz co? Widziałem jak ona idzie do namiotu. To może stało się wtedy. Powinienem był upewnić się, że wróciła, ale... Ale byłem zbyt skoncentrowany na nim i...
Zrezygnowany odstawił szklankę na swoje miejsce, a potem oparł głowę o oparcie fotela, przymykając na chwilę oczy. Miał wrażenie, że wszystko w jego umyślne było niewyraźne i bez sensu. Zamglone. Co miał zrobić? Jak ktokolwiek miał mu pomóc kiedy sam nie miał żadnego pomysłu jak wybrnąć z tej sytuacji?
– Anthony... Powiedz mi szczerze – zaczął powoli, nie patrząc na lezyjaciela, wiedziony dramatyzmem zapewnionym mu przez wydarzenia tego wieczoru i whiskey. – Gdyby ktoś ci opowiedział o mojej sytuacji, jako przypadku obcego tobie człowieka... Pomyślałbyś po cichu, że najlepszą opcją, najbardziej pragmatyczną, którą mógłbym zrobić byłoby zgodzenie się na przemianę, tak aby on dał reszcie spokój?
I to właśnie przez czające się gdzieś poza Little Hangleton niebezpieczeństwo, przez wciąż towarzyszące mu nerwy i niepokój o wszystkich mu bliskich, ciężko mu bylo tak po prostu wziąć gleboki oddech i uspokoić umysł.
Jednak obawiał się, że było to konieczne do dalszej rozmowy. Poza tym musiało być z nim bardzo źle skoro Anthony tak chętnie go dotykał i chyba potrzebował jakoś zebrać się w sobie i pokazać przyjacielowi, że jednak się trzymał.
Wdech, wydech i kolejny łyk z, dopiero co ponownie napełnionej, szklanki z whiskey.
Skinął głową.
– Tak, tak było. – Nie brzmiało chyba to, aż tak przerażająco, jak zapowiadał. Ale było. – Tuż po zakończeniu występów, zorientowałem się, że siedzimy obok siebie i mamy podobne szaty. Mogłem coś powiedzieć, co zasugerowało, że nie jest mile widziany w Anglii, potem się rozeszliśmy na bankiet. Nie wiem, jak udało mi się podejrzeć jego nici, ale dałem radę. Może chciał, abym je zobaczył. W tym samym momencie Morphy zasłabł, ale nie wiem, czy też na niego spojrzał, czy jasnowidził komuś innemu, ale udało mi się go ogarnąć. A jeszcze Jessie zadawał wcześniej pytania i... – I chyba nie do końca wychodziło mu to opowiadanie historii po kolei. Wziął głęboki oddech i spróbował podjąć opowieść. – Nagle zniknęła bariera, oczywiście spróbowałem jakoś pomóc, chociaż patrząc na aurę Erika wydawał się mieć to pod kontrolą, a potem... Raphaela została znaleziona pobita, a mnie teleportowano. Nikomu innemu nie stała się raczej krzywda. I wiesz co? Widziałem jak ona idzie do namiotu. To może stało się wtedy. Powinienem był upewnić się, że wróciła, ale... Ale byłem zbyt skoncentrowany na nim i...
Zrezygnowany odstawił szklankę na swoje miejsce, a potem oparł głowę o oparcie fotela, przymykając na chwilę oczy. Miał wrażenie, że wszystko w jego umyślne było niewyraźne i bez sensu. Zamglone. Co miał zrobić? Jak ktokolwiek miał mu pomóc kiedy sam nie miał żadnego pomysłu jak wybrnąć z tej sytuacji?
– Anthony... Powiedz mi szczerze – zaczął powoli, nie patrząc na lezyjaciela, wiedziony dramatyzmem zapewnionym mu przez wydarzenia tego wieczoru i whiskey. – Gdyby ktoś ci opowiedział o mojej sytuacji, jako przypadku obcego tobie człowieka... Pomyślałbyś po cichu, że najlepszą opcją, najbardziej pragmatyczną, którą mógłbym zrobić byłoby zgodzenie się na przemianę, tak aby on dał reszcie spokój?