23.01.2023, 14:40 ✶
- Zdaje się, że ja również nie powinienem uogólniać – stwierdził i przepraszająco uderzył się w pierś. Nie wiedział o szlacheckich rodach wiele, ale i tak namieszało mu to w głowie. Gdyby kiedyś usłyszał od ślizgonów plotki na temat Mackenzie, to z pewnością lepiej rozumiałby jej położenie. Musiał się domyślać czemu nie należał się jej tytuł typowego Greengrassa, ale był przekonany, że w ogólnym rozrachunku wyszło jej to na zdrowie. Przynajmniej nie zadzierała nosa tak jak co poniektórzy czystokrwiści i nie rozstawiała wszystkich po kątach. - Nie byłaś nigdy ciekawa, jak ta rezydencja wygląda? - dopytywał się dalej z upartością idioty, którym był. Jej lakoniczne, niejasne odpowiedzi trochę go dziwiły. Gdyby ktoś zaczął się dopytywać o jego rodzinę, to rozgadałby się na dobre i opowiedziałby prawie całą swoją historię życiową z dokładnymi szczegółami. Przemilczałby tylko kilka nieprzyjemnych dla niego faktów.
- Miałem kiedyś kaktusa, ale mi wysechł – Mimo smutnego losu, jaki spotkał jego roślinkę, uśmiech nie zniknął z jego twarzy. Aż tak bardzo mu na tym kaktusie nie zależało i nie przeżywał jego śmierci. Prawdę mówiąc, przez niemal rok zapomniał, że go posiadał. Przypomniał sobie o nim dopiero gdy pewnego razu odnalazł go stojącego pod oknem kuchni, gdy był już pustą, wyschniętą skorupą.
- Z roślinami jest ten problem, że trzeba pamiętać o ich podlewaniu. Nie mam do tego głowy – wyjaśnił jej swój brak zamiłowania do hodowli roślin w mieszkaniu. Na zielarstwie było łatwiej, bo tam zawsze była profesorka, która mówiła co i kiedy zrobić. A Theodore, podobnie jak Mackenzie, nie spędzał dużo czasu w swoim domu. To, w połączeniu z jego słabymi zdolnościami organizacyjnymi sprawiało, że nie miał dużej kontroli nad tym, co się w nim działo.
- A wiesz, co pomaga roślinom lepiej rosnąć? - spytał ni z tego, ni z owego, wchodząc za nią do pomieszczenia, bo wpadł nagle na świetny pomysł. Dał jej czas do namysłu, nim zdradził odpowiedź, odstawił doniczki na stoliku obok pamiątek byłej właścicielki, spojrzał na paprotkę i uśmiechnął się do niej tak, jakby miał właśnie powiedzieć coś, co bardzo ją ucieszy.
- Muzyka. Jeśli będziesz puszczała swoim podopiecznym muzyczkę, to będą w lepszym nastroju i będą szybciej rosnąć – dodał i zerknął na blondynkę, chcąc sprawdzić, jak zareaguje na dźwięk słowa muzyka. Było to bardzo istotne, bo jeśli ją odpowiednio urobi, to później dziewczyna łatwiej przekona się do jego gry na gitarze wieczorami. Przecież nie grałby dla siebie, ale przez ścianę urządzałby koncerty dla jej drogocennych roślinek.
- Chyba nawet na zielarstwie o tym nauczycielka wspominała – skłamał bezczelnie by uwiarygodnić swoją zmyśloną historyjkę o pozytywnym wpływie muzyki i ruszył w dół, by wykonać kolejny kurs z zielskiem.
- Miałem kiedyś kaktusa, ale mi wysechł – Mimo smutnego losu, jaki spotkał jego roślinkę, uśmiech nie zniknął z jego twarzy. Aż tak bardzo mu na tym kaktusie nie zależało i nie przeżywał jego śmierci. Prawdę mówiąc, przez niemal rok zapomniał, że go posiadał. Przypomniał sobie o nim dopiero gdy pewnego razu odnalazł go stojącego pod oknem kuchni, gdy był już pustą, wyschniętą skorupą.
- Z roślinami jest ten problem, że trzeba pamiętać o ich podlewaniu. Nie mam do tego głowy – wyjaśnił jej swój brak zamiłowania do hodowli roślin w mieszkaniu. Na zielarstwie było łatwiej, bo tam zawsze była profesorka, która mówiła co i kiedy zrobić. A Theodore, podobnie jak Mackenzie, nie spędzał dużo czasu w swoim domu. To, w połączeniu z jego słabymi zdolnościami organizacyjnymi sprawiało, że nie miał dużej kontroli nad tym, co się w nim działo.
- A wiesz, co pomaga roślinom lepiej rosnąć? - spytał ni z tego, ni z owego, wchodząc za nią do pomieszczenia, bo wpadł nagle na świetny pomysł. Dał jej czas do namysłu, nim zdradził odpowiedź, odstawił doniczki na stoliku obok pamiątek byłej właścicielki, spojrzał na paprotkę i uśmiechnął się do niej tak, jakby miał właśnie powiedzieć coś, co bardzo ją ucieszy.
- Muzyka. Jeśli będziesz puszczała swoim podopiecznym muzyczkę, to będą w lepszym nastroju i będą szybciej rosnąć – dodał i zerknął na blondynkę, chcąc sprawdzić, jak zareaguje na dźwięk słowa muzyka. Było to bardzo istotne, bo jeśli ją odpowiednio urobi, to później dziewczyna łatwiej przekona się do jego gry na gitarze wieczorami. Przecież nie grałby dla siebie, ale przez ścianę urządzałby koncerty dla jej drogocennych roślinek.
- Chyba nawet na zielarstwie o tym nauczycielka wspominała – skłamał bezczelnie by uwiarygodnić swoją zmyśloną historyjkę o pozytywnym wpływie muzyki i ruszył w dół, by wykonać kolejny kurs z zielskiem.