Aury migały, kiedy zebrani brygadziści dzielili się swoimi przemyśleniami i na całe nieszczęście, albo może właśnie całkiem przeciwnie, nie było w nich niczego, czego Atreus by się nie spodziewał. lekkie zdenerwowanie było jak najbardziej na miejscu - w końcu właśnie posypała się im całkiem spora impreza i to taka, na której gościła sama Ministra. Gdyby zajmował się przy niej ochroną, sam nieco był się pocił ze zmartwienia, ale aktualna pozycja pozwalała mu patrzeć na to troszkę przez palce. Jenkins może i łaskawie przekazała sprawę w jego ręce, ale Bulstrode nie miał złudzeń co do tego, że cała impreza najprawdopodobniej skończy się w momencie kiedy posiłki wspominane przez Burke, czy kogo tam innego, pojawią się wreszcie na miejscu. 5 minut chwały mógł jednak z radością wpisać sobie do dzienniczka i całkiem mu się to podobało.
- Pracy? - mruknął Bulstrode, spoglądając na Burke z nieco większym zainteresowaniem. - To on był tutaj w pracy, a nie jako - zabawka - towarzystwo dla Ministry? - uśmiechnął się lekko, ale był to wyraz tak samo krzywy jak i wyliczony, żeby przypadkiem nie zrobić tego w o wiele perfidniejszy sposób, wskazujący na to jak w ogóle to pojawienie się Yaxleya na imprezie wyglądało i co pewnie chodziło po głowie aż zbyt dużej liczbie gości.
Bardzo często Atreus w swojej karierze łapał się na myśli, jak bezsensowna była liczba ludzi pracująca w Brygadzie i Biurze Aurorów, która nie potrafiła porozumiewać się za pomocą fal. Ta umiejętność wydawała mu się zwyczajnie jakąś podstawą podstaw, którą jego zdaniem powinien przyswoić każdy funkcjonariusz Departamentu Przestrzegania Prawa, bo była ona zwyczajnie cholernie wygodna. Nie mogłaś kopnąć Portera w dupę? Wyobraź sobie tylko jak łatwo by było nawrzeszczeć na niego falami, żeby wziął się wreszcie do roboty, zamiast zajmować się wszystkim, tylko nie swoją robotą. Oczywiście, jemu też czasem zdarzało się wykonywać obowiązki jako tako, ale Porter wyglądał na takiego co zjebał na całej linii i to wrażenie tylko rosło, wraz z kolejnymi informacjami które padały. A do tego był brygadzistą. Tylko brygadzistą. A to w oczach Atreusa już i tak stawiało go na straconej pozycji.
- A mówił przynajmniej coś ciekawego? - zagadał jeszcze Black, jakby w ogóle nie dostrzegając jej zawstydzenia, a nawet próbując odrobinę przegnać je lekkim tonem.
Nakreślili sobie tę dokładną listę osób, którzy nie opuszczali namiotu bankietowego. Chociaż dokładna to było w jego mniemaniu trochę zaklinanie rzeczywistości, żeby faktycznie tak było, że komuś coś się nie wydawało. Bezczelnie też dopisał do tego siebie i Brennę, bo dokładnie wiedział że nie zrobili nic w kierunku Avery od momentu kiedy ją widzieli na scenie. Z resztą - on sam przez dłuższy czas był zajęty Ministrą, a z Brenną zniknął później. Z tego natomiast co zrozumiał od Raphaeli, to była przez pewien czas nieprzytomna.
Zerknął na Brennę, szybko domyślając się że jej małe śledztwo niewiele przyniosło. Szkoda, bo akurat jej węszenie dałoby tutaj naprawdę dużo. Uśmiechnął się jeszcze do Burke szelmowsko, zanim odeszła na bok, a potem przekierował całość uwagi na Brennę.
- Yaxley, młody Burke, eee hrabia, Remington... - podrapał się po głowie. - Porter, panna Burke i Hollow. A no i jeszcze obsługa. To osoby których nie było przez cały czas w namiocie - Enzo też mimowolnie skreślał w głowie. Głównie dlatego, że był mugolakiem. Gdyby miał obstawiać w ciemno, to powiedziałby że Yaxley coś kombinował, ale dlatego ze wydawał się nieprzyjemnym typem i aż prosił się, żeby ktoś zwalił na niego winę tylko po to, żeby zrobić mu na złość. A Atreus uwielbiał denerwować ludzi. - Nie wiem czy to ich kręcenie pod barierą też nieco ich nie odsuwa. Skoro Avery sama przełamała wyłącznik to mam wrażenie że po zaatakowaniu jej, najrozsądniej było jak najszybciej na nowo wmieszać się w tłum. Co do obsługi też wątpię, bo Hollow powiedział, że nieźle się uwijali, ale może też w tym problem. Może ktoś wykorzystał fakt jak kursowali i próbował się pod nich podszyć i w pewnym momencie mieliśmy tu 3, a nie 2 obsługi. W każdym razie, ja zagadam do Parkinson - rzucił jeszcze na odchodnym, zostawiając jej namiot i widmowidzenie.
- Pani Parkinson - uśmiechnął się do kobiety szelmowsko, kiedy znalazł się wreszcie przy niej, mając nadzieję że jej ploteczkowe ciągoty przydadzą się w tym momencie i powie mu coś, czego nie poruszyli wcześniej brygadziści. I, że może odrobinę zachęci ją do tego jego prezencja. - Atreus Bulstrode - przedstawił się jej grzecznie. - Z największą ochotą posłuchałbym, co ciekawego miałaby mi pani do powiedzenia w sprawie dzisiejszego wieczora. Coś przykuło uwagę? Może ktoś kręcił się w okolicach namiotu artystów? - to były proste, oczywiste zaczepki, ale miał nadzieję że naprowadzą kobietę w stronę, która go faktycznie interesowała. A może też, wręcz przeciwnie, nagle uruchomi się w niej największa plotkara i powie mu coś, co jego zdaniem było absolutnie niezwiązane z pytaniem. W sumie trochę wyglądała, albo raczej wyglądały - wszystkie trzy w swoim gronie i przez całą imprezę - jakby najbardziej w całym tym zgromadzeniu interesowała je nie sztuka, a zachowanie i zależności innych gości.
kostko kostko pozwól mi oczarować charyzmą III cioteczkę parkinson
zapomniałam dopisać na końcu, ale to są dosłownie te same pytania co w poście
1. Co przykuło uwagę Parkinson - zakładam że skoro bardzo się wykłócała że chce żeby ją przesłuchać, to wie sama z siebie
2. A może coś ciekawego w okolicach namiotu artystów, proszę pani?
3. Ni mom pojęcia
- Pracy? - mruknął Bulstrode, spoglądając na Burke z nieco większym zainteresowaniem. - To on był tutaj w pracy, a nie jako - zabawka - towarzystwo dla Ministry? - uśmiechnął się lekko, ale był to wyraz tak samo krzywy jak i wyliczony, żeby przypadkiem nie zrobić tego w o wiele perfidniejszy sposób, wskazujący na to jak w ogóle to pojawienie się Yaxleya na imprezie wyglądało i co pewnie chodziło po głowie aż zbyt dużej liczbie gości.
Bardzo często Atreus w swojej karierze łapał się na myśli, jak bezsensowna była liczba ludzi pracująca w Brygadzie i Biurze Aurorów, która nie potrafiła porozumiewać się za pomocą fal. Ta umiejętność wydawała mu się zwyczajnie jakąś podstawą podstaw, którą jego zdaniem powinien przyswoić każdy funkcjonariusz Departamentu Przestrzegania Prawa, bo była ona zwyczajnie cholernie wygodna. Nie mogłaś kopnąć Portera w dupę? Wyobraź sobie tylko jak łatwo by było nawrzeszczeć na niego falami, żeby wziął się wreszcie do roboty, zamiast zajmować się wszystkim, tylko nie swoją robotą. Oczywiście, jemu też czasem zdarzało się wykonywać obowiązki jako tako, ale Porter wyglądał na takiego co zjebał na całej linii i to wrażenie tylko rosło, wraz z kolejnymi informacjami które padały. A do tego był brygadzistą. Tylko brygadzistą. A to w oczach Atreusa już i tak stawiało go na straconej pozycji.
- A mówił przynajmniej coś ciekawego? - zagadał jeszcze Black, jakby w ogóle nie dostrzegając jej zawstydzenia, a nawet próbując odrobinę przegnać je lekkim tonem.
Nakreślili sobie tę dokładną listę osób, którzy nie opuszczali namiotu bankietowego. Chociaż dokładna to było w jego mniemaniu trochę zaklinanie rzeczywistości, żeby faktycznie tak było, że komuś coś się nie wydawało. Bezczelnie też dopisał do tego siebie i Brennę, bo dokładnie wiedział że nie zrobili nic w kierunku Avery od momentu kiedy ją widzieli na scenie. Z resztą - on sam przez dłuższy czas był zajęty Ministrą, a z Brenną zniknął później. Z tego natomiast co zrozumiał od Raphaeli, to była przez pewien czas nieprzytomna.
Zerknął na Brennę, szybko domyślając się że jej małe śledztwo niewiele przyniosło. Szkoda, bo akurat jej węszenie dałoby tutaj naprawdę dużo. Uśmiechnął się jeszcze do Burke szelmowsko, zanim odeszła na bok, a potem przekierował całość uwagi na Brennę.
- Yaxley, młody Burke, eee hrabia, Remington... - podrapał się po głowie. - Porter, panna Burke i Hollow. A no i jeszcze obsługa. To osoby których nie było przez cały czas w namiocie - Enzo też mimowolnie skreślał w głowie. Głównie dlatego, że był mugolakiem. Gdyby miał obstawiać w ciemno, to powiedziałby że Yaxley coś kombinował, ale dlatego ze wydawał się nieprzyjemnym typem i aż prosił się, żeby ktoś zwalił na niego winę tylko po to, żeby zrobić mu na złość. A Atreus uwielbiał denerwować ludzi. - Nie wiem czy to ich kręcenie pod barierą też nieco ich nie odsuwa. Skoro Avery sama przełamała wyłącznik to mam wrażenie że po zaatakowaniu jej, najrozsądniej było jak najszybciej na nowo wmieszać się w tłum. Co do obsługi też wątpię, bo Hollow powiedział, że nieźle się uwijali, ale może też w tym problem. Może ktoś wykorzystał fakt jak kursowali i próbował się pod nich podszyć i w pewnym momencie mieliśmy tu 3, a nie 2 obsługi. W każdym razie, ja zagadam do Parkinson - rzucił jeszcze na odchodnym, zostawiając jej namiot i widmowidzenie.
- Pani Parkinson - uśmiechnął się do kobiety szelmowsko, kiedy znalazł się wreszcie przy niej, mając nadzieję że jej ploteczkowe ciągoty przydadzą się w tym momencie i powie mu coś, czego nie poruszyli wcześniej brygadziści. I, że może odrobinę zachęci ją do tego jego prezencja. - Atreus Bulstrode - przedstawił się jej grzecznie. - Z największą ochotą posłuchałbym, co ciekawego miałaby mi pani do powiedzenia w sprawie dzisiejszego wieczora. Coś przykuło uwagę? Może ktoś kręcił się w okolicach namiotu artystów? - to były proste, oczywiste zaczepki, ale miał nadzieję że naprowadzą kobietę w stronę, która go faktycznie interesowała. A może też, wręcz przeciwnie, nagle uruchomi się w niej największa plotkara i powie mu coś, co jego zdaniem było absolutnie niezwiązane z pytaniem. W sumie trochę wyglądała, albo raczej wyglądały - wszystkie trzy w swoim gronie i przez całą imprezę - jakby najbardziej w całym tym zgromadzeniu interesowała je nie sztuka, a zachowanie i zależności innych gości.
kostko kostko pozwól mi oczarować charyzmą III cioteczkę parkinson
Rzut Z 1d100 - 62
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 2
Akcja nieudana
Akcja nieudana
zapomniałam dopisać na końcu, ale to są dosłownie te same pytania co w poście
1. Co przykuło uwagę Parkinson - zakładam że skoro bardzo się wykłócała że chce żeby ją przesłuchać, to wie sama z siebie
2. A może coś ciekawego w okolicach namiotu artystów, proszę pani?
3. Ni mom pojęcia