25.11.2024, 10:31 ✶
Problem polegał na tym, że Brenna też nie znała się na trytonach – wiedziała tyle, że mieszkały w hogwarckim jeziorze. Po prostu tak zerkając na ten zbiornik, miała trochę wrażenie, że chociaż duży, to nie był aż tak wielki, a wyraźnie bardzo chętnie korzystali z niego mugole: nawet teraz widać było kilka osób w wodzie i szykujących się na brzegu chyba do jakiejś zabawy, chociaż zbliżał się już zmierzch. Miała wrażenie, że całej społeczności trytonów ciężko byłoby się tutaj ukrywać, ale nie mogła wykluczyć, że Thomas ma rację.
– W sumie… może racja? – zastanowiła się na słowa Figga. – Nie wiemy, kiedy zginęły dwie pierwsze ofiary, ale pozostałe faktycznie znikły jakoś w godzinach wieczornych. No cóż, w takim razie jesteśmy tu w odpowiedniej porze.
Żeby rozwiązać zagadkę, jeśli Thomas miał rację, albo żeby ewentualnie utonąć. Chociaż Brenna wolałaby jednak, aby wyszli stąd cali i zdrowi, oboje. Nie przewidywała zresztą dotąd żadnych wielkich niebezpieczeństw. Druzgotki? Groźne, ale uczyli sobie z nimi radzić, gdy mieli po czternaście lat. Naśladowca? Jeżeli tak, to wątpliwe, aby zaatakował dwóch przypadkowych czarodziejów, skoro do tej pory tak bardzo starał się działać w ukryciu. Klątwa? Thomas był klątwołamaczem i radził sobie na pewno z dużo bardziej skomplikowanymi rzeczami.
A to wszystko mogło być przypadkiem.
– Okay. To co? Zaczynamy od tych tutaj? – spytała, wskazując na ludzi bawiących się w oddali. Mogli spróbować podejść do miasteczka i chodzić od domu do domu, ale prawdopodobnie pijący na plaży młodzi ludzie będą chętniejsi do rozmowy. A jeżeli nie? Jezioro nie ucieknie: i tak jeszcze przyjdzie im je sprawdzić, tak na wszelki wypadek. – Jestem znacznie lepsza w rozpraszaniu gadaniem, się obawiam, więc możemy spróbować mówić oboje, aleeee wyglądanie groźnie możemy zostawić jako plan awaryjny.
Ruszyła w ślad za nim, najpierw po skałach, potem wąską, stromą ścieżką, wiodącą w las i stamtąd wyszli na plażę.
Większość plażowiczów zebrała się już wcześniej, ale nad jeziorem zostało około tuzina młodych ludzi. Parka wychodziła z wody, trzech na oko dwudziestolatków dywagowało chyba nad tym, jak rozpalić ognisko i nie mogło sobie z tym poradzić, dwie dziewczyny chichotały, siedząc nieco z boku, zerkając ku młodzieńcom, rozmawiającym z boku z butelkami piwa w rękach, kto inny przysiadł na kocu. Nie wszyscy zwrócili uwagę na przybyszów – pierwsi dostrzegli ich ci dwaj, którzy popijali piwo, bo najbliżej stali lasu i zerknęli na nich nie tyleż z niechęcią, co z pewną ostrożnością wobec obcych.
Rzut na miejscowych -> możesz próbować zmienić nieco nastawienie konkretnych osób za pomocą rzutu na charyzmę, uznajmy, że dwukrotnie możesz rzucić.
– W sumie… może racja? – zastanowiła się na słowa Figga. – Nie wiemy, kiedy zginęły dwie pierwsze ofiary, ale pozostałe faktycznie znikły jakoś w godzinach wieczornych. No cóż, w takim razie jesteśmy tu w odpowiedniej porze.
Żeby rozwiązać zagadkę, jeśli Thomas miał rację, albo żeby ewentualnie utonąć. Chociaż Brenna wolałaby jednak, aby wyszli stąd cali i zdrowi, oboje. Nie przewidywała zresztą dotąd żadnych wielkich niebezpieczeństw. Druzgotki? Groźne, ale uczyli sobie z nimi radzić, gdy mieli po czternaście lat. Naśladowca? Jeżeli tak, to wątpliwe, aby zaatakował dwóch przypadkowych czarodziejów, skoro do tej pory tak bardzo starał się działać w ukryciu. Klątwa? Thomas był klątwołamaczem i radził sobie na pewno z dużo bardziej skomplikowanymi rzeczami.
A to wszystko mogło być przypadkiem.
– Okay. To co? Zaczynamy od tych tutaj? – spytała, wskazując na ludzi bawiących się w oddali. Mogli spróbować podejść do miasteczka i chodzić od domu do domu, ale prawdopodobnie pijący na plaży młodzi ludzie będą chętniejsi do rozmowy. A jeżeli nie? Jezioro nie ucieknie: i tak jeszcze przyjdzie im je sprawdzić, tak na wszelki wypadek. – Jestem znacznie lepsza w rozpraszaniu gadaniem, się obawiam, więc możemy spróbować mówić oboje, aleeee wyglądanie groźnie możemy zostawić jako plan awaryjny.
Ruszyła w ślad za nim, najpierw po skałach, potem wąską, stromą ścieżką, wiodącą w las i stamtąd wyszli na plażę.
Większość plażowiczów zebrała się już wcześniej, ale nad jeziorem zostało około tuzina młodych ludzi. Parka wychodziła z wody, trzech na oko dwudziestolatków dywagowało chyba nad tym, jak rozpalić ognisko i nie mogło sobie z tym poradzić, dwie dziewczyny chichotały, siedząc nieco z boku, zerkając ku młodzieńcom, rozmawiającym z boku z butelkami piwa w rękach, kto inny przysiadł na kocu. Nie wszyscy zwrócili uwagę na przybyszów – pierwsi dostrzegli ich ci dwaj, którzy popijali piwo, bo najbliżej stali lasu i zerknęli na nich nie tyleż z niechęcią, co z pewną ostrożnością wobec obcych.
Rzut na miejscowych -> możesz próbować zmienić nieco nastawienie konkretnych osób za pomocą rzutu na charyzmę, uznajmy, że dwukrotnie możesz rzucić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.