To miejsce zawsze było ich małym światem, o którego istnieniu nie miał pojęcia nikt z zewnątrz. Czy nie mogło tak zostać, nie mogło dalej należeć do nich? Może ich już nie było, ale jeszcze kilka dni temu miała świadomość, że chociaż Piaskownica nadal była wspólna, mogli znaleźć tutaj schronienie, kiedy tego potrzebowali. Być może spotkaliby się tutaj znowu, kiedyś, przypadkiem. Bez słowa, jak teraz. Tyle, że to również nie było możliwe. Oddał jej ich dom, porzucił go, tak samo jak i porzucił ją. Nie chciał do tego wracać, dlaczego tak bardzo zależało mu na tym, aby odciąć się od tego wszystkiego, co kiedykolwiek razem stworzyli. Może to miejsce nie wyglądało już, jak za czasów swojej świetności, kiedy spędzali tu każdy wolny weekend, każdy wolny dzień, ale nadal przecież było pełne wspomnień. Gdzie nie spojrzała potrafiła przywołać w pamięci jakąś sytuację z przeszłości, jakby całe było nimi wypełnione. Nie chciała wracać tu sama, czuła, że to nie będzie właściwie, będzie musiała je porzucić, bo to wydawało jej się być najodpowiedniejszą opcją. Póki co, mogli jeszcze zostać tutaj razem, ostatni raz, pożegnać się ze sobą i z ich domem. Nie zamierzała mu o tym mówić, zresztą może powinna, właściwie po co, czy w ogóle go obchodziło, co zamierza zrobić? Gdyby tak było, to nie oddłaby jej ich domu, jakby nic dla niego nie znaczył.
Nie liczyło się jednak teraz to, co zrobił, czego nie zrobił, co zamierzał zrobić, kiedy stąd wyjdą. Korzystała z tej dziwnej chwili, którą dostali, właściwie to sami wyrwali rzeczywistości. Czuła, że Ambroise chce tego tak bardzo, jak ona, że nie zamierza teraz jej tu zostawić, samej na zgliszczach. Nie miała pojęcia po co to robią, dlaczego to robią, ale najwyraźniej tego potrzebowali.
Wydarzenia minionej nocy na pewno odcisnęły na nich swoje piętno. Dawno nie znalazła się tak blisko śmierci, chociaż czy właściwie tak było, miała wrażenie, że ostatnio ona ją prześladowała. Gdzie się nie pojawiała towarzyszło jej to dziwne widmo, które mogło nieść ze sobą koniec. Może tak wyglądał teraz świat, może nie miało już być niczego więcej, może powinna się była z tym pogodzić? Tylko właściwie, czy jeśli to zrobi, to wtedy nie pozostanie jej już zupełnie nic. Gdy próbowała walczyć miała resztki nadziei na to, że kiedyś będzie lepiej, jeśli nawet z tego zrezygnuje, to nie będzie miała już niczego. Poddawanie się nie przychodziło jej naturalnie, ależ ile można było walczyć z całym światem, który chciał jej ciągle udowadniać, że do niczego się nie nadawała. Zawiodła wszystkich na których zależało jej kiedykolwiek. Czy mogła oczekiwać czegoś więcej, czegokolwiek?
Dostrzegła uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, nie był to jednak jeden z tych znajomych uśmiechów, brakowało w nim czegoś, czegoś co kiedyś było na wyciągnięcie jej ręki. Wydawał się jej być smutny, mimo tego, że próbował pokazywać, że jest inaczej. Czy nie był z nią szczery? Być może. Może stracili to, co kiedyś mieli. Ona też była kimś innym, niż jeszcze rok temu. Nie miała pojęcia, co wydarzyło się w jego życiu przez ten ostatni rok, nie próbowała nawet o to wypytywać podczas tych ich kilku spotkań. Bała się, że sugerowałby jej, żeby nie wtrącała się w nieswoje sprawy, bo przecież to już nie były ich wspólne sprawy, tylko jego. To bolało, szczególnie, że przecież przez wiele lat tworzyli razem swój własny świat. Nic z tego nie zostało, ich dom zamienił się w ruinę, jak w ogóle mogli do tego dopuścić? Jak z tych wszystkich obietnic, wspólnych planów, przyszłości, którą mieli mieć wylądowali w tym miejscu? Jak to się stało, że do tego doprowadzili.
Nie przypuszczałaby, że będą w stanie pozwolić na to, żeby ich życie wyglądało w ten sposób. Byli uparci, zdeterminowani, przecież potrafili doprowadzić do skutku to, na czym im zależało. Czy to przez to jak wyglądał świat, czy to on nie pozwalał im na to, żeby cieszyli się swoim szczęściem? Nie wiedziała, nie miała pojęcia dlaczego on postanowił z niej zrezygnować, co sobie ujebał w zeszłym roku, dostrzegała w tym swoją winę, bo mogła przecież zawalczyć, ale tak ją to zabolało, że z niego zrezygnowała. Nie powinna była nigdy tego robić, to było niedopuszczalne. Po czasie zdała sobie z tego sprawę, uświadomiła sobie też, że było już zbyt późno, żeby mogła coś z tym zrobić. Schować dumę do kieszeni, pójść do niego, poprosić o to, aby dał jej jeszcze jedną szasnę, przecież by to zrozumiał, na pewno chciałby tego samego, co ona. Jakoś udałoby się jej go ugłaskać, zawsze potrafiła to robić, jak bardzo by nie zjebała, to zawsze dawał jej kolejne szanse, co właściwie spowodowało, że tego jednego razu stwierdził, że nie ma już odwrotu?
To nie było jednak ważne, bo teraz nie odmawiał jej tego, czego potrzebowała, miał zamiar brnąć z nią dalej, w te dziwne, ostatnie połączenie, jakie miało być im dane od losu. Byli zmęczeni, wycieńczeni tym, co się wydarzyło. Nie było nic złego w tym, że dwoje ludzi szuka pocieszenia w swoich ramionach, nie wydawało jej się, aby mogła kogoś tym skrzwydzić, poza sobą samą. Na pewno odczuje ból, nie zakładała, że będzie inaczej, ale to się nie liczyło. Zupełnie. Tylko to, że mogła znowu poczuć jego ciepło w swoich ramionach, skórę pod opuszkami palców, dłonie na swoim ciele, to wystarczało aby nie czuła tej samotności, która zżerała ją od środka od dawna.
Wiedziała, że to było złudne, to nie było nic stałego, miało odejść kiedy opuszczą Piaskownicę po raz kolejny, rozjedą się każde w swoją stronę. Zasługiwali jednak na prawdziwe pożegnanie, należało im się po tym wszystkim, co razem przeżyli. Ich historia była piękna, po prostu została pozbawiona dobrego zakończenia, tak musiało być, nie zawsze przecież zakończenia były dobre. Najwyraźniej to nigdy nie było im pisane, ale przynajmniej mieli szansę przeżyć piękną miłość, takiej, jakiej nie doświadczył prawie nikt. Wierzyła, że tak właśnie było, zresztą dlatego też wydawało jej się, że nigdy nie znajdzie czegoś podobnego, nawet nie szukała, bo wiedziała, że nic nie będzie w stanie dorównać temu, co ich łączyło. Była tego pewna, bo mimo roku, który spędzili osobno nadal czuła między nimi to silne połączenie. Jej ciało nadal reagowało na jego w taki sam sposób. Wystarczyło, że jej dotknął, a zaczynała palić ją skóra. Nie dało się z tym walczyć, musiała się pogodzić z tym, że po prostu tak będzie. Po prostu nie uda jej się nigdy więcej zaspokoić tego żaru, który się pojawiał, nikt nie był w stanie sobie z nim poradzić, nikt nie będzie jej w stanie pokochać tak, jak on ją kochał, ona nigdy nikogo nie pokocha w ten sposób.
Nie musiał o nic pytać. Dawała mu milczące przyzwolenie na wszystko. Była uległa, jak nigdy dotąd, po prostu potrzebowała wykorzystać w pełni to, że znajdowali się tutaj razem, może było to nieco egoistyczne, ale czuła, że należało jej się to. Potrzebowała tego. Pocałunek był inny od tych, które pamiętała. Miała wrażenie, że wyraża wszystko, co nagromadziło się między nimi przez ten rok, żal, tęsknotę, gorycz? Brakowało w nim typowej dla nich pasji, jak wtedy, kiedy nie mogli się od siebie oderwać, wiele razy, wypełnieni żarem, który potrzebował być ugaszony natychmiast.
Całowała go powoli, jakby chciała się nacieszyć smakiem jego ust, dawno tego nie robiła, nie zastanawiała się nigdy nad tym, jak jej tego brakowało. Objęła go delikatnie, właściwie to narzuciła mu ręce na szyję, ale nie tak gwałtownie jak zawsze, jej ruchy były spokojniejsze, bardziej przemyślane, przytuliła się dzięki temu do niego jeszcze bardziej. Zamierzała wykorzystać ten czas, który został im dany jak najlepiej mogła, chciała się nim napawać ten ostatni raz, tyle, że zdecydowanie wolniej niż zawsze, bo musiała zapamiętać to wszystko. Jego zapach, smak jego ust, szorstkość policzków, skoro wiedzieli, że nie będą mogli do tego wrócić, to musiała to zrobić, aby móc wracać do tej chwili chociaż w swoich wspomnieniach.
Powoli, przesuwała ich w stronę prysznica, nie odrywała się przy tym od niego nawet o milimetr. Znała drogę, nie musiałą otwierać oczu, gdy ich tam prowadziła, pamięć mięśniowa działała. Mogła to robić na ślepo. Gdy znaleźli się w końcu pod prysznicem pozbyła się z niego tego ostatniego skrawka materiału, bielizny, którą miał na sobie. Miała nadzieję, że jej to wybaczy, ale nie mogła się przed tym powstrzymać. Przy okazji wreszcie odkręciła wodę, która zaczęła spływać na nich powoli, zmywać to wszystko, co oblepiło ich ciała. Piasek, krew, tak właściwie to sama nie miała pojęcia, co jeszcze mieli na sobie, bo ta noc była ciężka.
Zasługiwali na to, czymkolwiek by to nie było. Zasłużyli na to ostatnie zbliżenie, nawet jeśli było spowodowane tylko i wyłącznie chęcią pożegnania się, czy aktem desperacji. Zresztą to pozostanie między nimi na zawsze, tak samo jak to wszystko, co razem przeżyli. To było tylko i wyłącznie ich i nikt nie mógł im tego odebrać.