25.11.2024, 18:53 ✶
Rozumiał to?
Nie, Crow był całkowicie przekonany, że Laurent nie rozumiał tego ani trochę. Jednocześnie skrzyło się w nim przekonanie, że niekoniecznie musiał rozumieć. On mu to przecież mógł podsuwać tak, żeby blondyn brał to za swoje własne przemyślenia. Wystarczyło mu bycie chcianym. Zakochał się w delikatnym dotyku, komplementach, słodkim uśmiechu, chichocie brzmiącym w jego uszach jak chór maleńkich, rozbawionych wszystkim chochlików. Chciał żeby ten śliczny chłopak dał porwać się kłębkowi chaosu, jakim był on. Żeby to ucieleśnienie marzeń sennych każdego człowieka utonęło w nim jakby nie znalazł go w rynsztoku. Desperacko wręcz wyszarpał sobie pozwolenie na to, żeby znaleźć się między jego nogami - szeregi obelg, kuszenia, sugerowania, że to właśnie tego chciał i o to się prosił. Wzięcie sobie później tego o co tak zawzięcie wtedy walczył smakowało jak najlepsze zwycięstwo, ale takie zwycięstwa miały jeden problem. Chciałeś ich więcej. Niby pokazał mu, że tak naprawdę jedynym co musiał zrobić żeby to dostać było zsunięcie jego majtek, ale... Tam pojawiło się coś jeszcze. Coś tak istotnego, żeby uczynić widzenie jego smutnej miny czymś absolutnie nie do zniesienia. Obsesja. Ale jaka piękna obsesja. Dotyczyła kogoś jasnego i nieosiągalnego jak wiosenne chmury...
Pocałował go w ten brzuch. Kilka razy. Sunął tymi pocałunkami od niego po klatkę piersiową, następnie obojczyk, szyję. Oczywiście, że nie ubrał się w koszulę, ani nie owinął się tym kocem - Crow zdążył już to wszystko ubrudzić i porzucić na podłodze. To czyste łóżko i pierzyna jaką się otulał również mogły stać się brudne. Barłóg był tak pięknym śladem po tym, że przewinął się przez to miejsce...
Gdyby dał mu ten eliksir, dowiedziałby się nieco o tym, że wcale nie powinien mu ufać. Nie znaczyło to oczywiście, że Crow tego od niego nie oczekiwał. Oczekiwał od niego tego i wielu innych rzeczy. Z niektórych swoich oczekiwań nawet nie zdawał sobie sprawy, chociaż były bardzo ważne i wybrzmiewały w jego zachowaniu i słowach.
- Okej - powiedział. I później nie było wiele więcej - to okej musiało wystarczyć, bo realizował chcę wciśnięte mu do ust. Te pocałunki nie ustawały. Pojawiały się na jego szyi, za uchem, na barkach. Uciszył ich oboje łącząc ich usta na dłużej, mocniej, intensywniej. A kiedy to przerwał, kwiaty i fiolka też leżały na podłodze, a on pchał Laurenta do tyłu. Wcisnął kolano między jego nogi, zawisł nad nim, ale tylko na chwilę. Podciągnął go bowiem na materacu razem z pościelą, ostatecznie oddzielając ich od psa, po czym posadził go na sobie okrakiem. - Oh, mogę sprawić, że już nie zgaśniesz. I tym razem nie mówię o tym, co zrobię z tobą w tym łóżku. Mów mi o swoich pragnieniach, chcę żeby moja księżniczka była szczęśliwa. - I oczywiście, że powiedział to żartobliwym tonem, ale żeby ten żartobliwy ton mógł się pojawić, na jego twarzy musiała zajść przemiana. Kładąc się na plecach i układając Laurenta nad sobą, Crow nie uśmiechał się wcale. Dopiero widząc go w tej pozycji przygryzł zgięty w połowie palec i wyszczerzył zęby. A później mówił i ten palec już do tych ust nie wrócił, zamiast tego uniósł biodra do góry i przesunął dłonią od jego uda do barku. - Chciałeś pokazać mi ten budynek, tak...?
Nie, Crow był całkowicie przekonany, że Laurent nie rozumiał tego ani trochę. Jednocześnie skrzyło się w nim przekonanie, że niekoniecznie musiał rozumieć. On mu to przecież mógł podsuwać tak, żeby blondyn brał to za swoje własne przemyślenia. Wystarczyło mu bycie chcianym. Zakochał się w delikatnym dotyku, komplementach, słodkim uśmiechu, chichocie brzmiącym w jego uszach jak chór maleńkich, rozbawionych wszystkim chochlików. Chciał żeby ten śliczny chłopak dał porwać się kłębkowi chaosu, jakim był on. Żeby to ucieleśnienie marzeń sennych każdego człowieka utonęło w nim jakby nie znalazł go w rynsztoku. Desperacko wręcz wyszarpał sobie pozwolenie na to, żeby znaleźć się między jego nogami - szeregi obelg, kuszenia, sugerowania, że to właśnie tego chciał i o to się prosił. Wzięcie sobie później tego o co tak zawzięcie wtedy walczył smakowało jak najlepsze zwycięstwo, ale takie zwycięstwa miały jeden problem. Chciałeś ich więcej. Niby pokazał mu, że tak naprawdę jedynym co musiał zrobić żeby to dostać było zsunięcie jego majtek, ale... Tam pojawiło się coś jeszcze. Coś tak istotnego, żeby uczynić widzenie jego smutnej miny czymś absolutnie nie do zniesienia. Obsesja. Ale jaka piękna obsesja. Dotyczyła kogoś jasnego i nieosiągalnego jak wiosenne chmury...
Pocałował go w ten brzuch. Kilka razy. Sunął tymi pocałunkami od niego po klatkę piersiową, następnie obojczyk, szyję. Oczywiście, że nie ubrał się w koszulę, ani nie owinął się tym kocem - Crow zdążył już to wszystko ubrudzić i porzucić na podłodze. To czyste łóżko i pierzyna jaką się otulał również mogły stać się brudne. Barłóg był tak pięknym śladem po tym, że przewinął się przez to miejsce...
Gdyby dał mu ten eliksir, dowiedziałby się nieco o tym, że wcale nie powinien mu ufać. Nie znaczyło to oczywiście, że Crow tego od niego nie oczekiwał. Oczekiwał od niego tego i wielu innych rzeczy. Z niektórych swoich oczekiwań nawet nie zdawał sobie sprawy, chociaż były bardzo ważne i wybrzmiewały w jego zachowaniu i słowach.
- Okej - powiedział. I później nie było wiele więcej - to okej musiało wystarczyć, bo realizował chcę wciśnięte mu do ust. Te pocałunki nie ustawały. Pojawiały się na jego szyi, za uchem, na barkach. Uciszył ich oboje łącząc ich usta na dłużej, mocniej, intensywniej. A kiedy to przerwał, kwiaty i fiolka też leżały na podłodze, a on pchał Laurenta do tyłu. Wcisnął kolano między jego nogi, zawisł nad nim, ale tylko na chwilę. Podciągnął go bowiem na materacu razem z pościelą, ostatecznie oddzielając ich od psa, po czym posadził go na sobie okrakiem. - Oh, mogę sprawić, że już nie zgaśniesz. I tym razem nie mówię o tym, co zrobię z tobą w tym łóżku. Mów mi o swoich pragnieniach, chcę żeby moja księżniczka była szczęśliwa. - I oczywiście, że powiedział to żartobliwym tonem, ale żeby ten żartobliwy ton mógł się pojawić, na jego twarzy musiała zajść przemiana. Kładąc się na plecach i układając Laurenta nad sobą, Crow nie uśmiechał się wcale. Dopiero widząc go w tej pozycji przygryzł zgięty w połowie palec i wyszczerzył zęby. A później mówił i ten palec już do tych ust nie wrócił, zamiast tego uniósł biodra do góry i przesunął dłonią od jego uda do barku. - Chciałeś pokazać mi ten budynek, tak...?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.