25.11.2024, 22:49 ✶
Nie zdając sobie sprawy z uczuć siostry, Charles wciąż wpatrywał się w niebo. Nie miał wątpliwości, że Scarlett dorośnie i założy rodzinę, tak jak było przykazane wszystkim młodym czarodziejom i czarodziejkom. Odebrał z rąk siostry butelkę alkoholu, ale na razie trzymał ją tylko za szyjkę, kontemplując. Spodziewał się, że jego słowa będą szokiem dla Scarlett i w jednej chwili pożałował, że podzielił się swoimi przeżyciami. Nastał moment, by odwrócił wzrok od nieba, tak spokojnego i stałego, i wrócił do rzeczywistości, którą zaburzył swoim wyznaniem.
Podniósł się do siadu.
- Czy na to nie zasłużyłem? - Zapytał, w zamyśle retorycznie. - Za ten cały... wstyd. Myślałem, że może zrobić więcej. Miał pas w ręku. Może, gdyby mnie bił, zapamiętałbym lepiej, skoro samo jego rozczarowanie nie wystarcza.
Charles sam podziwiał siebie za opanowanie. Mówił beznamiętnie, jakby sprawa w ogóle nie dotyczyła jego. Nie miał już łez do wylania ani żalu, który mógłby rozerwać serce. Pozostała rezygnacja i rozczarowanie samym sobą. Przycisnął do siebie siostrę, bo ona potrzebowała teraz wsparcia bardziej, niż on.
- To nie twoja wina, Scarlett. To tylko moja wina. - Przyznał się. - Jeśli będę wracał do Oslo, nie zabiorę ze sobą ani ciebie, ani Leonarda. Układacie sobie życia tutaj, razem z ojcem. On was kocha, Scarlett. - Podkreślił. Pozostawił siebie poza tym równaniem, gdy sam już nie był pewny, jaki stosunek do niego ma Richard. Był ciężarem, problemem. Czy ciężar można kochać?
Nie zareagował na chichot siostry. Pokręcił lekko głową, a grzywka, dotąd ledwie zaczesana palcami do góry, opadła mu na czoło.
- Obawiam się, że karma nie ma wpływu na to, co się dzieje. Karty rozdaje wuj i ojciec. - Podkreślił. - To była chwila słabości, Scarlett, ja... ja nie wiem, co mnie do tego pchnęło. Nie martw się, więcej tego nie zrobię. - Obiecał, lecz nawet dla samego siebie nie brzmiał przekonująco.
Podniósł się do siadu.
- Czy na to nie zasłużyłem? - Zapytał, w zamyśle retorycznie. - Za ten cały... wstyd. Myślałem, że może zrobić więcej. Miał pas w ręku. Może, gdyby mnie bił, zapamiętałbym lepiej, skoro samo jego rozczarowanie nie wystarcza.
Charles sam podziwiał siebie za opanowanie. Mówił beznamiętnie, jakby sprawa w ogóle nie dotyczyła jego. Nie miał już łez do wylania ani żalu, który mógłby rozerwać serce. Pozostała rezygnacja i rozczarowanie samym sobą. Przycisnął do siebie siostrę, bo ona potrzebowała teraz wsparcia bardziej, niż on.
- To nie twoja wina, Scarlett. To tylko moja wina. - Przyznał się. - Jeśli będę wracał do Oslo, nie zabiorę ze sobą ani ciebie, ani Leonarda. Układacie sobie życia tutaj, razem z ojcem. On was kocha, Scarlett. - Podkreślił. Pozostawił siebie poza tym równaniem, gdy sam już nie był pewny, jaki stosunek do niego ma Richard. Był ciężarem, problemem. Czy ciężar można kochać?
Nie zareagował na chichot siostry. Pokręcił lekko głową, a grzywka, dotąd ledwie zaczesana palcami do góry, opadła mu na czoło.
- Obawiam się, że karma nie ma wpływu na to, co się dzieje. Karty rozdaje wuj i ojciec. - Podkreślił. - To była chwila słabości, Scarlett, ja... ja nie wiem, co mnie do tego pchnęło. Nie martw się, więcej tego nie zrobię. - Obiecał, lecz nawet dla samego siebie nie brzmiał przekonująco.