Nie spodziewała się, że ktoś lub coś przerwie im ten krótki spacer. Jasne, okoliczne lasy były pełne dzikiej zwierzyny, ale raczej musiała jej szukać w ich głębi, pojawiały się przy jeziorze wieczorami, kiedy nie można tu było spotkać żywego ducha. Przez chwilę myślała, że może to jakiś jeleń zdecydował się ich zachwycić swoim towarzystwem, może sarna, nic szczególnie wyszukanego, ale okazało się, że był to koń. Najzwyklejszy koń, pewnie jej ojca, który zapewne spierdolił ze stajni. No, zdarzały się takie rzeczy, szczególnie, że ich stajenny nie należał do osób, które jakoś specjalnie dbały o porządek. Nie miała pojęcia dlaczego jej ojciec nadal tu trzymał, może z sentymentu. Stajenny miał już swoje lata i był związany z ich rodzinną rezydencją od dawna. Pewnie to przez to. Nie zmieniało to jednak faktu, że takie sytuacje nie powinny się zdarzać, to zwierze miało być w tej chwili gdzieś indziej. Westchnęła nieco rozczarowana, bo nie spodziewała się, że ich wspólny spacer zostanie tak szybko przerwany.
Mieli już przecież wejść do jeziora, cieszyć się chwilą, którą udało im się znowu wykraść od losu, skorzystać z okazji, bo przecież zawsze to robili. Wykorzystywali każdy moment, kiedy mogli się do siebie zbliżyć. Nie dało się ukryć, że żar między nimi nigdy nie gasł, wręcz przeciwnie, miała wrażenie, że z każdym dniem był coraz silniejszy, jakby w ogóle to było możliwe. Cóż, było. Ich relacja była tak bardzo intensywna, że nawet nigdy nie zakładała, że będzie jej dane przeżyć coś podobnego, nie kwestionowała tego, szukali odpowiedzi o tym co ich połączyło, kiedy jeszcze to kwestionowali. Z czasem po prostu chyba zaakceptowali to, że byli czymś więcej, stworzeni, aby spędzić ze sobą życie. Cóż, miała jednak sporo szczęścia w swoim życiu, że w tak młodym wieku udało jej się znaleźć tego jedynego. Nigdy nie zakładała, że spojrzy w podobny sposób na kogokolwiek, nie szukała zobowiązań, w tym przypadku nie widziała innej opcji, jak w tym przepaść. Pokochała go całym swoim sercem, wpuściła do swojego życia, była pewna, że zostanie w nim na zawsze, bo przecież tak silnego uczucia nie dało się zniszczyć. Mieli być ze sobą na zawsze, to było niesamowite, ale nie zakładała, że mogłoby się zdarzyć inaczej.
Kiedy zwierzę się do nich zbliżyło skupiła się na nim. Nie zauważyła na początku reakcji swojego chłopaka, próbowała ustalić, co to za koń, nie udało jej się jednak tego zrobić, zapewne z racji na to, że cóż, nie pojawiała się tutaj często, a kiedy już to robiła to raczej nie chodziła do stajni. Zajmowała się tym gdy jeszcze tutaj mieszkała, a to nie był jej dom już od kilku lat. Zresztą, czy rozpoznanie konia właściwie coś zmieniało? Nic. To zwierzę nie powinno się tu znaleźć, tyle, tego była pewna.
W końcu zainteresowała się swoim chłopakiem, bo miała wrażenie, że gdzieś się odsunął, tylko dlaczego, tego nie była pewna. Odwróciła się na pięcie i zobaczyła Roisa, który wyglądał, cóż, zdecydowanie nie wyglądał jak jeszcze chwilę wcześniej. Nie było w nim już tej beztroski, sielanki, którą miał w sobie właściwie parę sekund temu. Jedyne co się zmieniło to to, że pojawił się ten nieproszony gość, tyle, czy faktycznie, czy mógł się przestraszyć konia? Nie zamierzała tego komentować, wiedziała, że są osoby, dla których towarzystwo zwierząt było mocno niewygodne, nawet jeśli to był tylko koń, który swoją drogą teraz stał w miejscu i się tylko w nich wpatrywał. Nie wydawał z siebie już żadnych dźwięków, po prostu sobie patrzył.
Zrobiła kilka kroków do przodu, ale nie miała pojęcia, jak właściwie powinna zareagować, miała się zajmować zwierzęciem, czy Roisem? Cóz, aktualnie Ambroise wyglądał, jakby miał jakiś problem, więc to ku niemu postanowiła się skierować. Stanęła tuż przed nim, właściwie to tyłem do zwierzęcia, co też nie było szczególnie rozsądne, ale trudno. Chciała, żeby dostrzegł to, że oddzielała je od tej krwiożerczej bestii, albo jej się wydawało, albo zbladł? To musiało być dla niego traumatycznym przeżyciem.
Wyciągnęła dłoń, żeby złapać go za rękę, chciała mu dać jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa, swoją drogą działała instykontownie, bo nie miała pojęcia w jaki sposób właściwie miała się zachować w takiej sytuacji. Jeszcze nigdy nikt w jej towarzystwie nie zareagował w ten sposób na konia.
- Czy wszystko jest w porządku? - Głupie pytanie, przecież widziała, że nie było. Zdecydowanie coś się zjebało w chwili w której ten dostojny jegomość postanowił im towarzyszyć w tym spacerze. Zresztą najwyraźniej nie zamierzał zostać tutaj dłużej, po po raz kolejny zarżał i zniknął w lesie. Tyle go widzieli, będzie musiała poinformować kogoś o tym uciekinierze, w końcu w lasach mogły czaić się bestie, dla których mógł się stać obiadem, albo kolacją.
- Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha. - Spróbowała po raz kolejny jakoś się do niego odezwać. Nie miała pojęcia, że lęka się koni, dlaczego jej nigdy o tym nie wspomniał, jak to właściwie możliwe, że jeszcze o tym nie wiedziała? Jak widać codziennie dowiadywali się o sobie czegoś nowego.