25.11.2024, 23:22 ✶
Charles sam nie wiedział, co myśleć. Z jednej strony obawiał się, tak o siebie, jak i, na przekór, o Baldwina. Teraz rozumiał, że mężczyzna z pewnością jest zagubiony, może nie tak, jak sugerowała jego własna matka, ale... przydałoby mu się wsparcie, chociażby przyjaciela. Nie takiego, na którego policzkach i ustach będzie składał pocałunki, ale takiego, który wyciągnie go spomiędzy sztalug i dawnych wspomnień. To nie było życie. To była egzystencja w szaleństwie. Baldwin, zamiast uciekać od chaosu, uwił sobie w nim wygodne gniazdko i nie zamierzał go opuszczać.
To pomieszczenie nad teatrem nie było miejscem, w którym Charles czułby się dobrze. To nie nieistniejący brud mu przeszkadzał, nie wyimaginowane insekty, a brak uporządkowania, bałagan, tak w mieszkaniu, jak i w głowie jego właściciela. Musiał uciekać, ku porządkowi, ku temu, co znał.
Kocię zatrzymało go tylko na chwilę. I chociaż już zamykał na nim dłonie, upomnienie powstrzymało go przed objęciem zwierzęcia.
- Zadbaj o niego. - Nakazał mu. Nie czuł się odpowiedzialny za kocię, którego przytargała gruba szczurzyca. Raz szczur kota, następnie kot szczura. Oby to drugie przyszło w porę. - A ja wrócę do domu. Do rodziny. Nie interesuj się moją rodziną, nic o niej nie wiesz.
Słowa buty przypłynęły same, lecz nie podążyło za nimi nic konstruktywnego. Charlie musiał się ewakuować, uciekać jak z tonącej łajby, bojąc się tej głębiny. Wystarczyło przekroczenie progu, by mu ulżyło.
Ten zbłąkany umysł przerażał go. Ten zbłąkany umysł potrzebował pomocy.
To pomieszczenie nad teatrem nie było miejscem, w którym Charles czułby się dobrze. To nie nieistniejący brud mu przeszkadzał, nie wyimaginowane insekty, a brak uporządkowania, bałagan, tak w mieszkaniu, jak i w głowie jego właściciela. Musiał uciekać, ku porządkowi, ku temu, co znał.
Kocię zatrzymało go tylko na chwilę. I chociaż już zamykał na nim dłonie, upomnienie powstrzymało go przed objęciem zwierzęcia.
- Zadbaj o niego. - Nakazał mu. Nie czuł się odpowiedzialny za kocię, którego przytargała gruba szczurzyca. Raz szczur kota, następnie kot szczura. Oby to drugie przyszło w porę. - A ja wrócę do domu. Do rodziny. Nie interesuj się moją rodziną, nic o niej nie wiesz.
Słowa buty przypłynęły same, lecz nie podążyło za nimi nic konstruktywnego. Charlie musiał się ewakuować, uciekać jak z tonącej łajby, bojąc się tej głębiny. Wystarczyło przekroczenie progu, by mu ulżyło.
Ten zbłąkany umysł przerażał go. Ten zbłąkany umysł potrzebował pomocy.
Koniec sesji