26.11.2024, 14:28 ✶
Jonathan nie chciał zostawać wampirem. Starzenie się było straszne, ale jednak taka forma nieśmiertelności niosła za sobą jeszcze więcej okropieństw. Jonathan nie chciał też, złożyć swojego życia w ręce Jeana i tym samym pozwolić mu na zawsze otulić go mgłą wpływów wampira. Budzić się i zasypiać przez kolejne dekady w objęciach kogoś, kto pokierował jego życiem wbrew jego własnej woli. Nie. Nie chciał tego.
A jednak czuł, że byłoby to właściwie rozwiązanie. Czuł, że skoro mogłoby to ochronić jego bliskich, to czy nie powinien się poświęcić?
Może więc dlatego zadał to pytanie. Aby usłyszeć z ust Anthony'ego (nawet jeśli Morpheus wcześniej powiedział to samo), że nie oczekuje tego od niego, że jest inne rozwiązanie.
Słuchając słów przyjaciela, nawet nie zauważył, gdy jego ręką bezwiednie powędrowała do miejsca, które, w przeciwieństwie do niego, dzięki odpowiednim eliksirom leczniczym pewnie już dawno zapomniało o efekcie tamtego upadku z abrakasana.
– Tak, pamiętam. I nie, nie byłoby lepiej – wymamrotał. Alcuin... Jakim cudem oni wszyscy mieli takiego pecha w znajdowaniu miłości? Pecha, z którego chyba tylko Anthony'emu udało się dopiero teraz uwolnić.
Wysłuchał go w milczeniu ponownie przymykając na chwilę oczy, a palce jego dłonie zaczęły delikatnie masować własne skronie. A jeszcze wczoraj cieszył się, że się wyspał.
– Anthony, on nie żyje tyle co my – zaczął bardzo powoli, jakby świadom własnego rozedrgania i emocji, które teraz nim szarpały. Jakby miał świadomość, że mógł brzmieć niczym kompletny paranoik, a nie ktoś kto po prostu wiedział o tej sprawie więcej, niż Shafiq. – On może czekać, bawić się z nami. Naszymi nerwami. Myślisz, że tego nigdy nie widziałem? Jak wspólnie planowaliśmy przekonać kogoś do czegoś, a on nakazywał mi cierpliwość? Anthony ty chyba naprawdę nie rozumiesz co do ciebie mówię!
Czemu Anthony mówił tak spokojnie? Czy naprawdę nie rozumiał z czym się to wiązało? Czy... Westchnął cicho i pokręcił głową.
A może przyjaciel po prostu zachowywał słuszny spokój, a to on przesadzał, zamiast podejść do tej sprawy na spokojnie? Nie po to byli przyjaciółmi, aby wspólnie dramatyzować.
– Przepraszam – wymamrotał, przecierając dłonią zmęczoną twarz. – Masz rację. Nici... On mnie nie nienawidzi, widziałem... – Skrzywił się z dyskomfortu na myśl o niciach, które zobaczył. – Pragnienie? Obsesyjne pragnienie. Ale czy nie mogą one prowadzić do paskudnych rzeczy? Powinienem był spojrzeć na nici jego i Morphy'ego, ale chyba byłem zbyt... Sam nie wiem. Nie sądziłem, że mi się to w ogóle uda.
A jednak czuł, że byłoby to właściwie rozwiązanie. Czuł, że skoro mogłoby to ochronić jego bliskich, to czy nie powinien się poświęcić?
Może więc dlatego zadał to pytanie. Aby usłyszeć z ust Anthony'ego (nawet jeśli Morpheus wcześniej powiedział to samo), że nie oczekuje tego od niego, że jest inne rozwiązanie.
Słuchając słów przyjaciela, nawet nie zauważył, gdy jego ręką bezwiednie powędrowała do miejsca, które, w przeciwieństwie do niego, dzięki odpowiednim eliksirom leczniczym pewnie już dawno zapomniało o efekcie tamtego upadku z abrakasana.
– Tak, pamiętam. I nie, nie byłoby lepiej – wymamrotał. Alcuin... Jakim cudem oni wszyscy mieli takiego pecha w znajdowaniu miłości? Pecha, z którego chyba tylko Anthony'emu udało się dopiero teraz uwolnić.
Wysłuchał go w milczeniu ponownie przymykając na chwilę oczy, a palce jego dłonie zaczęły delikatnie masować własne skronie. A jeszcze wczoraj cieszył się, że się wyspał.
– Anthony, on nie żyje tyle co my – zaczął bardzo powoli, jakby świadom własnego rozedrgania i emocji, które teraz nim szarpały. Jakby miał świadomość, że mógł brzmieć niczym kompletny paranoik, a nie ktoś kto po prostu wiedział o tej sprawie więcej, niż Shafiq. – On może czekać, bawić się z nami. Naszymi nerwami. Myślisz, że tego nigdy nie widziałem? Jak wspólnie planowaliśmy przekonać kogoś do czegoś, a on nakazywał mi cierpliwość? Anthony ty chyba naprawdę nie rozumiesz co do ciebie mówię!
Czemu Anthony mówił tak spokojnie? Czy naprawdę nie rozumiał z czym się to wiązało? Czy... Westchnął cicho i pokręcił głową.
A może przyjaciel po prostu zachowywał słuszny spokój, a to on przesadzał, zamiast podejść do tej sprawy na spokojnie? Nie po to byli przyjaciółmi, aby wspólnie dramatyzować.
– Przepraszam – wymamrotał, przecierając dłonią zmęczoną twarz. – Masz rację. Nici... On mnie nie nienawidzi, widziałem... – Skrzywił się z dyskomfortu na myśl o niciach, które zobaczył. – Pragnienie? Obsesyjne pragnienie. Ale czy nie mogą one prowadzić do paskudnych rzeczy? Powinienem był spojrzeć na nici jego i Morphy'ego, ale chyba byłem zbyt... Sam nie wiem. Nie sądziłem, że mi się to w ogóle uda.