27.11.2024, 00:29 ✶
- Nie wiem, czy chcę zabierać kwiatki Pani Dolohov. Mam jakieś dziwne wrażenie, że i bez tego atmosfera jest jakaś dziwnie napięta. W zasadzie, czy coś się stało? Odnoszę ostatnio wrażenie, że Prawa Czasu podzieliły się na dwa obozy... - zapytała, stopniowo ściszając głos, niczym szpieg uczestniczący w konspiracji. Nie chciała wściubiać nosa w nieswoje sprawy, więc nie pytała ani Vakela ani Peregrinusa, ale Lyssa wyglądała na kogoś, kto byłby skłonny skierować nieco więcej światła na tę kwestię.
Scylla przyjęła fiolkę z lekkim uśmiechem, w którym kryła się jej zwyczajowa wdzięczność. Nie zdawała sobie sprawy z ukrytego przekąsu w słowach Lyssy - raczej wzięła je za żart. Naiwnie zakładała, że Mulciber nie miałaby powodu jej dokuczać, a ich rozmowa była przecież zupełnie zwyczajna.
- Och, dziękuję - powiedziała miękko, odkorkowując fiolkę. Przez chwilę przyglądała się jej zawartości, jakby próbowała zgadnąć, czy smak będzie aż tak zły, jak się spodziewała. - Może faktycznie się przyda, nie pamiętam już, kiedy ostatni raz spałam porządnie. -
Przechyliła fiolkę i wypiła eliksir, próbując zapanować nad grymasem, który pojawił się na jej twarzy. Był gorzki, nieprzyjemny, ale nie powiedziała tego na głos - w końcu Lyssa też musiała przez to przechodzić. Odstawiła pustą fiolkę na stolik i spojrzała na Mulciber z nieco zawstydzonym uśmiechem.
- Trzymać za rączkę? Ale przecież ja się nie boję snu? - Zdziwiła się, nie rozumiejąc za bardzo skąd ta sugestia. - Przecież to ty miewasz te straszne koszmary, po których chcesz spać razem. Nie, żebym się naśmiewała, każdy się czegoś boi, ale jeśli chcesz, żebym znowu ci towarzyszyła, wystarczy poprosić - oznajmiła zupełnie szczerze i serdecznie, nie wiedząc, po co Mulciberówna próbuje owijać w bawełnę. Może wstydziła się tego, że jest taka duża, a czasem dalej boi się spać sama?
Scylla przyjęła fiolkę z lekkim uśmiechem, w którym kryła się jej zwyczajowa wdzięczność. Nie zdawała sobie sprawy z ukrytego przekąsu w słowach Lyssy - raczej wzięła je za żart. Naiwnie zakładała, że Mulciber nie miałaby powodu jej dokuczać, a ich rozmowa była przecież zupełnie zwyczajna.
- Och, dziękuję - powiedziała miękko, odkorkowując fiolkę. Przez chwilę przyglądała się jej zawartości, jakby próbowała zgadnąć, czy smak będzie aż tak zły, jak się spodziewała. - Może faktycznie się przyda, nie pamiętam już, kiedy ostatni raz spałam porządnie. -
Przechyliła fiolkę i wypiła eliksir, próbując zapanować nad grymasem, który pojawił się na jej twarzy. Był gorzki, nieprzyjemny, ale nie powiedziała tego na głos - w końcu Lyssa też musiała przez to przechodzić. Odstawiła pustą fiolkę na stolik i spojrzała na Mulciber z nieco zawstydzonym uśmiechem.
- Trzymać za rączkę? Ale przecież ja się nie boję snu? - Zdziwiła się, nie rozumiejąc za bardzo skąd ta sugestia. - Przecież to ty miewasz te straszne koszmary, po których chcesz spać razem. Nie, żebym się naśmiewała, każdy się czegoś boi, ale jeśli chcesz, żebym znowu ci towarzyszyła, wystarczy poprosić - oznajmiła zupełnie szczerze i serdecznie, nie wiedząc, po co Mulciberówna próbuje owijać w bawełnę. Może wstydziła się tego, że jest taka duża, a czasem dalej boi się spać sama?
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga