27.11.2024, 01:26 ✶
Pieprzony lekarz nie mógł oczywiście odpowiedzieć na pytanie, tylko dawać jej te swoje durne zadania, które nic...
wdech wdech wydech
nie dawały. Na chuj to wszystko było? Na chuj przyszła po kolejny eliksir, który sprawiał, że czuła sie tylko gorzej i gorzej, że koszmar zacisnął ręce na jej szyi i wleciał w jej usta lodem pokazując
– Serce tłukło mi się w piersi, a dłonie drżały, jakby ktoś podmienił je na jakieś cudze. Próbowałam sobie przypomnieć, jak to się zaczęło – byłam w lesie, słońce, cholerna cisza, która niby miała być kojąca, a teraz brzmiała jak pieprzona drwina. Wszystko takie spokojne, aż nagle... JEB! – krzyknęła wyrywając się Bertiemu. Jej włosy były w nieładzie, rozbiegane oczy błądziły po otoczeniu tak, jakby od nowa przeżywała swoją wizję. Swój koszmar. Swoje życie.
...Swoją śmierć.
– Od razu sięgnęłam po różdżkę. Tyle że jej nie było. Jebany las, bez jebanej różdżki, ja sama w środku jakiejś zasranej dziczy. Spojrzałam w bok – coś mnie tam pociągnęło, jakiś odgłos, jakby ktoś łamał suche gałęzie. A potem, no... Potem pojawiło się to ciało.
Kurwa mać, to ciało. Jak to w ogóle wytłumaczyć? To był jakiś starzec, tylko że nie. Skóra się marszczyła w ułamku sekundy, włosy siwiały i wypadały wszystko działo się tak szybko, że mózg nie nadążał. Ten gość... krzyczał coś. Bo obok niego była kobieta. To może to była ta Linda? – Złociste oczy zatrzymały się na poczciwej twarzy starego przyjaciela, zupełnie tak jakby on miał znać odpowiedź na jej pytanie. – Krzyczał do tej dziewczyny, do Lindy, żeby uciekała. Żeby, użyła zaklęcia. Ja też chciałam uciekać, ale nie mogłam, nie miałam różdżki i potem nagle zobaczyłam to kurwa coś. Jak śmierć, która wyssało życie z tego faceta, A potem przyszła po mnie i wszystko zalało pierdolone biało-niebieskie światło, ja... Ja nie chcę umierać. Nie tak.... – Palcami naciągała wilgotne od łez policzki, drżąc znów i kuląc się na ziemi.
wdech wdech wydech
nie dawały. Na chuj to wszystko było? Na chuj przyszła po kolejny eliksir, który sprawiał, że czuła sie tylko gorzej i gorzej, że koszmar zacisnął ręce na jej szyi i wleciał w jej usta lodem pokazując
– Serce tłukło mi się w piersi, a dłonie drżały, jakby ktoś podmienił je na jakieś cudze. Próbowałam sobie przypomnieć, jak to się zaczęło – byłam w lesie, słońce, cholerna cisza, która niby miała być kojąca, a teraz brzmiała jak pieprzona drwina. Wszystko takie spokojne, aż nagle... JEB! – krzyknęła wyrywając się Bertiemu. Jej włosy były w nieładzie, rozbiegane oczy błądziły po otoczeniu tak, jakby od nowa przeżywała swoją wizję. Swój koszmar. Swoje życie.
...Swoją śmierć.
– Od razu sięgnęłam po różdżkę. Tyle że jej nie było. Jebany las, bez jebanej różdżki, ja sama w środku jakiejś zasranej dziczy. Spojrzałam w bok – coś mnie tam pociągnęło, jakiś odgłos, jakby ktoś łamał suche gałęzie. A potem, no... Potem pojawiło się to ciało.
Kurwa mać, to ciało. Jak to w ogóle wytłumaczyć? To był jakiś starzec, tylko że nie. Skóra się marszczyła w ułamku sekundy, włosy siwiały i wypadały wszystko działo się tak szybko, że mózg nie nadążał. Ten gość... krzyczał coś. Bo obok niego była kobieta. To może to była ta Linda? – Złociste oczy zatrzymały się na poczciwej twarzy starego przyjaciela, zupełnie tak jakby on miał znać odpowiedź na jej pytanie. – Krzyczał do tej dziewczyny, do Lindy, żeby uciekała. Żeby, użyła zaklęcia. Ja też chciałam uciekać, ale nie mogłam, nie miałam różdżki i potem nagle zobaczyłam to kurwa coś. Jak śmierć, która wyssało życie z tego faceta, A potem przyszła po mnie i wszystko zalało pierdolone biało-niebieskie światło, ja... Ja nie chcę umierać. Nie tak.... – Palcami naciągała wilgotne od łez policzki, drżąc znów i kuląc się na ziemi.