Może nie powinni, ale się tutaj znaleźli. Podjęli tę decyzję, chociaż czy właściwie zrobili to świadomie, nie. Po prostu zachowali się jak zawsze. Zdarzało im się to przecież w przeszłości wiele razy, to był odruch, przyzwyczajenie, wystarczyło, że spletli w jaskini swoje dłonie, a to do nich wróciło. Tak po prostu, jakby nigdy sobie tego nie odebrali, jakby nic się nie zmieniło. Niewiele im było trzeba do tego, aby wrócić do dawnych przyzwyczajeń. Lizali już swoje rany, dawali sobie wszystko, czego potrzebowali. Musieli po prostu przeczekać ten kryzys, to minie, na pewno minie, była to tylko krótka chwila słabości. Nie, żeby ją kwestionowała, zasługiwali na to. Szkoda by było, żeby po tym wszystkim, co im się przytrafiło znaleźli się gdzieś zupełnie samotni. Zasługiwali na to, aby ktoś się nimi zaopiekował. Nie było przecież w tym nic złego. Minionej nocy wydarzyło się wiele złego, po raz kolejny poczuła, że mogłaby go stracić, tyle, że przecież już pozwoliła mu odejść. Bardzo sprzeczne myśli pojawiały się w jej głowie, nie potrafiła nad nimi zapanować. Nie miała pojęcia, czy to, co się między nimi dzieje było prawdziwe, czy postanowili zatracić się w kłamstwie. Właściwie, co jeśli odbierali to inaczej, każde na swój własny sposób? Kto okaże się w tym wszystkim przegranym? Nie chciała tego wiedzieć, jeszcze nie. Decyzja zapadła, pozostawało jedynie się do niej odnieść.
Nie chciała odrzucać jego bliskości, potrzebowała jej, mogłaby się w niego wtulać bez końca, utknąć tutaj, jakby to było jej osobiste piekło na ziemi, może bardziej czyściec? Coś przejściowego, co mogło zaskoczyć, bo przecież nie miała pojęcia, co się stanie kiedy opuszczą to miejsce, może wtedy trafi do piekła, czy właściwie nie tkwiła w nim przez ostatni rok? Zmuszona do tego, aby trzymać się od niego z daleka. Nie będzie gorzej, na pewno nie mogło być gorzej niż przez ten ostatni rok, kiedy usychała z tęsknoty i dążyła do tego, aby o nim zapomnień. Próbowała różnych metod, szukała dla niego zastępstwa, próbowała chociaż na chwilę zawalczyć z samotnością, wypełnić pustkę w sercu, która po nim zostawiła, nic jednak nie działało. Najwyraźniej miało tak pozostać, zabrał jej część siebie, której nigdy nie miała odzyskać. Cóż, nie miała mu nawet tego za złe, była mu wdzięczna za to, że pokazał jej, że miłość może być naprawdę piękna, że można kogoś pokochać bezgranicznie, tak jak nikogo innego, że istnieje takie silne uczucie, któremu nic nie może się równać. Gdyby nie on, to nie miałaby szansy tego poznać, jakże zdesperowana była, że nie miała do niego ani kropli żalu. Zaakceptowała decyzję którą podjął, zresztą nie pierwszy raz, był jedną z nielicznych osób, którym nie do końca potrafiła się postawić, ulegała mu, może nie zawsze, ale w momencie, w którym nie powinna tego robić odpuściła. Wystraszyła się tego, że faktycznie może jej nie chceć, że ma jej dość, że zrobiła coś nie tak. Opcji było wiele, chociaż starała mu się nie dawać powodów do zwątpienia. Nigdy nie brała pod uwagę tego, że zrobił to po to, aby żyło jej się lepiej, gdyby usłyszała coś takiego najpewniej powiedziałaby mu wprost, że ochujał, że nie będzie miała nic lepszego, niż to, co miał jej do zaoferowania. Zresztą było to widać po minionym roku, gdzie się właśnie znajdowała, jak sobie radziła sama, do jakich sytuacji doprowadzała. To nie było lepsze, nie, wręcz przeciwnie, nigdy jeszcze nie znajdowała się na samym dnie. Najwyraźniej miała tutaj pozostać, bo kto by ją stamtąd wyciągnał, kiedy jego nie było już obok? Zresztą nie mogła wymagać tego, że w ogóle będzie próbował, podjął decyzję, teraz sama była swoim problemem, może kiedyś, jakoś uda się jej ogarnąć, tyle, że nie do końca w to wierzyła, bo znała swoje możliwości, wiedziała, że zawsze może znaleźć się na jeszcze głębszym dnie, chociaż wydawałoby się, że nie było to możliwe. Prowadzała się źle, nawet młodszy brat zaczął jej zwracać uwagę, gdzie to ona powinna się o niego troszczyć, przestała się przejmować czyjąkolwiek opinią, wszystko przestawało mieć znaczenie. Nie sądziła, że kiedyś jej życie znowu nabierze kolorów, już nie, zaczynała przyzwyczajać się do szarości, która je wypełniła.
Tym razem nie wybierała zapomnienia, co robiła ostatnio dosyć często. Piła po to, żeby zapomnieć, ryzykowała, żeby zapomnieć, szukała chwilowych doznań po to, żeby zapomnieć. To, że znalazła się z nim w Piaskownicy miało zadziałać inaczej, miało przypomnieć jej o tym, jak wyglądało jej życie całkiem niedawno, przypomnieć o tym, że kiedyś była szczęśliwa, wcale nie tak dawno, przypomnieć o tym, co straciła? Może trochę gorzkie, ale mogło to spowodować, że się ogarnie, że dostrzeże, że jej życie zmierza w nieodpowiednim kierunku. Właściwie czuła, jakby się cofnęła o jakieś dziesięć lat, do początków swojego dorosłego życia. Nie miała żadnych planów na przyszłość, nic nie zakładała, nie wiedziała, co będzie robić jutro, a co dopiero za kilka lat. Żyła chwilą, bo tak było łatwiej, prościej, nic nie planować, bo przecież przyszłość nie była pewna. Nigdy nie można przewidzieć tego, co się wydarzy. Wybranie teraźniejszości było najbezpieczniejszą opcją, nie przynosiło rozczarowań. Kiedyś miała wiele planów, na wiele lat do przodu, nic z nich nie zostało, wszystko przepadło. Nie wierzyła, że może być inaczej. Skoro coś, co miało trwać wieczność się rozsypało, to zapewne stanie się tak samo ze wszystkim innym. Nie miała złudnych nadziei, już nie. Życie ją zweryfikowało, dosyć brutalnie i nie mogła nic z tym zrobić.
Zamierzała wykorzystać możliwość, którą dostali, może spowodowaną tylko przyzwyczajeniem, Morgana jedna wiedziała czym, ale nie chciała tego odrzucać. Nie kiedy mogła znowu wtulać się w jego ramiona, nie kiedy siedział na tej plaży tuż obok niej, jakby nadal należał do niej, jakby ciągle ich łączyło coś poza wspólną historią, chciała wierzyć w to, że pozostało między nimi coś więcej. Naprawdę, te gesty sugerowały, że mogło tak być, tylko nie do końca czuła pewność. Bała się odrzucenia, bała się zapytać, bo nie zniosłaby odrzucenia. Drugi raz by sobie z nim nie poradziła. Akurat tego była pewna. Trudno było się pogodzić z tym, że miłość twojego życia postanowiła zniknąć, spełnić największą obawę, odejść tak po prostu, zrezygnować z tego, co udało im się stworzyć przez lata. Lękała się tego, że może się to powtórzyć, a wtedy nie będzie już co zbierać. Milczenie było słuszne, milczenie nie powodowało niedopowiedzeń, bo przecież skoro nic nie mówili, to nie było czego sobie dopowiadać, czyż nie?
Nigdy nie chciała sobie układać życia z kimś innym, nigdy nawet nie pomyślałaby, że jest w stanie to zrobić. Istniała tylko jedna osoba u której boku kiedykolwiek potrafiła sobie siebie wyobrazić, jeden mężczyzna, który miał szansę ją przy sobie zatrzymać. Zresztą nie spodziewała się, aby ktokolwiek inny był sobie w stanie z nią poradzić, nie oszukujmy się, nie była łatwym człowiekiem, wręcz przeciwnie, wcale nie tak łatwo było trwać u jej boku. Ciągle pakowała się w jakieś kłopoty, nie radziła sobie z tym co działo się wokół niej, Roise potrafił ją oswoić, udało mu się to bez najmniejszego problemu. Zapewne przez to, że byli do siebie tacy podobni, łatwo przychodziło im rozumienie swoich potrzeb, potrafili dawać sobie przestrzeń, gdy było to potrzebne, nie sądziła, że kiedykolwiek udałoby się jej żyć w takiej symbiozie z kimś innym. To nie było możliwe.
Nie dało się walczyć z ciałami, które chciały się pożegnać, to nie miało najmniejszego sensu. W tym przypadku dusze musiały się pogodzić z tym, że kiedy stąd odejdą będą cierpieć. Znowu zostaną od siebie odizolowane, czasem jednak nie miało się wpływu na to, co się działo. Tak było i tym razem, nie myślała o konsekwencjach, to nie było istotne, szczególnie kiedy w końcu znowu mogła poczuć smak jego ust, może tym razem nieco inny, chociaż czy tak bardzo. Wiele razy w podobny sposób trafiali do tej łazienki, prosto z plaży, spaleni słońcem. To nie było nic nowego, często czuła smak soli na języku, piasek chyba we wszystkich możliwych miejscach na ciele, taki był urok mieszkania w tym miejscu. Dzisiaj jednak pożądanie nie było, aż takie nieokrzesane jak zawsze. Jej dłonie delikatnie przemierzały jego ciało, właściwie jakby dotykały je po raz pierwszy. Zależało jej na tym, aby to co się między nimi zadziało trwało jak najdłużej, nie chciała się spieszyć, to miało być coś zupełnie innego.
Dlatego też jej pocałunki były zupełnie inne od tych, którymi zazwyczaj go obdarzała. Zresztą czuła, że on również chciał teraz czegoś odmiennego od tego, co mieli wcześniej. Najwyraźniej po raz kolejny nie mieli problemu z tym, aby odczytać swoje zamiary, dostosować się do swoich potrzeb, tyle, że nadal nie miała pojęcia, czym było to, co sobie teraz dawali. Krótka chwila zapomnienia, pożegnanie, lizanie ran? Nie umiała się w tym odnaleźć, ale nie chciała przestawać, nie teraz.
Nigdy chyba nie było w nich tyle smutku, dwoje bardzo zagubionych ludzi, którzy pragnęli swojej bliskości nie zważając na to, że może złamać ich to jeszcze mocniej. Nie mogli oszukać przeznaczenia, ono i tak ich dosięgnęło, czy tego chcieli, czy nie. Pomimo tego, że ich drogi się rozeszły znowu sprowadziło ich do domu, gdzie po raz kolejny postanowili się w sobie zatracić, mimo tego, że przecież nie mieli już tego robić. To było jasne i klarowne, przecież próbowali sobie udowadniać, że to nie jest właściwe, ich ostatnie interakcje były raczej chłodne, tylko w takim razie co było ułudą, to co się działo między nimi teraz, czy to wszystko wcześniej? Odsłonili się przed sobą, przetrwali noc w jaskini, która przyniosła im zmęczenie, może dzięki temu stracili też siłę do walki z tym, co nadal istniało między nimi. Dali się ponieść, ten ostatni raz.
Spojrzał jej w oczy, kiedy oderwał głowę od jej podbrzusza, próbowała zrozumieć, co niesie jego spojrzenie, czy była jeszcze w stanie to zrobić, czy miała szansę odczytać jego myśli? Nie wiedziała, co siedzi w jego głowie, może to i lepiej. Mogła mieć złudną nadzieję, że znaczy to dla niego tyle, co dla niej. Uniósł ją nad ziemią, odruchowo ponownie zarzuciła mu ręce na szyję, nie chciała tego przerywać. Nie teraz, nie kiedy znowu mogli w sobie zatonąć. Skorzystać z tej chwili wyrwanej rzeczywistości.
Odwzajemniała jego każdy pocałunek, coraz bardziej łapczywie, coraz bardziej zatracała się w tym wszystkim. Nie dało się wygrać z pożądaniem, które nie gasło. Nie przy nim. Pewnie to miało się nigdy nie wydarzyć, zawsze będzie reagowała na jego obecność w ten sposób. Była tego świadoma, nie da się pozbyć takiego silnego przyciągania, nie da się z tym walczyć.
Poczuła chłód, kiedy jej plecy dotknęły tafli, woda która ciągle ich obmywała spowodowała, że bardzo szybko zniknął. Czuła, że jej serce przyspieszyło rytm, nie była w stanie nic z tym zrobić, jej ciało wciąż tak na niego reagowało.
Nie wydawało jej się, że mogli tego uniknąć, nie, kiedy tak bardzo pragnęli znowu się w sobie zatracić. Tonęli w tym wszystkim. Kiedy oderwał się od jej ust i spojrzał w jej oczy mógł zobaczyć w nich ten sam żar, który zazwyczaj się w nich pojawiał. Nie zamierzała teraz pozwolić im przestać, chciała tego samego co on. Ledwie kilka sekund później po prostu ponownie go pocałowała, teraz jeszcze bardziej zaborczo i łapczywie. Miał jej zgodę, zresztą nigdy nie musiał jej oczekiwać, przecież należała do niego. Zawsze, nic się pod tym względem nie zmieniło. Dobrze, aby zdał sobie z tego sprawę. Oplotła go mocniej swoimi nogami, cóż, był to moment, w którym faktycznie chciała, aby ich ciała i dusze znowu się połączyły, chociaż w tym ostanim pożegnaniu, które było nieuniknione, ale na nie zasługiwali.