• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[wiosna 1972] Ten kaktus ma kolce

[wiosna 1972] Ten kaktus ma kolce
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
27.11.2024, 19:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2026, 11:09 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VII

Sypialnia Brenny była dużym pomieszczeniem i jak w niemal całym domu stały tu meble doskonałej jakości i w świetnym stanie, ale wiekowe, służące rodzinie przez pokolenia, często odnawiane za pomocą magii. Rzeczy, które się tu znajdowały, całkiem nieźle oddawały charakter właścicielki – bo było tu dość kolorowo, nie brakowało zdjęć ani książek.
Duże, drewniane łóżko, zasłane kolorowym kocem, również drewniana szafa, zdobiona, zabytkowa skrzynia, do trzymania rzeczy, ale także mogąca służyć też za siedzisko. Wielki regał, zastawiony książkami i komiksami, i mugolskimi, i czarodziejskimi. Wygodny, ciemnoczerwony fotel pod otwartym oknem, biurko, jak zwykle zasłane papierami. Ze ściany nad nim ze zdjęć spoglądali przyjaciele i rodzina: było tam zdjęcie małej Brenny trzymającej za rękę małego Erika, zdjęcie rodzeństwa z dziadkiem i rodzicami, fotografia, na której Brenna, Erik i Mavelle, dorośli już, walczyli na śnieżki. Takie, na którym nastoletnia Brenna huśtała na huśtawce w sadzie Danielle, i takie, przedstawiające ją i jej kolegów oraz koleżanki z rocznika w szkole – wszystkich w mundurkach różnych Domów. Były na tych zdjęciach Nora, przemoczona Brenna z Mavel w kostiumie kąpielowym, a nawet Crawleyowie. Obok nich wisiały szkice, przedstawiające miecze i pozycje fechtunkowe.
W tej chwili wszyscy ze zdjęć spoglądali na Brennę, która usadowiła się przed biurkiem, a na papierach na blacie ustawiła lusterko.
Babcia mnie zabije, pomyślała Brenna, przeglądając się w lusterku.
Jej twarz wyglądała normalnie. Może była trochę blada i może sińce pod oczami były nieco wyraźniejsze niż parę miesięcy temu, ale w ostatnich tygodniach mieściło się to w ramach stabilnej normy. Nie zmieniła się też piżama – za te Brennie zwykle służyły stare bluzy albo koszulki, w których nie wypadało już chodzić na co dzień. Teraz też miała na sobie wyblakłą, czerwoną bluzę, powyciąganą w praniu na tyle, że zsuwała się z lewego ramienia, i ciemne spodnie od piżamy. Fryzura…
Tak.
Fryzura, zasadniczo, też była „zwykła”. Ciemne, krótkie włosy po nocy plątały się wokół twarzy. Jak zwykle.
Ale nie jak zwykle, wyrastał z nich dorodny kaktus. Zielony, pękaty, najeżony kolcami, dość ostrymi, o czym przekonała się, kiedy uniosła ku niemu odruchowo rękę, chcąc upewnić się, że nie jest to żadna halucynacja.
- Ciekawe – mruknęła do siebie Brenna, podpierając łokcie o blat, dłonie splatając i kładąc na nich podbródek. Kontemplowała swoje odbicie z uwagą większą niż przy tych okazjach, kiedy szykowała się na jakiś bal czy koncert, w którym ze względów rodzinnych albo towarzyskich wypadało wziąć udział. Kaktus był całkiem duży i na ile mogła to ocenić nie najlepsza w zielarstwie Brenna – zdrowy oraz ładniutki.
Przez moment zastanawiała się, jak do tego doszło, i brała nawet pod uwagę, że brat postanowił zrobić jej jakiś dowcip. Ale zaraz odrzuciła tę hipotezę, takie wygłupy nie były jednak w stylu Erika. Poza tym… tak. Przypomniała sobie rysunek kaktusa umieszczony na pojemniku szamponu, który kupiła i nieszczęśliwie – przetestowała przed pójściem spać.
– Hau – powiedział pies, który zeskoczył z łóżka i teraz stanął na dwóch łapach, przednie opierając na nodze Brenny. Wyprostowała się i pogłaskała Łatka odruchowo.
– Tak, pójdziemy na spacer, z tobą i twoimi braćmi, ale jak się tego pozbędę. Nie mogę wyjść z kaktusem na głowie do Doliny. Mugole mogliby się trochę zdziwić.
Reakcją czarodziejów specjalnie się nie przejmowała. Większość z nich zapewne uznałaby to za kolejny, dziwny wymysł Longbottomówny.
Rozległo się pukanie, a chwilę po nim drzwi lekko się uchyliły.
– Brenno, słyszę, że już wstałaś? Chciałabym, żebyś pomogła mi dzisiaj z… och.
Elise Potter zamarła, spoglądając na swoją jedyną córkę (a przynajmniej jedyną biologiczną córkę). Zamrugała, jakby nie była pewna, czy wierzyć własnym oczom. A potem obdarzyła Brennę surowym spojrzeniem.
– Brenno – powiedziała tonem, który sprawił, że Longbottomówna odruchowo wyprostowała się bardziej. – Dlaczego wyhodowałaś sobie na głowie kaktusa?
– To nie było specjalnie – zapewniła natychmiast Brenna.
– Gdzie byłaś i co robiłaś? – spytała Elise ostrym tonem.
Brenna dokonała szybkich kalkulacji, a potem westchnęła.
Mogłaby skłamać i powiedzieć na przykład, że zadawała się z podejrzanymi osobami na Nokturnie i oberwała klątwą. Wtedy konsekwencje byłyby zapewne mniejsze, ale gdyby matka poznała najstraszniejszą prawdę… to już pewnie nigdy córce by nie wybaczyła.
– Kupiłam nowy szampon w sklepie z naturalnymi kosmetykami.
Brwi Elise powędrowały do góry.
Tak, w tym domu to była zbrodnia.
Wszak Elise była nieodrodną córką Potterów i w ich szafkach łazienkowych pełno było kosmetyków Potterowskich. Szampon Ulizanna, kremy do twarzy, całe mnóstwo perfum, luksusowe mydełka – to wszystko pochodziło ze sklepów należących do krewnych. A oto Brenna złamała tę świętą tradycją, bo zajrzawszy do innego sklepu, nie tylko coś kupiła, ale jeszcze tego użyła!
– Cóż, jak widzę, masz nauczkę za sięganie po niesprawdzone kosmetyki – oświadczyła Elise z odrobiną potępienia. Ale reakcja była i tak dużo łagodniejsze niż Brenna się obawiała. – Powinniście zrobić kontrolę w tym sklepie. Jestem pewna, że sprzedawanie ludziom kosmetyków, od których rosną kaktusy na głowach, jest nielegalne.
– Jeżeli zrobię im kontrolę, zaraz zostanę oskarżona o kolesiostwo.
– Możesz zawsze pójść tam z tym kaktusem na głowie. Na pewno nikt nie pomyśli, że robisz to z moich podszeptów – powiedziała Elise i Brenna mogłaby przysiąc, że chociaż matka próbowała zachować powagę, kącik ust drgnął jej lekko. I Brenna nie wytrzymała, parsknęła śmiechem – na co doczekała się szturchnięcia psiego łba.
– Jesteś pewna, że chcesz, żebym paradowała po Pokątnej z kaktusem na głowie? Normalnie nawet nie miałabym nic przeciwko, ale nie chcę, żeby do prasy trafiły jakieś moje zdjęcia, to zły moment na zdobywanie sławy – stwierdziła z rozbawieniem, odruchowo głaskając psa. – Ten cholerny szampon miał pachnieć kaktusowo. Nie wiem, czemu w ogóle wzięłam szampon kaktusowy. Prawie zawsze biorę ten wiśniowy.
– Cóż, od naszych szamponów na twojej głowie przynajmniej nie wyrosną wiśnie – stwierdziła Elise uprzejmie, po czym weszła do środka i stanęła za swoją córką. – Nie ruszaj się.
– Nie wyrasta z mojej głowy, prawda? Proszę, nie mów, że wyrasta z mojej głowy, a korzenie zaraz opanują mój mózg.
– Ktoś mógłby zastanowić się, czy nie wyszłoby ci to na dobre – powiedziała pani Longbottom cierpkim głosem. – Ale nie, korzenie zaplątały się w twoje włosy.
– Och – westchnęła Brenna. Jej włosy wprawdzie były krótkie, ale za to gęste i bardzo nieposłuszne. To było prawie równie złe, jak gdyby korzenie sięgały tego mózgu. – Czyli przesiedzimy tu jakieś trzy godziny? To może ja wezmę akta do przejrzenia… – zaproponowała żałosnym tonem. Matka klepnęła ją lekko w ramię.
– Nie ma mowy. Wyprostuj się. Siedź grzecznie, bo cię sparaliżuję. I nie chcę słychać żadnych narzekań. Gdybyś poszła do sklepu babci albo kuzynki, na pewno nic takiego by się nie stało.
– Obiecuję solennie być od dziś najwierniejszą klientką Potterów.
– Lepiej, żeby tak było – stwierdziła Elise tonem na tyle złowieszczym, jakby planowała uśmiercić swoją jedyną córkę, gdyby ta nie dotrzymała solennego przyrzeczenia. A potem wyciągnęła różdżkę i zaczęła bardzo ostrożnie wyplątywać z włosów córki korzenie kaktusa. Brenna ze wszystkich sił starała się siedzieć w bezruchu, nie narzekać, chociaż raz czy dwa syknęła, kiedy matka mocniej pociągnęła za kosmyk włosów. W końcu kaktus został przelewitowany na blat biurka, a Brenna roztarła nieco obolałą skórę głowy.
– Nie mów babci – poprosiła Brenna.
– Byłaby obrażona do śmierci.
– Chyba mojej śmierci, czyli bardzo krótko, bo osobiście by mnie udusiła – stwierdziła Brenna z pewnym rozbawieniem. Babcia bardzo poważnie podchodziła do lojalności wobec rodziny, a przede wszystkim: jej produktów. Mogłaby wybaczyć wnuczce wiele, ale sięgnięcie po szampon jakiejś obcej „marnej” marki? Och, to już wywołałoby wielki wybuch złości… – Dziękuję.
– Chcesz go zachować?
– Kaktus? Na przypomnienie tej przygody? Chyba podziękuję. Wolę jednak zwykłe kwiaty doniczkowe – parsknęła Brenna, spoglądając na kaktusa. Jeżeli miała ochotę udekorować pokój kwiatami, zwykle wybierała jednoroczne doniczkowe albo rwała w ogrodzie jaśmin czy bez. Kaktus zdawał się jej po prostu… niezbyt dobrą ozdobą wnętrza. Jakoś do niej nie pasował.
– W takim razie zabieram go. Oraz ten szampon. Chętnie zbadam, co takiego wymyślili – stwierdziła Elise, a sposób w jaki zmrużyła oczy, sugerował Brennie, że mama już kombinuje, w jaki sposób zaszkodzić konkurencji. Na ich miejscu… zaczęłaby się bać. – Gdzie go trzymasz?
– Zostawiłam go w ła…
– ELISE!!!
Krzyk Jeremiaha Longbottoma dochodził, a jakże by inaczej… z łazienki. Obie kobiety popatrzyły po sobie, a potem Elise ruszyła do drzwi. Córka deptała jej po piętach. Wyszły na korytarz w samą porę, aby zobaczyć Detektywa Brygady, owiniętego ręcznikiem.
Z jego głowy wyrastał kaktus, całkiem podobny do tego, którego niedawno pozbyła się Brenną.
Nie będę się śmiać, obiecała sobie, przyciskając dłoń do ust, by nie wyrwał się z nich zdradziecki chichot. W końcu dopiero co sama była w podobnej sytuacji, a poza tym to była tak jakby jej wina, prawda…?
– Co to za szampon? Czy to jakiś prezent od twojej matki?!! – Jeremiah wyciągnął ku nim buteleczkę, na której wymalowano kaktus i Brennie nagle odechciało się śmiać.
– Ja właściwie, to muszę się zbierać.
– W pracy powinnaś być za prawie trzy godziny – przypomniała jej Elise słodkim tonem.
– Ale teraz jest bardzo dużo zajęć! I muszę jeszcze wyprowadzić psy! A straciłam pół godziny na tego kaktus… zresztą, nieważne. Nie martw się tato, to da się odczepić! Łatek, Gałgan, Ponurak! Chodźcie, idziemy na spacer! – zawołała Brenna, ruszając do schodów. Kompletnie nie przejmując się tym, że wciąż była w tym samym ubraniu, w którym spała. W tej chwili uznała, że w jej najlepszym interesie jest znalezienie się jak najdalej od ojca…

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1560)




Wiadomości w tym wątku
[wiosna 1972] Ten kaktus ma kolce - przez Brenna Longbottom - 27.11.2024, 19:23

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa