28.11.2024, 12:39 ✶
Mogłaby zwalić na bezsenność, ale tak na prawdę chciała dokończyć robotę. To było hipnotyzujące - nakładanie kolejnych warstw nieboskłonu, który miał strzec mieszkańców i gości Księżycowego Stawu. Dawać im nadzieję. Dawać inspirację. A jej wiarę w to, że jest w stanie zrobić coś od początku do końca.
Obiecała sobie, że absolutnie nic tej nocy nie odciągnie jej od pracy, zaopatrzona w ciepłą kawę i norowe ciastka, z zaskakująca precyzją nanosiła gwiazdę za gwiazdą na tym nocnym niebie. Obiecała sobie, ale wtedy ktoś postanowił się wydrzeć, wbijając do środka z impetem i jej imieniem na ustach.
Przejęła się, bo Thomas zdawał się być przerażony. Nie - nie zdawał się, on był przerażony, i jeszcze ten śmiech, te przechodzące przez półnagie ciało dreszcze... Znowu coś ćpał?
Szybki ogląd na jego stan sugerował, że tym razem to jego zeżarła ziemia, ciekawe, czy tak właśnie wyglądała tuż przed teleportacją z Windermere. Nie przeszkadzał jej syf za bardzo, zdarzały jej się takie dni, że w alkoholowym ciągu nie zdejmowała z siebie ubrań przez całe bite dwa tygodnie urlopu, ale smród który wżarł się w jego cichy był dziwnie gryzący i mdlący.
Szarpał nią jak szmacianą lalką, porywając w ramiona, wykorzystując, że jest skołowana i, no też trzeba było to przyznać, zmartwiona tym co się z nim działo. A potem nagle zagarnął ją do siebie samolubnym gestem, zerwał jak brzoskwinie z gałęzi i zamiast się wgryźć szukając słodkiego soku, był roztrzęsioną galaretą przykładającą wargi do ciepłej skórki skrywającej lepki miąższ.
Kiedy wytrzeźwieje będzie tego żałować. Oboje będziemy.
– Ja pierdole ale jebie od Ciebie siarką, – odchyliła głowę nim zdążył pogłębić pocałunek i podjęła próbę wyswobodzenia się z uścisku. Może gdyby zrobił to przed Beltane, może gdyby spotkali się na jednej z dyskotek, gdy nie mogła znieść myśli o głowie Alastora między jasnymi udami swojej przyjaciółki. Może już dawno by się przespali ze sobą, zdążyli pokłócić, zerwać i teraz udawać, że nic się nie stało. – i kto Ci ukradł koszulę? – parsknęła nerwowym śmiechem, ciało do ciała, mogłaby dać się porwać w tango, dać się zerżnąć tu, pod niedokończoną nocną mapą nieba, byle tylko poczuć, że ktokolwiek chce te kości obciągnięte bladą skórą. – Wyglądasz, jakbyś wyszedł prosto z piekła. Przyznaj się co brałeś i z kim, a potem dostań ode mnie zakaz spotykania się z tymi ludźmi znowu. – To byłoby takie miłe, na moment poczuć się chcianą i kochaną, na moment zapomnieć o tym, że nikt nie jest w stanie wytrzymać z nią na dłuższą metę. Że ona nie jest z nikim w stanie wytrzymać. Sapnęła sfrustrowana, na własne myśli i fantazje, które dalece odbiegały od jakiejkolwiek romantycznej myśli.
– Idź się ogarnij, zaparzę Ci jakąś herbatę czy coś – mruknęła pod nosem, odwracając się z zamiarem taktycznego odwrotu do kuchni.
Obiecała sobie, że absolutnie nic tej nocy nie odciągnie jej od pracy, zaopatrzona w ciepłą kawę i norowe ciastka, z zaskakująca precyzją nanosiła gwiazdę za gwiazdą na tym nocnym niebie. Obiecała sobie, ale wtedy ktoś postanowił się wydrzeć, wbijając do środka z impetem i jej imieniem na ustach.
Przejęła się, bo Thomas zdawał się być przerażony. Nie - nie zdawał się, on był przerażony, i jeszcze ten śmiech, te przechodzące przez półnagie ciało dreszcze... Znowu coś ćpał?
Szybki ogląd na jego stan sugerował, że tym razem to jego zeżarła ziemia, ciekawe, czy tak właśnie wyglądała tuż przed teleportacją z Windermere. Nie przeszkadzał jej syf za bardzo, zdarzały jej się takie dni, że w alkoholowym ciągu nie zdejmowała z siebie ubrań przez całe bite dwa tygodnie urlopu, ale smród który wżarł się w jego cichy był dziwnie gryzący i mdlący.
Szarpał nią jak szmacianą lalką, porywając w ramiona, wykorzystując, że jest skołowana i, no też trzeba było to przyznać, zmartwiona tym co się z nim działo. A potem nagle zagarnął ją do siebie samolubnym gestem, zerwał jak brzoskwinie z gałęzi i zamiast się wgryźć szukając słodkiego soku, był roztrzęsioną galaretą przykładającą wargi do ciepłej skórki skrywającej lepki miąższ.
Kiedy wytrzeźwieje będzie tego żałować. Oboje będziemy.
– Ja pierdole ale jebie od Ciebie siarką, – odchyliła głowę nim zdążył pogłębić pocałunek i podjęła próbę wyswobodzenia się z uścisku. Może gdyby zrobił to przed Beltane, może gdyby spotkali się na jednej z dyskotek, gdy nie mogła znieść myśli o głowie Alastora między jasnymi udami swojej przyjaciółki. Może już dawno by się przespali ze sobą, zdążyli pokłócić, zerwać i teraz udawać, że nic się nie stało. – i kto Ci ukradł koszulę? – parsknęła nerwowym śmiechem, ciało do ciała, mogłaby dać się porwać w tango, dać się zerżnąć tu, pod niedokończoną nocną mapą nieba, byle tylko poczuć, że ktokolwiek chce te kości obciągnięte bladą skórą. – Wyglądasz, jakbyś wyszedł prosto z piekła. Przyznaj się co brałeś i z kim, a potem dostań ode mnie zakaz spotykania się z tymi ludźmi znowu. – To byłoby takie miłe, na moment poczuć się chcianą i kochaną, na moment zapomnieć o tym, że nikt nie jest w stanie wytrzymać z nią na dłuższą metę. Że ona nie jest z nikim w stanie wytrzymać. Sapnęła sfrustrowana, na własne myśli i fantazje, które dalece odbiegały od jakiejkolwiek romantycznej myśli.
– Idź się ogarnij, zaparzę Ci jakąś herbatę czy coś – mruknęła pod nosem, odwracając się z zamiarem taktycznego odwrotu do kuchni.