28.11.2024, 15:17 ✶
Absolutnie nie wiedział, jak wygląda z boku, ale nawet gdyby wiedział, strach pchał go tutaj bardziej niż gdziekolwiek indziej, widząc ją całą i zdrową poczuł ulgę, ale to nie minęło, niczym przerażony królik w pętli myśliwego czuł jak serce bije mu oszalałe. Potrzeba czucia jej blisko siebie była potężniejsza nić cokolwiek innego.
I choć obecność Millie działała na niego kojąco, niczym delikatna bryza, jak soczysty owoc niosący ukojenie w ciepły dzień. To nie potrafił uspokoić się od razu. Jeszcze nigdy nie bał się tak bardzo, że mógł kogoś stracić
Zastygł w bezruchu, zdając sobie wreszcie sprawę z tego co zrobił, dając się ponieść chwili, ale był tak szczęśliwy, że nic jej nie jest. Nie miała problemu wyswobodzić się z jego uścisku, jak bardzo nie chciał jej trzymać w swoim uścisku nie był w tym zaborczy, a może powinien? Może wtedy by mógł jej przekazać jak bardzo mu na niej zależy.
Z piekła do piekła, co. Umiesz wszystko zniszczyć, nie potrafiłeś poczekać, nie?
Zignorował głos w swojej głowie i zamarł nie wiedząc jak powiedzieć to co chciał jej przekazać. Bo jak miał ubrać w słowa to uczucie, wszystkie słowa świata nie wydawały mu się odpowiednio dobre, aby to wyrazić - czy wystarczy powiedzieć te dwa słowa. Czy był gotów aż tak zaryzykować to co mieli? Nie może trzymać języka za zębami? Jak miał jej powiedzieć, że jest to coś więcej niż czuł kiedykolwiek wcześniej, że jest wszystkim czego pragnął, ale nigdy nie sądził, że znajdzie, a wszystkie wydarzenia były warte czekania. Przez te wszystkie lata, żyjąc z pustym sercem, teraz wreszcie znalazł tą jedyną. Czy był gotów to wszystko zaryzykować? Podjąć jedną szaleńczą próbę, biec po grani nad przepaścią, bez wahania otworzyć się przed nią. Wtedy to "uratowała" go odzywając się. Nie był karmiony miłością ze srebrnej łyżki, więc nauczył się ją zlizywać z ostrza noża.
Czy faktycznie jebał siarką? Możliwe, sam tego nie czuł, cały czas wpatrywał się w nią z mięknącym wzrokiem, gdzie ból i strach zastępowany był przez wyraz uwielbienia. Zerknął w dół teraz zdając sobie sprawę, że faktycznie tam w jaskini poświęcił koszulę, żeby odzyskać różdżkę i nie dbał o to żeby się ubrać, nawet jeśli by miał w co. Stał przed nią nagi od pasa w górę, brudny, unoszący wokół siebie swąd siarki, jakby faktycznie wyszedł z piekielnych czeluści. Poniekąd tak się czuł. Mogła dostrzec, że nie wyglądał imponująco, chudy, bez zarysowanych mięśni, wyglądał dość pospolicie, oprócz wielkiej blizny na lewym boku i ciemnej plamy na lewym nadgarstku, tatuażu przedstawiającego czarnego kota.
- Demon. Byłem w leżu demona. Gdzieś tam zgubiłem koszule - wyrzucił z siebie i zaniósł się krótkim kaszlem. - To prawie jak w piekle - drgnął na wspomnienie tego co się tam wydarzyło, obraz umierającej Millie stanął mu znowu przed oczami, że poczuł jak serce szarpie go za krtań.
- Nic nie brałem, chociaż wdychanie oparów z palonego ciała demona można wziąć za ćpanie... Kretyni z nich - ostatnie słowa dodał już pod nosem. Nie wiedział już sam, martwiła się o niego? Chciała dbać zabraniając spotykać się z ludźmi przez których tak skończył? Nie mógł odczytać z niej tego, nigdy nie był dobry w odczytywaniu intencji ludzi. Ale tego chciał, kochać i być kochanym, zapomnieć o tym jak bardzo jest w rozsypce, bo przy niej czuł się mniej rozsypany, jakby wszystko znajdowało swoje miejsce.
Chociaż przyszedł tu z misja upewnienia się, że nic jej nie jest i otworzenia przed nią swojego serca. To nagle zabrakło mu odwagi, chyba już prostsze byłoby walczenie samodzielnie z doppelgangerem. Nie chciał żeby odchodziła, żeby udała się do kuchni, zostawiając go samego.
No nie lękaj się, przecież znasz smak cierpienia, ale odrzucenie miłości to coś nowego. Dalej tragiczny chłopcze!
Zagryzł wargi wiedząc, że może to wszystko byłoby prostsze gdyby nie to, że był tak popieprzony, gdyby ta fasada wesołka, który nie przejmuje się niczym i tylko dba o dobry powód do śmiechu była prawdziwa. Wiedział, że mogła być dla niego kwiatem, ale też i ulewą, pięknem dnia, ale też i nocą pełną bólu. Wszystkie słowa, jakie mu teraz przychodziły do głowy wydawały się zbyt trywialne i nie mogące unieść wagi tego co czuje. Jak zwykle uciekając do ciszy jako swojej wybawicielki, tylko tym razem chciał powiedzieć o uczuciach.
- Nie - powiedział natychmiast, gdy zasugerowała, aby się rozdzielili. - Nigdzie nie idź... Zostań przy mnie - powiedział błagalnie spuszczając wzrok. Chciał z nią spędzać czas, nie tylko teraz - i jak zwykle tego pragnął, tak w tej chwil tego potrzebował. W panicznym geście próbując pochwycić ją za rękę, aby faktycznie została.
I choć obecność Millie działała na niego kojąco, niczym delikatna bryza, jak soczysty owoc niosący ukojenie w ciepły dzień. To nie potrafił uspokoić się od razu. Jeszcze nigdy nie bał się tak bardzo, że mógł kogoś stracić
Zastygł w bezruchu, zdając sobie wreszcie sprawę z tego co zrobił, dając się ponieść chwili, ale był tak szczęśliwy, że nic jej nie jest. Nie miała problemu wyswobodzić się z jego uścisku, jak bardzo nie chciał jej trzymać w swoim uścisku nie był w tym zaborczy, a może powinien? Może wtedy by mógł jej przekazać jak bardzo mu na niej zależy.
Z piekła do piekła, co. Umiesz wszystko zniszczyć, nie potrafiłeś poczekać, nie?
Zignorował głos w swojej głowie i zamarł nie wiedząc jak powiedzieć to co chciał jej przekazać. Bo jak miał ubrać w słowa to uczucie, wszystkie słowa świata nie wydawały mu się odpowiednio dobre, aby to wyrazić - czy wystarczy powiedzieć te dwa słowa. Czy był gotów aż tak zaryzykować to co mieli? Nie może trzymać języka za zębami? Jak miał jej powiedzieć, że jest to coś więcej niż czuł kiedykolwiek wcześniej, że jest wszystkim czego pragnął, ale nigdy nie sądził, że znajdzie, a wszystkie wydarzenia były warte czekania. Przez te wszystkie lata, żyjąc z pustym sercem, teraz wreszcie znalazł tą jedyną. Czy był gotów to wszystko zaryzykować? Podjąć jedną szaleńczą próbę, biec po grani nad przepaścią, bez wahania otworzyć się przed nią. Wtedy to "uratowała" go odzywając się. Nie był karmiony miłością ze srebrnej łyżki, więc nauczył się ją zlizywać z ostrza noża.
Czy faktycznie jebał siarką? Możliwe, sam tego nie czuł, cały czas wpatrywał się w nią z mięknącym wzrokiem, gdzie ból i strach zastępowany był przez wyraz uwielbienia. Zerknął w dół teraz zdając sobie sprawę, że faktycznie tam w jaskini poświęcił koszulę, żeby odzyskać różdżkę i nie dbał o to żeby się ubrać, nawet jeśli by miał w co. Stał przed nią nagi od pasa w górę, brudny, unoszący wokół siebie swąd siarki, jakby faktycznie wyszedł z piekielnych czeluści. Poniekąd tak się czuł. Mogła dostrzec, że nie wyglądał imponująco, chudy, bez zarysowanych mięśni, wyglądał dość pospolicie, oprócz wielkiej blizny na lewym boku i ciemnej plamy na lewym nadgarstku, tatuażu przedstawiającego czarnego kota.
- Demon. Byłem w leżu demona. Gdzieś tam zgubiłem koszule - wyrzucił z siebie i zaniósł się krótkim kaszlem. - To prawie jak w piekle - drgnął na wspomnienie tego co się tam wydarzyło, obraz umierającej Millie stanął mu znowu przed oczami, że poczuł jak serce szarpie go za krtań.
- Nic nie brałem, chociaż wdychanie oparów z palonego ciała demona można wziąć za ćpanie... Kretyni z nich - ostatnie słowa dodał już pod nosem. Nie wiedział już sam, martwiła się o niego? Chciała dbać zabraniając spotykać się z ludźmi przez których tak skończył? Nie mógł odczytać z niej tego, nigdy nie był dobry w odczytywaniu intencji ludzi. Ale tego chciał, kochać i być kochanym, zapomnieć o tym jak bardzo jest w rozsypce, bo przy niej czuł się mniej rozsypany, jakby wszystko znajdowało swoje miejsce.
Chociaż przyszedł tu z misja upewnienia się, że nic jej nie jest i otworzenia przed nią swojego serca. To nagle zabrakło mu odwagi, chyba już prostsze byłoby walczenie samodzielnie z doppelgangerem. Nie chciał żeby odchodziła, żeby udała się do kuchni, zostawiając go samego.
No nie lękaj się, przecież znasz smak cierpienia, ale odrzucenie miłości to coś nowego. Dalej tragiczny chłopcze!
Zagryzł wargi wiedząc, że może to wszystko byłoby prostsze gdyby nie to, że był tak popieprzony, gdyby ta fasada wesołka, który nie przejmuje się niczym i tylko dba o dobry powód do śmiechu była prawdziwa. Wiedział, że mogła być dla niego kwiatem, ale też i ulewą, pięknem dnia, ale też i nocą pełną bólu. Wszystkie słowa, jakie mu teraz przychodziły do głowy wydawały się zbyt trywialne i nie mogące unieść wagi tego co czuje. Jak zwykle uciekając do ciszy jako swojej wybawicielki, tylko tym razem chciał powiedzieć o uczuciach.
- Nie - powiedział natychmiast, gdy zasugerowała, aby się rozdzielili. - Nigdzie nie idź... Zostań przy mnie - powiedział błagalnie spuszczając wzrok. Chciał z nią spędzać czas, nie tylko teraz - i jak zwykle tego pragnął, tak w tej chwil tego potrzebował. W panicznym geście próbując pochwycić ją za rękę, aby faktycznie została.