Miała więcej szczęścia, niż rozumu, co było całkiem dziwne - nie zdarzało jej się to bowiem często, ale jakimś cudem udało jej się postawić magiczną barierę, która ochroniła ich przed zirytowaną mandragorą. Cóż, upadek sam w sobie był dosyć bolesny, więc może to i dobrze, że uniknęli gniewu rośliny.
Miała jedynie nadzieję, że Ambroise jakimś cudem uniknie petryfikacji, bo te cholerne nauszniki mu się zsunęły z uszu, cóż, trudno byłoby go stąd wywlec, gdyby padł na ziemię jak kłoda.
Jako, że za bardzo nie miała, jak działać, no bo była za swoją drugą częścią tandemu, to dostosowała się do tego, co działo się obok. Nie miała z tym problemu, mogła się usunąć, nie próbować walczyć z krzakiem, skupić się na tym, żeby się przed nim schować. To właśnie zamierzała zrobić, chociaż nie do końca wierzyła, że drewaniany stół będzie sobie w stanie poradzić z jej mackami - ale nie miała za bardzo innych opcji, więc cóż, postanowiła skorzystać z tej jednej, która wydawała jej się być najsłuszniejsza.
Przesuwała się więc do tyłu, aby wcisnąć się jak najbardziej pod ten kawałek stołu, tak, żeby zrobić jeszcze miejsce dla Ambroisa, chociaż wiedziała, że nie ma szans, że zmieszczą się tam razem, bo może i ona była malutka i drobniutka, ale on był zdecydowanie jej przeciwieństwem.
Próbuję przesunąć się pod stół, przy pomocy aktywności fizycznej ○○○○○, do tego mam zawady, które mogą mi w tym przeszkodzić - niezdarny, oraz pechowiec.
Sukces!
Akcja nieudana