28.11.2024, 22:04 ✶
Więź, która powstała między nim i Rodolphusem, wiele dla Charlesa znaczyła. Nie chodziło tylko o cielesny akt tejże współpracy, bo choć przyjemny, był tylko miłym dodatkiem do wszystkiego, co Rolph mu dawał. W takiej sytuacji, Charles chciał zrobić wszystko, by odwdzięczyć się przyjacielowi. Nawet przez moment nie pomyślał, że to on mógłby być wykorzystywany.
Pouczony, pokiwał głową. Choć Rodolphus był niemal w tym samym wieku, był o wiele bardziej doświadczony, o wiele bardziej dojrzały.
- Nauczysz mnie? - Zapytał naiwnie Charlie, ale w jego głosie przebrzmiewała tylko nadzieja i determinacja. Może zmieniłby zdanie, gdyby wiedział, czego dopuścił się Rolph. W Lestrange'u był mrok, lecz nie ten, którzy odrzucał. Dla Mulcibera był to mrok kuszący, jak ciemne zaułki na Nokturnie, takie, które pozwolą schować się i uciec przed odpowiedzialnością za swoje czyny. Był to mrok, w którym bez strachu szeptano o sprawach, które publika uznawałaby za przestępstwa, choćby działania były jedynymi słusznymi.
Dłoń Charlesa uciekła tuż po tym, jak musnęły ją usta Rodolphusa. Znalazła drogę do policzka drugiego mężczyzny, przesunęła się nieco niżej, ku jego podbródkowi.
- O wiele dalej? - Zapytał, nie do końca pojmując, o czym Rolph mówi. Czy Ministerstwo nie było postawą wszystkiego? Nie zamierzał jednak kwestionować jego słó. - Ja... zrobię wiele, żeby zaprowadzić ład. Wszystko. - Poprawił się z pewnym wahaniem. - Ile jestem w stanie.
Co naprawdę mógł zrobić? Sam nie wiedział, nawet jeśli Rolph po kolei zaczął wymieniać jego talenty. Kiwał głową, zgadzając się z każdym punktem. Świece, zielarstwo, eliksiry, kontakty i szkolenia. To wszystko mógł zapewnić.
- Nie mam swojego miejsca w Anglii. - Zgodził się. Nigdy nie poczuł się "u siebie" w kamienicy wuja, również w obecnym mieszkaniu był przecież "u Rolpha". Czas nadszedł, by uwić swoje własne gniazdko, choć w bardziej metaforycznym sensie. - Chcę... Rolph, chcę, żeby tak było. Jeśli nie dla mnie, to dla naszych dzieci. - Podkreślił. Oczyszczanie świata ze szlam może trwać, zaś przyszłe pokolenie mogło zobaczyć świat piękniejszym, niż widzieli go oni. - Niewiele wiem o tym, co się dzieje, co się działo. Opowiedz mi.
Pouczony, pokiwał głową. Choć Rodolphus był niemal w tym samym wieku, był o wiele bardziej doświadczony, o wiele bardziej dojrzały.
- Nauczysz mnie? - Zapytał naiwnie Charlie, ale w jego głosie przebrzmiewała tylko nadzieja i determinacja. Może zmieniłby zdanie, gdyby wiedział, czego dopuścił się Rolph. W Lestrange'u był mrok, lecz nie ten, którzy odrzucał. Dla Mulcibera był to mrok kuszący, jak ciemne zaułki na Nokturnie, takie, które pozwolą schować się i uciec przed odpowiedzialnością za swoje czyny. Był to mrok, w którym bez strachu szeptano o sprawach, które publika uznawałaby za przestępstwa, choćby działania były jedynymi słusznymi.
Dłoń Charlesa uciekła tuż po tym, jak musnęły ją usta Rodolphusa. Znalazła drogę do policzka drugiego mężczyzny, przesunęła się nieco niżej, ku jego podbródkowi.
- O wiele dalej? - Zapytał, nie do końca pojmując, o czym Rolph mówi. Czy Ministerstwo nie było postawą wszystkiego? Nie zamierzał jednak kwestionować jego słó. - Ja... zrobię wiele, żeby zaprowadzić ład. Wszystko. - Poprawił się z pewnym wahaniem. - Ile jestem w stanie.
Co naprawdę mógł zrobić? Sam nie wiedział, nawet jeśli Rolph po kolei zaczął wymieniać jego talenty. Kiwał głową, zgadzając się z każdym punktem. Świece, zielarstwo, eliksiry, kontakty i szkolenia. To wszystko mógł zapewnić.
- Nie mam swojego miejsca w Anglii. - Zgodził się. Nigdy nie poczuł się "u siebie" w kamienicy wuja, również w obecnym mieszkaniu był przecież "u Rolpha". Czas nadszedł, by uwić swoje własne gniazdko, choć w bardziej metaforycznym sensie. - Chcę... Rolph, chcę, żeby tak było. Jeśli nie dla mnie, to dla naszych dzieci. - Podkreślił. Oczyszczanie świata ze szlam może trwać, zaś przyszłe pokolenie mogło zobaczyć świat piękniejszym, niż widzieli go oni. - Niewiele wiem o tym, co się dzieje, co się działo. Opowiedz mi.