30.11.2024, 01:57 ✶
Scylla, która do tej pory słuchała Electry z pozornym spokojem, zmrużyła lekko oczy, gdy Prewettówna wspomniała o możliwości teleportacji do Londynu. Słowa dziewczyny odbiły się echem w jej myślach, jakby były czymś więcej niż zwykłą propozycją. Los chciał, żebym cię teraz znalazła. Czy rzeczywiście mogło tak być? Czy świat, który wydawał się pełen chaosu i przypadkowości, mógł mieć ukryty porządek?
- Może rzeczywiście jest w tym jakiś sens - mruknęła, z nutą sceptycyzmu w głosie. - Ale jeśli to los, to ma dość… dziwaczne poczucie humoru. - Uśmiechnęła się krzywo, choć było w tym więcej goryczy niż faktycznej wesołości. Nie była typem osoby, która wierzyłaby, że cokolwiek dzieje się dla jej dobra. Los, jakikolwiek by nie był, miał wobec niej inne plany.
Wyciągnięta ręka Electry wydawała się nieco zawieszona w powietrzu, czekając na odpowiedź. Scylla spojrzała na nią, jakby zastanawiając się, czy przyjęcie tej drobnej oferty pomocy nie będzie kolejnym dowodem na to, jak bardzo różnią się ich światy. Electra była jak światło w tej całej szarości - żywa, otwarta, pełna energii. A Scylla? Jak cień, zawsze tuż obok, ale nigdy w centrum.
- Wiesz… - zaczęła powoli, ważąc każde słowo. - Może i masz rację. Może to nie przypadek, że się spotkałyśmy. Ale wątpię, żebyś naprawdę chciała poznać ciężar, który niosę. - Uniosła dłoń, jakby w geście odrzucenia, ale bardziej przypominało to ochronny mur.
Na chwilę zapadła cisza. Wiatr szumiał wśród drzew, a Scylla wzięła głęboki oddech, próbując złapać równowagę między potrzebą szczerości a wewnętrzną potrzebą izolacji.
- Co do tego żuka… - podjęła w końcu, zmieniając ton na bardziej neutralny. - Chyba dam sobie z nim spokój na dzisiaj. Ale teleportacja do Londynu brzmi kusząco. - Uśmiechnęła się delikatnie, prawie przepraszająco. To było więcej, niż była w stanie zaoferować komukolwiek w tamtym momencie.
- Ale zanim pójdziemy… - dodała nagle, unosząc wzrok i skupiając spojrzenie na Electrze. - Jeśli już mówimy o losie, to powiem ci jedno. Czasem, nawet jeśli nie możemy zmienić tego, co nas czeka, możemy chociaż zdecydować, jak się z tym zmierzymy. - Jej głos był stanowczy, ale łagodny, a spojrzenie pełne cichego zrozumienia.
Nie czekając na odpowiedź, Scylla chwyciła dłoń Electry, gotowa na teleportację. Przez krótką chwilę poczuła coś, co można było nazwać przebłyskiem nadziei - ledwie zauważalnym, ale jednak. Może Electra była jednym z tych momentów w życiu, które przypominają, że nawet w cieniu można znaleźć drobne promienie światła.
- Może rzeczywiście jest w tym jakiś sens - mruknęła, z nutą sceptycyzmu w głosie. - Ale jeśli to los, to ma dość… dziwaczne poczucie humoru. - Uśmiechnęła się krzywo, choć było w tym więcej goryczy niż faktycznej wesołości. Nie była typem osoby, która wierzyłaby, że cokolwiek dzieje się dla jej dobra. Los, jakikolwiek by nie był, miał wobec niej inne plany.
Wyciągnięta ręka Electry wydawała się nieco zawieszona w powietrzu, czekając na odpowiedź. Scylla spojrzała na nią, jakby zastanawiając się, czy przyjęcie tej drobnej oferty pomocy nie będzie kolejnym dowodem na to, jak bardzo różnią się ich światy. Electra była jak światło w tej całej szarości - żywa, otwarta, pełna energii. A Scylla? Jak cień, zawsze tuż obok, ale nigdy w centrum.
- Wiesz… - zaczęła powoli, ważąc każde słowo. - Może i masz rację. Może to nie przypadek, że się spotkałyśmy. Ale wątpię, żebyś naprawdę chciała poznać ciężar, który niosę. - Uniosła dłoń, jakby w geście odrzucenia, ale bardziej przypominało to ochronny mur.
Na chwilę zapadła cisza. Wiatr szumiał wśród drzew, a Scylla wzięła głęboki oddech, próbując złapać równowagę między potrzebą szczerości a wewnętrzną potrzebą izolacji.
- Co do tego żuka… - podjęła w końcu, zmieniając ton na bardziej neutralny. - Chyba dam sobie z nim spokój na dzisiaj. Ale teleportacja do Londynu brzmi kusząco. - Uśmiechnęła się delikatnie, prawie przepraszająco. To było więcej, niż była w stanie zaoferować komukolwiek w tamtym momencie.
- Ale zanim pójdziemy… - dodała nagle, unosząc wzrok i skupiając spojrzenie na Electrze. - Jeśli już mówimy o losie, to powiem ci jedno. Czasem, nawet jeśli nie możemy zmienić tego, co nas czeka, możemy chociaż zdecydować, jak się z tym zmierzymy. - Jej głos był stanowczy, ale łagodny, a spojrzenie pełne cichego zrozumienia.
Nie czekając na odpowiedź, Scylla chwyciła dłoń Electry, gotowa na teleportację. Przez krótką chwilę poczuła coś, co można było nazwać przebłyskiem nadziei - ledwie zauważalnym, ale jednak. Może Electra była jednym z tych momentów w życiu, które przypominają, że nawet w cieniu można znaleźć drobne promienie światła.
Koniec sesji
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga