30.11.2024, 02:36 ✶
Scylla przyglądała się Peregrinusowi, który jak zahipnotyzowany patrzył na drzewo. Jego wcześniejsze zaangażowanie w rozmowę z dziadkiem ustąpiło miejsca wyraźnemu roztargnieniu. Dziewczyna, nieświadomie przygryzając wargę, zaczęła żałować, że pociągnęła go za rękaw. Była pewna, że wyrwała go z jakiejś głębszej myśli, a on przecież tak rzadko pozwalał sobie na prawdziwe skupienie. Czuła się winna, że go rozproszyła.
- Peregrinusie... - powiedziała cicho, niemal przepraszająco. Dostrzegła, że spojrzał na nią z lekkim zaskoczeniem, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że w ogóle jest obok. Na jego twarzy malowało się coś, co trudno było jednoznacznie nazwać - nie tyle irytacja, co raczej coś bliższego zdziwieniu.
Nie zatrzymała go, kiedy przeszedł obok, kierując się ku drzewu - poprosił o chwilę, więc zamierzała mu dać takowej na zapas. Wpatrywała się w jego plecy, a w jej wnętrzu ścierały się dwa sprzeczne odczucia: potrzeba, by zostawić go samego, i rosnące zaniepokojenie.
Sama nie była pewna, dlaczego to miejsce budziło w niej niepokój. Może przez robaki, które jeszcze chwilę temu obserwowała, a może przez dziwną aurę, jaką emanowało drzewo. Wszystko tutaj wydawało się nie na miejscu, jak sen, w którym coś nieuchwytnego czai się w cieniu. Ale to była jej rola - czuwać, nawet jeśli on, pochłonięty przez coś, co tylko on zdawał się dostrzegać, zapominał o całym świecie.
Powoli podeszła bliżej, zatrzymując się kilka kroków za nim. Nie chciała znów mu przeszkadzać, a jednak czuła, że powinna być blisko - na wszelki wypadek. Jej wzrok, jak jego wcześniej, powędrował ku drzewu, ale choć usiłowała dostrzec coś niezwykłego, wszystko, co widziała, to jedynie niepokojącą, martwą ciszę, którą zakłócały jedynie opadające owady. Było ich tak wiele - na ziemi, na drzewach, w powietrzu - a mimo to nikt z Polany nie wydawał się nimi przejmować.
- Nie chciałam ci przeszkadzać... - odezwała się w końcu cicho, próbując przerwać niezręczną ciszę. Jej głos był łagodny, niemal przepraszający. – Wydawałeś się taki skupiony. Znalazłeś coś w drzewie? - Jej pytanie zawisło w powietrzu, a Peregrinus zadarł głowę, jakby wciąż nie był pewien, czy to, co widzi, jest prawdziwe. Scylla obserwowała go, a jej oczy zdradzały więcej, niż chciałaby przyznać - troskę, niepokój, a przede wszystkim cień poczucia winy. Jeśli coś miało się tu wydarzyć, wiedziała, że nie powinna była odciągać go od jego myśli. Ale było już za późno. - Bo widzisz, ja znalazłam tutaj mnóstwo nieswoich robaków... - wreszcie zaczęła nieśmiało temat, przez który wyrwała go z zamyślenia. Musiała to poruszyć, bo rozsadzi ją od środka.
- Peregrinusie... - powiedziała cicho, niemal przepraszająco. Dostrzegła, że spojrzał na nią z lekkim zaskoczeniem, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że w ogóle jest obok. Na jego twarzy malowało się coś, co trudno było jednoznacznie nazwać - nie tyle irytacja, co raczej coś bliższego zdziwieniu.
Nie zatrzymała go, kiedy przeszedł obok, kierując się ku drzewu - poprosił o chwilę, więc zamierzała mu dać takowej na zapas. Wpatrywała się w jego plecy, a w jej wnętrzu ścierały się dwa sprzeczne odczucia: potrzeba, by zostawić go samego, i rosnące zaniepokojenie.
Sama nie była pewna, dlaczego to miejsce budziło w niej niepokój. Może przez robaki, które jeszcze chwilę temu obserwowała, a może przez dziwną aurę, jaką emanowało drzewo. Wszystko tutaj wydawało się nie na miejscu, jak sen, w którym coś nieuchwytnego czai się w cieniu. Ale to była jej rola - czuwać, nawet jeśli on, pochłonięty przez coś, co tylko on zdawał się dostrzegać, zapominał o całym świecie.
Powoli podeszła bliżej, zatrzymując się kilka kroków za nim. Nie chciała znów mu przeszkadzać, a jednak czuła, że powinna być blisko - na wszelki wypadek. Jej wzrok, jak jego wcześniej, powędrował ku drzewu, ale choć usiłowała dostrzec coś niezwykłego, wszystko, co widziała, to jedynie niepokojącą, martwą ciszę, którą zakłócały jedynie opadające owady. Było ich tak wiele - na ziemi, na drzewach, w powietrzu - a mimo to nikt z Polany nie wydawał się nimi przejmować.
- Nie chciałam ci przeszkadzać... - odezwała się w końcu cicho, próbując przerwać niezręczną ciszę. Jej głos był łagodny, niemal przepraszający. – Wydawałeś się taki skupiony. Znalazłeś coś w drzewie? - Jej pytanie zawisło w powietrzu, a Peregrinus zadarł głowę, jakby wciąż nie był pewien, czy to, co widzi, jest prawdziwe. Scylla obserwowała go, a jej oczy zdradzały więcej, niż chciałaby przyznać - troskę, niepokój, a przede wszystkim cień poczucia winy. Jeśli coś miało się tu wydarzyć, wiedziała, że nie powinna była odciągać go od jego myśli. Ale było już za późno. - Bo widzisz, ja znalazłam tutaj mnóstwo nieswoich robaków... - wreszcie zaczęła nieśmiało temat, przez który wyrwała go z zamyślenia. Musiała to poruszyć, bo rozsadzi ją od środka.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga