30.11.2024, 03:24 ✶
Mabel miała problem z pojęciem tego wszystkiego. To znaczy… Tak, rozumiała o co chodziło mamie, bo sama przecież czasem łamała, ,lub chociaż chciała złamać jakieś zasady, które wydawały jej się wyjątkowo niesprawiedliwie, lub po prostu głupie. Ale no… Jak to się w takim razie rozróżniało? I czy przypadkiem za wszystkie wykroczenia i tak nie karano w ten sam sposób?
– A ten chłopiec... – zaczęła niepewnie, nie chcąc przypadkiem powiedzieć czegoś co uraziłoby mamę, bo przecież nie o to chodziło – On chciał zostać por… no zabrany? Cieszył siè z tego? W sensie, czy wszystko już teraz u niego dobrze? Bo wiesz, jak coś to zrobiłam mu laurkę, wiec jesli jest smutny, lub myśli, że jesteś naprawdę porywaczką, a nie taką dobrą porywaczką, to możemy mu ją wysłać i może to pomoże? – Tak? Nie? Chyba sama już trochę nie rozumiała, jak to wszystko działało.
Potem przeniosła spojrzenie na pana Sama, a jej oczy kolejno zabłysły w podekscytowaniu, ale zaraz po tym i w rozczarowaniu, gdy usłyszała, że taka fajna umiejętność może nie być na zawsze.
– Oh, szkoda, bo brzmi jak coś fajnego. – No bo to na pewno nie było tak, że to zawsze robiło komuś krzywdę. Pan Sam pewnie po prostu mówił tak, bo był dorosły, a dorośli czasem tak dramayzowali. I może ta pani Bulstrode była po prostu nudną dorosłą i chciała wyleczyć, wszystkie fajne rzeczy? Znała takie jak ona z książek.
I kolejne rozczarowanie ponownie połączone z pewnym niezrozumieniem.
– Ale ja też nie mam czarnej krwi – zauważyła, chyba że od jej ostatniego zdartego kolana coś się zmieniło. – Ale to, nic. W sumie jakbym się z panem nauczyła zmiany w chociaż w jedno zwierzę to też by było fajnie – dodała pocieszająco – I proszę się nie martwić. To że ktoś ma nieco dziwniejsze dzieciństwo to chyba nic złego. Tak nam mówili w przedszkolu.
Zmarszczyła brwi.
– No chyba, że potem trzeba kogoś porwać. Pan też był porwany?
– A ten chłopiec... – zaczęła niepewnie, nie chcąc przypadkiem powiedzieć czegoś co uraziłoby mamę, bo przecież nie o to chodziło – On chciał zostać por… no zabrany? Cieszył siè z tego? W sensie, czy wszystko już teraz u niego dobrze? Bo wiesz, jak coś to zrobiłam mu laurkę, wiec jesli jest smutny, lub myśli, że jesteś naprawdę porywaczką, a nie taką dobrą porywaczką, to możemy mu ją wysłać i może to pomoże? – Tak? Nie? Chyba sama już trochę nie rozumiała, jak to wszystko działało.
Potem przeniosła spojrzenie na pana Sama, a jej oczy kolejno zabłysły w podekscytowaniu, ale zaraz po tym i w rozczarowaniu, gdy usłyszała, że taka fajna umiejętność może nie być na zawsze.
– Oh, szkoda, bo brzmi jak coś fajnego. – No bo to na pewno nie było tak, że to zawsze robiło komuś krzywdę. Pan Sam pewnie po prostu mówił tak, bo był dorosły, a dorośli czasem tak dramayzowali. I może ta pani Bulstrode była po prostu nudną dorosłą i chciała wyleczyć, wszystkie fajne rzeczy? Znała takie jak ona z książek.
I kolejne rozczarowanie ponownie połączone z pewnym niezrozumieniem.
– Ale ja też nie mam czarnej krwi – zauważyła, chyba że od jej ostatniego zdartego kolana coś się zmieniło. – Ale to, nic. W sumie jakbym się z panem nauczyła zmiany w chociaż w jedno zwierzę to też by było fajnie – dodała pocieszająco – I proszę się nie martwić. To że ktoś ma nieco dziwniejsze dzieciństwo to chyba nic złego. Tak nam mówili w przedszkolu.
Zmarszczyła brwi.
– No chyba, że potem trzeba kogoś porwać. Pan też był porwany?