30.11.2024, 04:13 ✶
Crow wywrócił oczami, słysząc ten „rozkaz”. Wciąż nie podjął się walki kiełkującej w jego sercu, bo to porównanie, nawet mimo bycia absolutnie idiotycznym, wywoływało w nim jednak delikatne, ale denerwujące uczucie żenady. Wygłupi się jak to powie - to oczywiste, a on nie chciał teraz się przed Laurentem wygłupiać. Uczucia były momentami tak durne, ale szczególnie bał się takich właśnie momentów - kiedy wzbraniał się przed powiedzeniem czegoś, ubraniem się w określony sposób, podjęciem jakiegoś działania. Dlaczego? Robił tak wiele rzeczy na przekór wszystkiemu, ale presja oczekiwań wciąż potrafiła go przygnieść.
Wzruszył ramionami, kiedy spojrzenie Laurenta się z nim zetknęło. Pływanie było mu obojętne. Gdyby jeszcze dostrzegał na morzu większe fale, pewnie podszedłby do tego z większym entuzjazmem. Gdyby miał wybierać, wybrałby rzekę lub jezioro.
- Chuja z tego pamiętam - przyznał podejrzanie jak na niego otwarcie. To akurat była prawda - spił się wtedy tak, że z tego dnia zostały w nim głównie uczucie wstydu i intensywność bicia serca - tonięcie w oceanie wydawało się dzisiaj jakąś odległą opowieścią, którą jako człowiek nielubiący poezji próbował przyrównać kilka razy do koloru czyichś oczu. - Nie - pokręcił głową - ale ty mówiłeś coś o dbaniu o siebie podczas liczenia swoich żeber... możemy zacząć od obiadu. Tylko nie wiem, czy znam miejsca, co by ci się spodobały.
Nie wszedł za nim do tego domu. Przesunął po Laurencie ręką, kiedy ten przechodził obok, ale on sam zatrzymał się na tarasie i oparł o tę samą barierkę, o którą tak uwielbiał opierać się już wcześniej i odpalił kolejnego dzisiaj papierosa. Nie chciał patrzeć na te kwiaty, bo było mu nieco głupio. I ten skrzat. I to wszystko. Dlaczego nic nie szło po jego myśli? Nie dało się z nim tych chwil zaprojektować. Działały na niego prowokacje, ale niekoniecznie te tkane z sieci manipulacji scenariusze. To zaś sprawiało, że Flynn podważał słuszność swoich decyzji. Może... wcale nie powinno go tutaj być, a to wszystko nie miało być takie proste, jak to sobie uknuł we łbie.
Możemy, bo nie musimy.
Możemy, bo chciał być tego częścią.
Jednocześnie zgrzytało w nim coś, napełniało go niepokojem. Chciałby go pytać o te rzeczy. Czy był jego ulubionym głupcem? Odpowiedzi zapewniające Crowa o jego wysokiej pozycji zdecydowanie poprawiłyby jego nastrój, tylko zrozumiał już, że nic z tego, a jeśli - to nic w tym szczerego. Nie przekuł jeszcze tych swoich desperackich zapewnień w coś, czego się po nim spodziewano.
Wzruszył ramionami, kiedy spojrzenie Laurenta się z nim zetknęło. Pływanie było mu obojętne. Gdyby jeszcze dostrzegał na morzu większe fale, pewnie podszedłby do tego z większym entuzjazmem. Gdyby miał wybierać, wybrałby rzekę lub jezioro.
- Chuja z tego pamiętam - przyznał podejrzanie jak na niego otwarcie. To akurat była prawda - spił się wtedy tak, że z tego dnia zostały w nim głównie uczucie wstydu i intensywność bicia serca - tonięcie w oceanie wydawało się dzisiaj jakąś odległą opowieścią, którą jako człowiek nielubiący poezji próbował przyrównać kilka razy do koloru czyichś oczu. - Nie - pokręcił głową - ale ty mówiłeś coś o dbaniu o siebie podczas liczenia swoich żeber... możemy zacząć od obiadu. Tylko nie wiem, czy znam miejsca, co by ci się spodobały.
Nie wszedł za nim do tego domu. Przesunął po Laurencie ręką, kiedy ten przechodził obok, ale on sam zatrzymał się na tarasie i oparł o tę samą barierkę, o którą tak uwielbiał opierać się już wcześniej i odpalił kolejnego dzisiaj papierosa. Nie chciał patrzeć na te kwiaty, bo było mu nieco głupio. I ten skrzat. I to wszystko. Dlaczego nic nie szło po jego myśli? Nie dało się z nim tych chwil zaprojektować. Działały na niego prowokacje, ale niekoniecznie te tkane z sieci manipulacji scenariusze. To zaś sprawiało, że Flynn podważał słuszność swoich decyzji. Może... wcale nie powinno go tutaj być, a to wszystko nie miało być takie proste, jak to sobie uknuł we łbie.
Możemy, bo nie musimy.
Możemy, bo chciał być tego częścią.
Jednocześnie zgrzytało w nim coś, napełniało go niepokojem. Chciałby go pytać o te rzeczy. Czy był jego ulubionym głupcem? Odpowiedzi zapewniające Crowa o jego wysokiej pozycji zdecydowanie poprawiłyby jego nastrój, tylko zrozumiał już, że nic z tego, a jeśli - to nic w tym szczerego. Nie przekuł jeszcze tych swoich desperackich zapewnień w coś, czego się po nim spodziewano.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.