30.11.2024, 11:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2024, 11:24 przez Brenna Longbottom.)
Brenna doskonale wiedziała, że pewnie sprawy nie zostają rozwiązane z powodu drobnych błędów albo… samego prawa, które nie pozwalało na sprawdzenie wszystkiego, co sprawdzone być powinno. Przynajmniej ze trzy razy z kolei rozwiązała jakąś z powodu czystego farta. Biorąc pod uwagę, że Brygadziści byli tu zbadać drugą śmierć, a nikt nie wiedział ani kiedy umarł Thompson, ani kiedy dokładnie utonęła Crystal – tylko tyle, że ostatni raz widziano ją po południu – nie sądziła, by mieli podstawy do czatowania nad jeziorem o zmierzchu.
Zwłaszcza, że dla większości Brygadzistów to była po prostu praca. Znakomita ilość ludzi nie chciała poświęcać całego życia dla pracy.
– Wątpię, żeby było jakoś niesamowicie niebezpieczne, skoro mugole wciąż tu pływają i się bawią – stwierdziła Brenna, może trochę z nadmierną beztroską, ale naprawdę nie martwiła się zupełnie, że coś się jej stanie. O Thomasa możliwe, że odrobinę, bo należała do tych ludzi, którzy zapewniali, że coś, co chcą zrobić, wcale nie jest niebezpieczne, by potem wykrzyknąć, że to zbyt niebezpieczne, kiedy ktoś inny chciał zrobić to samo. Ale tak ogólnie nie oceniała obecnej sytuacji jako bardzo martwiącą.
*
Chłopcy, pijący alkohol, do których poprowadził Thomas, opuścili butelki i zmierzyli obcych podejrzliwym spojrzeniem.
– Nie wyglądacie na policję – mruknął jeden z nich, mierząc Figga wzrokiem. Nie reagował gwałtownie, ale w jego wzroku krył się ślad niechęci. Zarówno Thomas, jak i Brenna byli nieco starsi od bawiących się tutaj, odstawali też ubiorem i pojawiali się znikąd tuż przed zmierzchem, nie zrobili więc chyba najlepszego wrażenia.
– Zresztą, utonęli, i tyle, po co to drążycie?
– Jesteśmy z Londynu, Tommy jest prywatnym detektywem. Znam Carrie – wtrąciła Brenna, uśmiechając się jak tylko najsympatyczniej się dało. Odruchowo chwyciła Figga za przedramię, gotowa odciągać go, gdyby ta niechęć, wisząca w powietrzu, miała przybrać bardziej... materialną formę. Czuła na nich spojrzenia: teraz już większość bawiących się mniej lub bardziej jawnie zerkała w ich kierunku. – Bardzo ją to wszystko dręczy, obiecałam, że rozejrzymy się, bo chciałabym… po prostu żeby odzyskała trochę spokoju.
Rzucam sobie czy cokolwiek wyciągnę, charyzma
– White’ówna to dziwaczka – stwierdził pierwszy chłopak, przewracając oczyma, ale przynajmniej nie zasugerował, by poszli precz. – Odkąd wyjechała do tej prywatnej szkoły lata temu starych kolegów nie poznaje.
– Pierdoli, że Larry na pewno coś widział. Chuja tam widział. Był blisko z Milesami i dlatego był nerwowy. Po ich śmierci mu zupełnie odjebało – dorzucił drugi. – Prawie jak jego siostrze.
– A czy znali Evansównę…?
– Wszyscy się tu znają – skwitował jeden z chłopców, wzruszając ramionami. – Crystal też była straszną dziwaczką. Opowiadała niestworzone rzeczy i nie cierpiała Carrie.
Zwłaszcza, że dla większości Brygadzistów to była po prostu praca. Znakomita ilość ludzi nie chciała poświęcać całego życia dla pracy.
– Wątpię, żeby było jakoś niesamowicie niebezpieczne, skoro mugole wciąż tu pływają i się bawią – stwierdziła Brenna, może trochę z nadmierną beztroską, ale naprawdę nie martwiła się zupełnie, że coś się jej stanie. O Thomasa możliwe, że odrobinę, bo należała do tych ludzi, którzy zapewniali, że coś, co chcą zrobić, wcale nie jest niebezpieczne, by potem wykrzyknąć, że to zbyt niebezpieczne, kiedy ktoś inny chciał zrobić to samo. Ale tak ogólnie nie oceniała obecnej sytuacji jako bardzo martwiącą.
*
Chłopcy, pijący alkohol, do których poprowadził Thomas, opuścili butelki i zmierzyli obcych podejrzliwym spojrzeniem.
– Nie wyglądacie na policję – mruknął jeden z nich, mierząc Figga wzrokiem. Nie reagował gwałtownie, ale w jego wzroku krył się ślad niechęci. Zarówno Thomas, jak i Brenna byli nieco starsi od bawiących się tutaj, odstawali też ubiorem i pojawiali się znikąd tuż przed zmierzchem, nie zrobili więc chyba najlepszego wrażenia.
– Zresztą, utonęli, i tyle, po co to drążycie?
– Jesteśmy z Londynu, Tommy jest prywatnym detektywem. Znam Carrie – wtrąciła Brenna, uśmiechając się jak tylko najsympatyczniej się dało. Odruchowo chwyciła Figga za przedramię, gotowa odciągać go, gdyby ta niechęć, wisząca w powietrzu, miała przybrać bardziej... materialną formę. Czuła na nich spojrzenia: teraz już większość bawiących się mniej lub bardziej jawnie zerkała w ich kierunku. – Bardzo ją to wszystko dręczy, obiecałam, że rozejrzymy się, bo chciałabym… po prostu żeby odzyskała trochę spokoju.
Rzucam sobie czy cokolwiek wyciągnę, charyzma
Rzut N 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!
– White’ówna to dziwaczka – stwierdził pierwszy chłopak, przewracając oczyma, ale przynajmniej nie zasugerował, by poszli precz. – Odkąd wyjechała do tej prywatnej szkoły lata temu starych kolegów nie poznaje.
– Pierdoli, że Larry na pewno coś widział. Chuja tam widział. Był blisko z Milesami i dlatego był nerwowy. Po ich śmierci mu zupełnie odjebało – dorzucił drugi. – Prawie jak jego siostrze.
– A czy znali Evansównę…?
– Wszyscy się tu znają – skwitował jeden z chłopców, wzruszając ramionami. – Crystal też była straszną dziwaczką. Opowiadała niestworzone rzeczy i nie cierpiała Carrie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.