30.11.2024, 14:27 ✶
Gdyby to był jakiś Nowy Rok, to pewnie zabrałby go do Ritza. Może takie miejsca nie równały się blaskowi czarodziejskich restauracji, ale uważał to za zaletę. Trochę jak wycieczka krajoznawcza, podczas której mógłby pogadać o historii takich miejsc, powymądrzać się na tematy czyniące się pozornie inteligentnym i oczytanym, w rzeczywistości będące codziennością dla mugoli i mugolaków. Ale to nie był Nowy Rok. Ani nie zrobili żadnej rezerwacji. To był zwykły dzień. Sam jadłby spalony chleb z serem albo poszedł do knajpy, w której pewnie po kuchni biegały karaluchy, ale do zestawu lunchowego dodawali taką małą, słodką zupę i uważał to za całkiem uczciwą rekompensatę strat moralnych kiedy znajdowałeś w cieście włosa kucharki. Niezależnie od tego jak bardzo się przyłożył, wyobrażenie Laurenta w takiej scenerii dostawało odruchu wymiotnego po przekroczeniu klejącego się progu.
Miejsce, które im się podobało...?
Nie zabierze go przecież na obiad do palarni opium.
Nie potrafił wyobrazić sobie ich wspólnej przestrzeni, gdybał nad tym, kim nigdy nie byli i nie będą. Rozważał, czy to wszystko miało jakiś sens. Jednocześnie jego postawa była bardzo, bardzo ciepła i zapraszająca do bliskości. Zastał go zgarbionego, wspartego łokciami o tę balustradę. Dla większości ludzi oparcie się o kogoś było czymś całkowicie wystarczającym, ale dla niego najwyraźniej nie - przełożył papierosa z lewej ręki do prawej, żeby lewą otoczyć go i pogłaskać po plecach. Wydmuchał dym w przeciwnym kierunku, i odwrócił głowę do tego podobno śmiesznego zdjęcia. Głupio w ogóle o tym pomyśleć, ale uroda jego siostry wpisywała się dobrze w jego wyśniony ideał kobiety. Długie, czarne włosy, szeroki uśmiech, ciemniejsza skóra, gorąco bijące od niej tak mocno, jakby miał oparzyć się od dotknięcia jej policzka. Zaraz obok znajdował się chłopak, któremu udawało się przyćmić jej blask samą swoją obecnością. Ciekawe jak bardzo była zazdrosna o takiego bękarta?
- Miało być śmieszne, a nie słodkie - skomentował to takim durnie flirciarskim tonem, wciąż będąc kiepskim w zadawanie pytań, a skoro nie dostał do tego żadnej historii...
Dał swojej ręce zsunąć się w dół i z radością odkrył, że ten kontakt się nie kończył - bardzo entuzjastycznie pozwolił ich palcom się spleść i wyglądał na zadowolonego z tego powodu.
Zaciągnął się dymem i... zaśmiał się.
- Kurwa mać - odkaszlnął lekko, znów wydmuchując ten dym w przeciwnym kierunku, niż stał Laurent. - Zajebiście podstępna z ciebie żmija. Dolewać mi do herbaty coś, co dałem ci do ręki i powiedziałem, że możesz tego użyć. Powiedz mi jeszcze, że podstępnie postawiłeś te kwiaty dokładnie tam, gdzie chciałem je zobaczyć. - Cmoknął go ustami przy uchu. - Liczę na to, że zamierzasz pytać mnie o emocje, a nie o detale biografii ludzi, którzy mogą zginąć jeżeli ktoś dowie się o rzeczach jakie ukrywam.
Miejsce, które im się podobało...?
Nie zabierze go przecież na obiad do palarni opium.
Nie potrafił wyobrazić sobie ich wspólnej przestrzeni, gdybał nad tym, kim nigdy nie byli i nie będą. Rozważał, czy to wszystko miało jakiś sens. Jednocześnie jego postawa była bardzo, bardzo ciepła i zapraszająca do bliskości. Zastał go zgarbionego, wspartego łokciami o tę balustradę. Dla większości ludzi oparcie się o kogoś było czymś całkowicie wystarczającym, ale dla niego najwyraźniej nie - przełożył papierosa z lewej ręki do prawej, żeby lewą otoczyć go i pogłaskać po plecach. Wydmuchał dym w przeciwnym kierunku, i odwrócił głowę do tego podobno śmiesznego zdjęcia. Głupio w ogóle o tym pomyśleć, ale uroda jego siostry wpisywała się dobrze w jego wyśniony ideał kobiety. Długie, czarne włosy, szeroki uśmiech, ciemniejsza skóra, gorąco bijące od niej tak mocno, jakby miał oparzyć się od dotknięcia jej policzka. Zaraz obok znajdował się chłopak, któremu udawało się przyćmić jej blask samą swoją obecnością. Ciekawe jak bardzo była zazdrosna o takiego bękarta?
- Miało być śmieszne, a nie słodkie - skomentował to takim durnie flirciarskim tonem, wciąż będąc kiepskim w zadawanie pytań, a skoro nie dostał do tego żadnej historii...
Dał swojej ręce zsunąć się w dół i z radością odkrył, że ten kontakt się nie kończył - bardzo entuzjastycznie pozwolił ich palcom się spleść i wyglądał na zadowolonego z tego powodu.
Zaciągnął się dymem i... zaśmiał się.
- Kurwa mać - odkaszlnął lekko, znów wydmuchując ten dym w przeciwnym kierunku, niż stał Laurent. - Zajebiście podstępna z ciebie żmija. Dolewać mi do herbaty coś, co dałem ci do ręki i powiedziałem, że możesz tego użyć. Powiedz mi jeszcze, że podstępnie postawiłeś te kwiaty dokładnie tam, gdzie chciałem je zobaczyć. - Cmoknął go ustami przy uchu. - Liczę na to, że zamierzasz pytać mnie o emocje, a nie o detale biografii ludzi, którzy mogą zginąć jeżeli ktoś dowie się o rzeczach jakie ukrywam.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.