Słuchał jej z uwagą i rosnącym zainteresowaniem. To, że jest przeciwna segregacji jaką proponował Voldemort, wywnioskował już przed chwilą. Teraz natomiast, gdy Nora wzmocniła jeszcze swoje stanowisko zdecydowanym sprzeciwem, Peregrin poczuł coś w rodzaju ulgi. Ulżyło mu na myśl, że być może nie jest w mniejszości, i że nie w całym Londynie panują nastroje takie, jak przedstawiał to szmatławiec, o którym rozmawiali. Oczywiście można było wziąć poprawkę na to, że gazeta może szukać sensacji i rozdmuchiwać pewne szczegóły, ale naiwnie byłoby myśleć, że wszystko w tym artykule jest tylko tanią propagandą.
- Oh, na szczęście ma mi się na życie. - Machnął ręką w geście, że nie trzeba się nim przejmować, a Nora tylko niepotrzebnie denerwuje się wspominając ludzi, którzy posunęli się do tego pobicia. Peregrin miał swój żal schowany gdzieś głęboko i nie rozpamiętywał tamtej nocy. Nie zamierzał po wyjściu ze szpitala szukać sprawców i się na nich mścić. Nie był takim typem człowieka, jednakże nie chciał dać za wygraną i zostać stłamszonym. Zerwie kontakty ze swoją lubą aby ją chronić, to tak, ale nic poza tym. Z jednej strony czuł, że jego duch walki nie zgasł zupełnie, natomiast z drugiej przepełniała go gorycz tej przegranej bitwy. Niemniej jednak, gdy Figg wspomniała o czynnym oporze wobec działań Lorda Voldemorta, mężczyzna został zaintrygowany. Złapany na haczyk. Chciałby się zaangażować, ale nie w działania pierwszej lepszej fundacji na rzecz ofiar czystokrwistych. Nie wiedział, co Nora może mieć mu do zaproponowania, po prostu chyba niewiele się spodziewał po tym przypadkowym spotkaniu. Już ten pączek był miłą niespodzianką, ale niestety już się kończył.
- W jaki sposób reagować? - Zapytał wprost, bo to było chyba teraz dla niego najistotniejsze. Zbierają się bojówki przeciw zwolennikom Voldemorta? Teraz u tych młodych to niczego nie można wykluczyć. Nie wiadomo co jednemu z drugim strzeli do łba, a potem tylko same kłopoty z tego...
- Kontakt chyba nie zaszkodzi... Kto to jest? Jakiś twój znajomy? - Powiedział po chwili zastanowienia, bo doszedł do wniosku, że samo wysłuchanie tej drugiej strony potencjalnego konfliktu nie zaszkodzi mu bardziej w jego obecnym położeniu, może tylko pomóc. W tej samej sekundzie zapaliło mu się jednak w głowie ostrzegawcze światełko. Przez chwilę zastanawiał się jak swoje obawy ubrać w słowa, aż w końcu wymyślił.
- Posłuchaj, nie jestem już najmłodszy, więc jeśli ten wasz bunt ma polegać na siedzeniu przy głośnej muzyce i wdychaniu podejrzanych kadzideł, to chyba jednak nie będę zainteresowany. Jeśli działać, to na poważnie. - Dzieląca ich różnica wieku, pokolenia nawet, sprawiała, że mogli nieco inaczej postrzegać walkę ze złem. Chociaż, chyba nie próbowałaby go wciągnąć do paczki małolatów? Taki pryk mógłby im co najwyżej zepsuć fajną rewolucję.