01.12.2024, 00:57 ✶
Thomas ze swoją słodką mordką zdawał się być zagubionym kociakiem, a ona na prawdę powinna być ostatnią osobą, której dano by pod opiekę jakiekolwiek zwierzątko, roślinę, czy w ogóle żyjąca istotę. Troska była dla niej abstrakcyjnym pojęciem, bo zakładała, że ktoś jest słaby, a słabe zawsze oznaczało gorsze.
To znaczy, kilka dni temu na klifach otoczyła kościstymi ramionami Basiliusa i przyjęła jego strach, ale umówmy się - sama była w stanie psychicznego rozkładu (aż dziw, że nie jebało od niej zgnilizną), więc on się bał, ona cierpiała, power duo.
Ale Basilius był jej - być może, nie wiadomo, sam zadawał sobie pytania w tej materii - przyjacielem gejem, a nie cwaniakiem, który drze się, potem histerycznie śmieje tylko po to, by wziąć i przekraczać granicę, którą powiedziała mu przecież, że ma nie przekraczać.
Trochę była wkurwiona na niego, licząc, że jednak może żartował.
Trochę też przerażona.
– Pierdolisz – powiedziała automatycznie, no bo jakie demony, przecież nie było demonów, ewentualnie istoty takie jak dementorzy, które mogły być z powodzeniem wzięte za te okultystyczne pierdy z otchłani. Ale Thomas nie wyglądał na kogoś kto ją właśnie wkręcał. Nie był tak dobrym aktorem, nawet jeśli wcześniej nie byli wcale aż tak blisko, to raczej nie kpiłby z niej tak, nie kpiłby z takich tematów. Nie wkręcał jej w ten sposób, żeby tylko rozłożyła przed nim nogi. Nagle jej twarz spoważniała, a złociste oczy rozwarły się szeroko w rosnącym niedowierzaniu ale też strachu. – Na. Chuj. Tam. Polazłeś?! – wyrwała rękę z jego uścisku, ale nie poszła dalej o nie. Miał jej uwagę, choć jeszcze nie rozumiała o co w ogóle chodziło.. Była w takim stanie na zebraniu kilka dni temu, że już nie pamiętała tego, co mówił papcio o jakiś pieczęciach czy runach, czy bogowie wiedzą co. Ale teraz, kiedy Thomas stał przed nią jebiąc siarką na kilometr... Mimowolnie z każdym uderzeniem serca w wątłej piersi rósł w niej gniew. Bardzo nie lubiła się bać. Strach był słabością. Gniew siłą z którą trzeba było się liczyć.
To znaczy, kilka dni temu na klifach otoczyła kościstymi ramionami Basiliusa i przyjęła jego strach, ale umówmy się - sama była w stanie psychicznego rozkładu (aż dziw, że nie jebało od niej zgnilizną), więc on się bał, ona cierpiała, power duo.
Ale Basilius był jej - być może, nie wiadomo, sam zadawał sobie pytania w tej materii - przyjacielem gejem, a nie cwaniakiem, który drze się, potem histerycznie śmieje tylko po to, by wziąć i przekraczać granicę, którą powiedziała mu przecież, że ma nie przekraczać.
Trochę była wkurwiona na niego, licząc, że jednak może żartował.
Trochę też przerażona.
– Pierdolisz – powiedziała automatycznie, no bo jakie demony, przecież nie było demonów, ewentualnie istoty takie jak dementorzy, które mogły być z powodzeniem wzięte za te okultystyczne pierdy z otchłani. Ale Thomas nie wyglądał na kogoś kto ją właśnie wkręcał. Nie był tak dobrym aktorem, nawet jeśli wcześniej nie byli wcale aż tak blisko, to raczej nie kpiłby z niej tak, nie kpiłby z takich tematów. Nie wkręcał jej w ten sposób, żeby tylko rozłożyła przed nim nogi. Nagle jej twarz spoważniała, a złociste oczy rozwarły się szeroko w rosnącym niedowierzaniu ale też strachu. – Na. Chuj. Tam. Polazłeś?! – wyrwała rękę z jego uścisku, ale nie poszła dalej o nie. Miał jej uwagę, choć jeszcze nie rozumiała o co w ogóle chodziło.. Była w takim stanie na zebraniu kilka dni temu, że już nie pamiętała tego, co mówił papcio o jakiś pieczęciach czy runach, czy bogowie wiedzą co. Ale teraz, kiedy Thomas stał przed nią jebiąc siarką na kilometr... Mimowolnie z każdym uderzeniem serca w wątłej piersi rósł w niej gniew. Bardzo nie lubiła się bać. Strach był słabością. Gniew siłą z którą trzeba było się liczyć.